Dobrze pamięta dzień, gdy miała umrzeć. Było pochmurnie, a Korynt czuwał całą noc. Chyba wiedział. Chyba oboje wiedzieli co się musi stać. Ona była gotowa odejść; on nie był gotowy jej oddać. Przemiana trwała zaledwie kilka godzin, ale pozostawiła ją w stanie wiecznego zmęczenia i poczucia zimna. Od lat błądzi na granicy snu i jawy, bliższa uwiecznionych na witrażach wizerunkom świętych niżli ludziom. Resztki człowieczeństwa widoczne są w ciemnych, gęstych włosach, łagodnym dotyku i czułości, której głód krwi nie zdołał pannie Baptiste odebrać.
Związana jest z lokalną społecznością kościoła anglikańskiego - niewielkiej parafii, położonej nie więcej niż kwadrans drogi od rodzinnych kamienic, w których spędziła większość swojego życia i "nieżycia". Ostatni proboszcz zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach. Nikt nie szukał starego dziada, który zalazł za skórę nawet miejscowej policji - a tu nie chciał udzielać rozgrzeszenia, a tu dziabnął za dużo przed sobotnią liturgią. Początkowo młodziutką wielebną powitano z odpowiednią dozą nieufności (czego innego można się spodziewać po starych babach w moherze?). Kręcono nosem na zmiany; kto to widział, żeby odprawiać nabożeństwa przed wschodem słońca, pogrzeby i chrzest po jego zachodzie. Część ludzi odeszła do innych parafii. Ci co zostali, nie zadają zbyt wielu pytań.
Miriam nie zabija. Leszis-mczameli dyszy pod nosem matka, gdy zobaczy naczynie pełne juchy przygotowane na czas nocnego nabożeństwa. Zawsze robi to z obrzydzeniem wymalowanym na woskowej twarzy, z pogardą do której córka zdążyła dawno przywyknąć. Czasami zastanawia się czy ma rację. Krew zmarłych, których składają w kaplicy jest zawsze zimna. Nie wygląda jak krew żywych. Nie płynie w cieniutkich żyłach, zbiera się w dolnych częściach ciała, krzepnie. Zastyga. Gęstnieje jak stary rosół, wyciągnięty na obiad z lodówki i zapomniany. Ciemna breja lepka, klei się do języka. Bierzcie i jedzcie oto ciało moje, oto krew moja. mówi unosząc kielich, oddzielona od zgromadzenia ołtarzem i woalem własnej boskości.
Zawartość barwi jej wargi podobnie jak wino.
Witamy nową panią miło i serdecznie. Cieszę się, że nas przybywa ;) Dobrej zabawy.
OdpowiedzUsuń<3 cześć, sis. i fcking love her.
OdpowiedzUsuńHejo, ale jest fajna, witamy w gronie angsty postaci.
OdpowiedzUsuńKosma
Jest angst, jest zabawa; zaproponuję Ci coś fajnego. <3
OdpowiedzUsuńZakochałam się zanim jeszcze skończyłam czytać, więc nie masz wyjścia. Będziesz musiała znosić stęsknione spojrzenia w stronę ambony, gdy Salome stoi na chórze i bycie nazywaną "panną nad pannami" (back at you!!)
OdpowiedzUsuń