.𖥔 ݁ ˖๋ ࣭ ⭑
.𖥔 ݁ ˖๋ ࣭ ⭑
Realia Londyn roku 2026 niemal nie widzi słońca. Deszcz spływa po szybach wieżowców, zalewa ulice i zbiera się w ciemnych zaułkach miasta. Neonowe światła odbijają się w mokrym asfalcie, a tłumy ludzi przesuwają się przez stacje metra, nie zwracając uwagi na twarze mijane każdego dnia. W tym samym tłumie żyją wampiry.

Wampiry od wieków funkcjonują w cieniu. Część z nich ledwo utrzymuje się przy życiu. Wygłodzone, agresywne i wyniszczone ukrywają się w opuszczonych budynkach, kanałach i podziemiach miasta. Inne należą do starych rodów posiadających ogromne wpływy. Kontrolują firmy, kluby nocne, prywatne kliniki i sieci informatorów. Ich nazwiska pojawiają się wśród elit Londynu.

Za wampirami polują łowcy. Niektórzy działają dla tajnych sekcji rządowych, które od lat ukrywają prawdę przed społeczeństwem. Inni pracują samotnie. Byli żołnierze, policjanci, ludzie szukający zemsty albo ci, którzy całe życie wychowywani byli do walki z nocnymi istotami.
Blog fabularny Londyn wampiry współczesność
highlight
administracja
Kontur; discord: @kon1ur
Aktualia Rok 2026 przyniósł londyńskiej społeczności wampirów okres napięć i politycznych zmian. Istoty nocy nadal funkcjonują w ukryciu, zachowując ostrożność wobec ludzi oraz organizacji zajmujących się tropieniem nadnaturalnych zagrożeń, jednak w ostatnich miesiącach coraz częściej mówi się o możliwym przymierzu zawartym pomiędzy trzema najpotężniejszymi rodzinami wpływającymi na życie londyńskiego podziemia. Według krążących plotek sojusz ma ustabilizować sytuację w mieście, ograniczyć konflikty pomiędzy rodami oraz umocnić ich kontrolę nad najważniejszymi dzielnicami i nocnymi interesami stolicy. Choć żadna ze stron oficjalnie nie potwierdziła tych informacji, przygotowania do wielkiego balu celebrującego zawarcie porozumienia zdają się jedynie podsycać spekulacje.
⊹ Karty Postaci ⊹

Każdy gracz musi stworzyć kartę postaci, która może bazować na gotowym kodzie do karty postaci.


Nie narzucamy treści karty, ale pamiętaj, że jest to wizytówka Twojej postaci.


Kart postaci nie numerujemy.


Wszelkie dodatki do kart postaci należy datować z datą 2020 lub wcześniejszą.


Obowiązkowe etykiety do każdej karty postaci to: imię i nazwisko postaci, wasz pseudonim z blogosfery, karta postaci.


Nie narzucamy tytułu w karcie postaci. Wpisujecie, co wam się podoba.


W treści karty znaleźć się muszą: imię i nazwisko postaci, wiek, wskazanie roli: wampir, łowca czy śmiertelnik.


Po 200 oduatorskich komentarzach pod kartą postaci należy opublikować post z nową kartą i poprosić administrację w odpowiednim dziale o podmianę linków.


Nie posiadamy limitu postaci.


Nie trzeba rezerwować wizerunków, jeśli korzysta się z pojedynczych zdjęć nieznanych osób, ale jeśli zależy ci na rezerwacji, zgłoś to w odpowiednim temacie.
⊹ Posty oraz aktywność ⊹
⊹ Pisanie wątków ⊹


Pod kartami postaci pozostawiamy jedynie komentarze odautorskie!


Aby rozpocząć rozgrywkę fabularną/wątek/fabułę z inną postacią, opublikuj post z opisem wątku. Do treści posta możesz (nie musisz) użyć gotowego kodu. Historię rozpisujecie w komentarzach pod tym właśnie postem. Obowiązujące etykiety: imiona i nazwiska postaci biorących udział oraz hasło wątek.


