
Isobel de Kant / a właś. Eleanor d'OrnanoFrancuskie korzenie / 1701-1718 / Na wieczność w ciele 17-latki / Wampirzyca z linii Drake / Informatorka / Fortepian w wolnej chwili / Właścicielka francuskiej restauracji - pubu "Darkness" / właścicielka kruka o imieniu Artemis / Rezyduje w małym dworku na obrzeżach miasta.
Wieczór jak każdy inny. Codziennie wykonywane te same czynności. Mycie, ubieranie czy spanie. Wszystko podporządkowane jednemu stałemu rytmowi dnia, który trwał przez cztery latka jej istnienia z kochającymi rodzicami. Była oczkiem tatusia. Pozwalał jej siadać na kolanach podczas spotkań biznesowych. Był cierpliwy człowiekiem a cała rodzina była lubiana i szanowana przez otoczenie, które gęsto i często zapraszało ich na różne bankiety i imprezy towarzyskie, jakie organizowano w posiadłości hrabiostwa. Pamiętała, że dużo się wtedy działo. Jak nie mogła zasnąć ukradkiem przemykała się na korytarz i przez balustradę niebezpiecznie wychylona spoglądała z ciekawością na to co się działo mimo późnej pory i kwestii wykrycia. Wzdychała o barwnych strojach. Nieraz domownicy znajdowali ją śpiącą w różnych dziwnych miejscach, z dala od swojego pokoju.
Ten idylliczny świat przerwał pojawienie się "Potwora", który sprawił że została sama jak mały palec. Dzień zaczął się tak samo a jednak miała wrażenie, że coś nadchodzi. Przez cały czas czuła niepokój. Nie chciała odchodzić za daleko od boku rodziców, przez co nawet odstawiono ją do kąta bez kolacji za karę. W akcie buntu zignorowała wszystkich na tyle długo aż zasnęła tam gdzie stała.
Obudziła się późno w nocy pośród nienaturalnej ciszy, we własnym łóżku. Początkowo nie zwracała na to uwagi zbyt otępiała. Była zmarznięta i bardzo chciało się siusiu. Wstała i poszła sobie otworzyć drzwi, aby wejść na korytarz. Powolnym krokiem, trzymając swojego ulubionego misia w jednej rączce, dotarła do łazienki i nie zapalając światła, do którego i tak miała wysoko, skorzystała z ubikacji. Przy spuszczanej wodzie, nagle oprzytomniała, gdy usłyszała przerażający krzyk gdzieś w pobliżu salonu. W pierwszym odruchu wybiegła zobaczyć co się stało a stojąc w przedpokoju stanęła jak wryta z szeroko otwartymi oczami i usteczkami, mając przed oczami krwawą jatkę widoczna w bladym świetle świec. W głębi pokoju stało coś strasznego, które powoli odwracało się w jej stronę jakby przyciągane jej obecnością. Pisnęła cicho i cofając się, próbowała wycofać na korytarz drobiąc małymi nóżkami, by się gdzieś ukryć. Ale to się zbliżało...
Naznaczyło ją. Polowało. Czekało na właściwy moment.
Mgliście pamiętała to co było później. Umysł się jej plątał, gdy potem próbowała sobie coś przypomnieć. To coś przypominało matkę, ale... to nie była ona. Czym więc to było? Ostatnie co widziała to pałające żądzą mordu oczy, które śniły jej każdej nocy po ostatecznym opuszczeniu domu.
Później, gdy zamieszkała u ciotki i wujka, przestała mówić ani zwracać uwagi na otoczenie. Zamknęła się w sobie, trzymając kurczowo swego misia - jedynej pamiątce po domu, który przestał istnieć. A może go nigdy nie było? Może to było urojenie? Ludzie szeptali. Lekarze byli bezradni. Trauma, mówili. Została z nią do końca jej ludzkiego życia.
Gdy jej stan się przeciągał, przybrani rodzice zadecydowali o przeprowadzce do Anglii, gdzie wyrosła na wysoką i urodziwą pannę o smutnym obliczu. Mało się uśmiechała, ale to w niczym nie przeszkadzało w planach matrymonialnych. Zabiegało o nią kilku młodzieńców. Jeden z nich nawet przypadł jej do gustu podczas jednej z popołudniowych towarzyskich herbatek. Zaręczyli się późną wiosną, jednak do ślubu nigdy nie doszło. Jesienią zachorowała na suchoty. Próbowała się jeszcze udzielać towarzysko, pomimo choroby i być pomocną w domu, ale siły dosyć szybko ją opuszczały.
