Lieselotte
Eisenhart
28 lat –♱– łowczyni wampirów; specjalizuje się w truciznach i walce dystansowej (używa kuszy, srebrnych bełtów i zatrutych strzałek); od lat przyjmuje mikrodawki toksyn, starannie budując częściową odporność na trucizny –♱– oficjalnie pracuje jako toksykolożka w St Thomas’ Hospital –♱– w zaciszu rodowej siedziby przeprowadza eksperymenty i bada wampiry; testuje trucizny, które mogą zaszkodzić krwiopijcom –♱– ...
Vater unser im Himmel, geheiligt werde dein Name… Spierzchnięte usta bezgłośnie powtarzały tekst modlitwy, nie biorąc się z prawdziwej wiary. Słowa przesuwały się po języku suche, ciężkie, wyuczone jeszcze w dzieciństwie, kiedy ojciec kazał jej klęczeć na lodowatej posadzce rodowej kaplicy i powtarzać je tak długo, aż przestanie drżeć z zimna, bo Bóg nie chce oglądać jej słabej. Teraz, te same słowa, brzmiały jak zaklęcie rzucone przed siebie w ciemność. Jakby kilka sylab mogło zatrzymać śmierć, jakby modlitwa, w którą nigdy naprawdę nie wierzyła, mogła być skuteczniejsza niż srebro i trucizna.
Dein Reich komme. Dein Wille geschehe, wie im Himmel so auf Erden… Brązowe oczy wbijały się w wiszącego Chrystusa, bladego i cierpiącego, zastygłego nad rodzinną kryptą jak niemy świadek wszystkich win Eisenhartów. Pod wyrzeźbioną w drewnie sylwetką stały urny – jedna z prochami ojca, druga z matką, której nigdy nie zdążyła poznać. Oboje milczą tak samo.
Unser tägliches Brot gib uns heute. Und vergib uns unsere Schuld, wie auch wir vergeben unsern Schuldigern… Zanim opuściła kryptę, zapaliła świece. Jedną dla ojca, drugą dla matki, a trzecią, choć nie wiedziała właściwie dla kogo, postawiła pod drewnianym Chrystusem, którego twarz ginęła w drżącym świetle płomienia. Przez chwilę stała bez ruchu, z dłonią zawieszoną przy knocie ostatniej świecy. Modlitwa dogasała niedokończona przy jej ustach... Potem cofnęła się o krok, spojrzała jeszcze raz po urnach i omiotła wzrokiem cierpiącą sylwetkę nad nimi, jakby czekała na znak. W krypcie odpowiedziała jej tylko cisza.
Und führe uns nicht in Versuchung, sondern erlöse uns von dem Bösen… Słowa modlitwy wróciły do niej później, kiedy stanęła nad ciężkim, ciemnym blatem w ciasnym, skąpanym w mroku gabinecie. Przed nią leżały cienkie fiolki, srebrna igła i starte na proszek zioła oraz inne, rzadsze składniki. Odmierzyła wszystko powoli, z precyzją wyniesioną z lat ćwiczeń i kar; i tym razem nie drżała, mając więcej wiary w swoje ręce niż w Boga, który został jej przedstawiony przez ojca.
Denn dein ist das Reich und die Kraft und die Herrlichkeit in Ewigkeit... Amen. Przyjrzała się fiolce i wsunęła ją do skórzanego pasa, między pozostałe trucizny. Przesunęła palcami po kuszy, sprawdziła naciąg, ostrze przy udzie i przygotowała srebrne bełty z haczykowatą końcówką, stworzoną nie po to, by gładko wejść w ciało, ale by tam zostać; raz wbity grot rozchylał się pod skórą jak żelazny cierń. Nie prosiła już o ochronę. Jeśli Bóg miał milczeć, ona zamierzała być cholernie głośno.
Ród Eisenhart
Dewiza rodu Eisenhart to: „Blut vergeht, Eisen besteht” – krew przemija, żelazo trwa...
Ojciec od zawsze to powtarzał, niemal jak mantrę, próbując ignorować gorzką prawdę o swoim dziedzictwie. Ród nie był tak silny i poważany jak kiedyś, po dawnej potędze zostały głównie relikwie, puste pokoje, portrety zmarłych krewnych i nienaturalnie brzmiąca dewiza.
Ród Eisenhart związany jest z dawną Saksonią i przez długie lata był szanowany zarówno wśród drobnej arystokracji, jak i w znacznie węższym kręgu łowców. Potem nadeszły inne czasy, nieuchronna nowoczesność, rozwój technologiczny – i wtedy zamiast dostosować się do nowych realiów, ówczesna głowa rodziny, Anselm Eisenhart, odwrócił się od postępu i uznał, że to, co stare, jest lepsze od nowego, bo przetrwało próbę czasu. To właśnie od tej decyzji zaczął się powolny upadek Eisenhartów: najpierw utrata wpływów, potem zerwane sojusze, nieudane polowania, błędne decyzje…
Dziś Eisenhartowie, a właściwie już tylko Lotta, mieszkają w starej kamienicy w Kensington, choć prawdziwa siedziba rodu znajduje się pod jej fundamentami: rozległe podziemia kryją archiwum, salę treningową, zbrojownię oraz kaplicę bez okien.