Aby orientować się w prowadzonych wątkach proponujemy, nie jest to jednak obowiązkowe, aby założyć post z chronologią. Aby założyć post z chronologią możesz (nie musisz) skorzystać z gotowych kodów. Opublikuj post z chronologią z datą na 2020 rok lub wcześniejszą i podlinkuj chronologię w karcie postaci.


Stwórz post opisujący istniejące relacje Twojej postaci. Aby założyć post z relacjami możesz (nie musisz) skorzystać z gotowych kodów. Opublikuj post z relacjami z datą na 2020 rok lub wcześniejszą i podlinkuj relacje w karcie postaci.


Wskazane jest publikowanie opowiadań o Twojej postaci, ale nie są one obowiązkowe. Chcemy o twojej postaci wiedzieć jak najwięcej! Skorzystaj z wzoru na początek opowiadania. Do każdego opowiadania dodajemy następujące etykiety: imię i nazwisko, pseudonim z blogosfery, opowiadanie.


Nie musisz, ale możesz pokusić się o założenie posta z telefonem postaci. Aby założyć post z telefonem postaci możesz (nie musisz) skorzystać z gotowych kodów. Opublikuj post z telefonem z datą na 2020 rok lub wcześniejszą i podlinkuj telefon w karcie. Do każdego posta z telefonem dodajemy następujące etykiety: imię i nazwisko, pseudonim z blogosfery, telefon.

⊹ Limity czasowe ⊹


Aby nie przysłaniać zbyt często treści innych autorek i autorów, narzucamy limity czasowe.


Pomiędzy kartą postaci a kartą postaci — 3h oraz co najmniej 2 komentarze pod kartą.


Pomiędzy karta postaci a opowiadaniem — 24h plus minimum 2 komentarze pod opowiadaniem.


Pomiędzy karta postaci a rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią — brak limitu.


Pomiędzy rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią a kartą postaci — 1h bez limitu względem komentarzy.


Pomiędzy rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią a opowiadaniem — 1h bez limitu względem komentarzy.


Pomiędzy rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią a rozgrywką fabularną — brak limitu.


Pomiędzy opowiadaniem a opowiadaniem — 24h oraz co najmniej 2 komentarze pod opowiadaniem.


Pomiędzy opowiadaniem a kartą postaci — 3h oraz co najmniej 2 komentarze pod kartą.


Pomiędzy opowiadaniem a rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią — brak limitu.

⊹ Obecności i urlopy ⊹


Na blogu występują comiesięczne listy obecności trwające tydzień. Karty postaci osób, które nie zgłosiły obecności, zostaną przeniesione do wersji roboczych.


Aby uniknąć przesunięcia karty do wersji roboczych, należy zgłosić urlop w odpowiednim dziale. Maksymalny czas urlopu to dwa miesiące. Po tym czasie karty postaci danej osoby zostaną przeniesione do wersji roboczych.


Jeśli zniknęliście a marzy wam się powrót, chęć tę należy zgłosić w odpowiednim temacie. Cieszymy się, że do nas wracasz! No hard feelings. ☺

⊹ Wartości ⊹
Bunt Ikara powstał z potrzeby tworzenia przestrzeni, w której każdy może czuć się bezpiecznie, widziany i traktowany z szacunkiem.

Wspieramy ludzi — bez względu na płeć, tożsamość, orientację, wyznanie, pochodzenie, neurotypowość czy używane zaimki. Wierzymy, że różnorodność jest wartością samą w sobie i że to właśnie ona napędza literaturę, narrację i wspólnotę.

Nie akceptujemy treści ani postaw, które naruszają prawa człowieka, promują nienawiść lub wykluczenie.