Gdy jej stan się przeciągał, przybrani rodzice zadecydowali o przeprowadzce do Anglii, gdzie wyrosła na wysoką i urodziwą pannę o smutnym obliczu. Mało się uśmiechała, ale to w niczym nie przeszkadzało w planach matrymonialnych. Zabiegało o nią kilku młodzieńców. Jeden z nich nawet przypadł jej do gustu podczas jednej z popołudniowych towarzyskich herbatek. Zaręczyli się późną wiosną, jednak do ślubu nigdy nie doszło. Jesienią zachorowała na suchoty. Próbowała się jeszcze udzielać towarzysko, pomimo choroby i być pomocną w domu, ale siły dosyć szybko ją opuszczały.
W końcu nadszedł moment śmierci. Nie była już świadoma obecności innych osób i własnego ciała. Wczesną zimą "odeszła", jednak tej nocy jeszcze jednego miała gościa. Gdy przestała oddychać, uznano ją za osobę zmarłą.
Pogrzeb należał do tych skromnych i szybkich. Na początku jeszcze wspominano "biedną dziewczynę, ale później przestano. Złożono ją do rodzinnej krypty jednak, gdy się obudziła zdezorientowana i głodna była w całkiem innym miejscu. Po kształcie rozpoznała trumnę. Spanikowana ryła paznokciami o wieko, aby się wydostać, później szło już łatwiej, gdy wyczołgała się na zimną posadzkę. Czuła słabość i to nieodparte pragnienie krwi, które sprawiało, iż latały jej czarne plamki przed oczami. Nie rozumiała co się z nią działo. Jednak wtedy pilniejsze było wydostanie się z krypty. Zaspokojenie przyszło później, gdy znalazła pierwszą lepszą ofiarę.
Zasnęła chowając się w kanałach do następnego wieczoru, gdy pojawił się "Ojciec", który ją zabrał ze sobą. jednak już na dzień dobry oświadczył, że nie będzie jej długo niańczyć. Nigdy jej nie powiedział dlaczego ona. A im częściej zadawała pytania, które w jego mniemaniu były kłopotliwe, tym dostawała surowsze kary. Jedynie czego się o nim dowiedziała, to to że był wampirem ze znanego i cenionego rodu i ma w ogóle szczęście, że należy do nich. Żadna to była pociecha. Chrzanić taką "rodzinę". Potem odszedł. Miała nadzieję, że na dobre. Ale ród Drake miał inne priorytety i układy. Cenili prestiż i wpływy, lawirując wokół różnych interesów Londynu, gdzie mieli swoją główną siedzibę. Na Isobel patrzyli różnie. Miała gdzieś to co o niej szeptano, bytowała jak chciała. Opinię innych ja nie interesowały. At jeszcze jedna członkini. Kochała swoją niezależność i to się liczyło.
Dużo podróżowała, jednak do Anglii na dobre wróciła w poprzednim wieku. Angielskie salony zapraszały, więc skorzystała. Odrestaurowała małą, zaniedbaną czasem restauracje z dawnych lokat, które założyła na początku 1800 roku. Początkowo małymi sumami, ale sumy te później zaprocentowały, więc mogła sobie na to pozwolić. Restauracja ma dwa oblicza. Do godziny 23 obsługuję zwykłych, przeciętnych śmiertelników, później obsługiwani są pobratymcy, chętni na swoje randki z darmowym pierwszym drinkiem swej ulubionej grupy krwi.
I to co początkowo miało być tylko chwilowe, stało się faktem. Została.
------------
Witajcie wampirki i inne koszmarki. Zapraszamy!
Na zdjęciach random.
💬 las.jest.moim.domem@gmail.com
Wymieniliśmy już wstępne uprzejmości, nawet kilka, na mailu, ale żeby nie wyszło, że jestem nieregulaminowy— Cześć, Wilczek. Kończę kartę i przybiegnę po jakiś przeklęty, w dobrym tego słowa znaczeniu, wątek.
OdpowiedzUsuńJa nie mam żadnych skojarzeń popkulturowych z Isobel, za to powiem, że jest ładna! Również życzę dobrej zabawy, niech się darzy w krwi i w sprężystościach ludzkich szyi.
OdpowiedzUsuńHej! Dziękuję za pochwalenie kotka, wspaniały pomysł z krukiem! ♡ Również życzę miłej zabawy!
OdpowiedzUsuń