I choć ojciec wciąż powtarzał, że krew przemija, a żelazo trwa, Lotta coraz częściej ma wrażenie, że żelazo również rdzewieje. Próbuje jednak nie pozwolić, aby rdza stała się końcem historii jej rodziny. Dba więc o stare ostrza, porządkuje archiwa, przesiaduje w kaplicy bez okien i uczy się ze starych kronik, ostatecznie wciąż jest łowczynią i dobrze pamięta swoją przysięgę.
Relacje
CONSTANTINE EISENHART
ojciec, mentor, status: martwyBył bardziej trenerem niż ojcem; hartował ją tak, jak hartuje się ostrze — ogniem i bólem, perfekcją. Lotta długo nie wiedziała, czy powinna go kochać, czy nienawidzić. Był jedyną rodziną, jaka jej została, ale też człowiekiem, który odebrał jej dzieciństwo w imię przetrwania. Dopiero po jego śmierci zrozumiała, że wszystko, co w niej twarde, ostre i nieustępliwe, to jego zasługa.
ADELHEID EISENHART
matka, status: martwa, zmarła podczas poroduNie zdążyła jej poznać, ale byłaby w stanie opisać jej twarz z zamkniętymi oczami. Jako dziecko długo wgapiała się w jej portrety i próbowała się do niej upodobnić. Ojciec zwykł mawiać, że Adelheid była zbyt łagodna i miękka, a dla Lotty matka zawsze pozostawała czymś pomiędzy wspomnieniem a mitem. Czasem zastanawia się, czy Adelheid byłaby z niej dumna, czy raczej przeraziłaby się tym, kim jej córka musiała się stać, żeby przetrwać.
*relacja do oddania
wampirBył przy niej od zawsze, odkąd tylko zdała sobie sprawę z tego, że niektóre cienie nie znikają wraz ze świtem. Nie pojawił się nagle; raczej istniał gdzieś obok, choć nigdy nie wyszedł jej naprzeciw ani nie pokazał swojej twarzy. Doskonale jednak zna jego głos przesączający się przez sen jak modlitwa odmawiana w obcym języku…
*relacja do oddania
łowca, mentor / partnerMimo że Lotta przeważnie pracuje w terenie samotnie, to doskonale wie o tym, że w niektórych sytuacjach lepiej mieć wsparcie i... kogoś, kto bezceremonialnie opieprzy cię za głupotę.
Chronologia
Wizerunek: Lily-Rose Depp, w tytule i karcie: Rammstein, Ojcze nasze..., a dalej to już ja. Cześć, hej! Lotta bywa nieco opryskliwa i zdystansowana, ale jak rzucicie w nią czekoladą to pewnie się ogarnie... Podobno łatwo się z nami dogadać, przyjmiemy wszystko (wbijemy kilka kołków, damy się wciągnąć w dramę życia i możemy zostać czyimś prywatnym dilerem trucizn :>). W relacjach kilka powiązań do oddania, za które mocniutko ukochamy. Przygarniemy też Wasze pomysły! ayliri.lunah@gmail.com, discord: ayliri_57999
Niesamowicie cieszę się, że pojawiła się rodzina Łowców na blogu. Przede wszystkim mam nadzieję, że uda Ci się ją rozbudować — to raz. Dwa, karta jest przepiękna w swoich divach, i w opisie. Kocham postaci, które głęboko osadzone są w danych kulturach. No i wątek religijny — wyczuwam dużo angst fabuł (mam nadzieję, że i ze mną).
OdpowiedzUsuńKorynt
Nie pamiętam już kiedy ostatnio podczas czytania czyjejś karty postaci czułam aż tak mocne dreszcze na skórze. Uchylam przysłowiowej czapki. Chyba nie chciałabym stanąć z nią twarzą w twarz, szczególnie gdybym przypadkiem była wampirzycą. Na całe szczęście to niemożliwe.
OdpowiedzUsuńPS. Super poznaje się nowe słowa w obcym języku przeglądając blogi, nawet jeżeli przypadkiem samemu też nie jest się zbytnio wierzącym.
Ostra babka. Dla takiej Lotty to Werter pewnie by się nie zabił – nie zdążyłby. Wcześniej by go ukatrupiła. :D Albo i nie, ale w to wierzę, bo w coś trzeba, szczególnie przy tak religijnym klimacie. Dzień dobry!
OdpowiedzUsuńGordon Gordie Goff