Jednocześnie stawiamy jasne granice: nie publikujemy ani nie promujemy tematów związanych z gwałtem, przemocą seksualną ani brutalnym, pornograficznym okrucieństwem, przemocą wobec zwierząt, torturami, gloryfikacją nadużyć, mową nienawiści, dehumanizacją, wykorzystywaniem nieletnich ani treściami służącymi szokowaniu kosztem cudzej krzywdy.

Bunt Ikara to miejsce dla osób, które chcą tworzyć treści odpowiedzialnie, z wrażliwością na innych i odwagą w eksplorowaniu świata, ale nie kosztem czyjegoś bezpieczeństwa.
Za kodowanie oraz grafikę Buntu Ikara odpowiada Kontur. Wszelkie prawa autorskie do kodów są zastrzeżone.
krok po kroku strona główna karty postaci realia FAQ zapisz się discord administracja poszukiwania

wtorek, 19 maja 2026

Kładę głowę na brzegu baru i podążam szlakiem bąbelków.

18 maja 2026 Kładę głowę na brzegu baru i podążam szlakiem bąbelków pisane przez Korynt Baptiste oraz Isobel de Kant
cholera wie pierwsze spotkanie Kładę głowę na brzegu baru i podążam szlakiem bąbelków. Od samego dna na wyżyny. Podoba mi się ta droga. Nigdy na odwrót.

10 komentarzy

  1. Jest późna wiosna, jeśli nie przełom lata, bo pozostałości po słońcu czuć idzie w mijanych budynkach. Fasady nagrzane są całodziennym słońcem, za którym tęskni jak szczenię odstawione od matki. Przykłada nawet dłoń, z automatu już, szukając w szczelinach starych budynków wyłomów zimna. Trwa to jednak chwilę, bo zaraz chropowatość budynku napiera na opuszkę zbyt mocno. Odstawia dłoń z powrotem do głębi kieszeni płaszcza. Nawet w oparach dziennego ciepła jest mu chłodno, zbyt chłodno; zimno przesiąka do kośćca. Już nawet nie kontroluje, gdy rzędy zębów pocierają się o siebie w niekontrolowanym, mocniejszym zgryzie.
    Musi się ogrzać.
    Nie jest głodny, nie bardzo. Zalążek łaknienia drga jedynie jak początek migreny, ale na krańcach języka ma wciąż posmak wczorajszego gardła. Oblizanego z lubością niczym wilk widzący młode jagnię. To jednak nie było młodym — wręcz przeciwnie. Na ciele ostatniej ofiary wiły się fałdy starczej skóry i wzrok też miała blady (zaćma?).
    Do knajpy “Darkness” nie zachodzi się przypadkiem. Ci, co wiedzieć mają — wiedzą. Pachnie tutaj nieco zbutwiałym drewnem, czasami rozlanym alkoholem. Dziwi się, że przytułku jeszcze nie zamknęli. Mimo wszystko jest to miejsce znane w kręgach “nocnych”. Uśmiecha się delikatnie.
    Toporne, mahoniowe drzwi ustępują przy lekkim nacisku. Wraz z nimi skrzypi drewniana podłoga. Wewnątrz kilka osób, raczej cichych, jeszcze. Jedynie kobieta o macie pomarańczowych włosów chwieje się na krzywych nogach. Człowiek? Zaciąga się mdłym zapachem ciężkich perfum. Pod nimi kłusuje zapach czystej skóry. Ból w czaszce nasila się. Nie sposób powstrzymać języka, który koniuszkiem haczy dolnej wargi — złośliwie, przeciągle i byłby uległ zwierzęcej pokusie nadgryzienia ust, ale nie jest głodny. Nie jest. “Nie jestem”, myśli.
    Mimo to zajmuje miejsce bliżej kobiety. Na stołku, zaraz koło baru, ni to nudnym, ni zblazowanym spojrzeniem hacząc o kant kobiecej spódnicy. Może jej tak dobrze. Być rozedrganą, zapewne lekko podpitą pośród spojrzeń uwieszonych tylko na niej. Korynt rozgląda się. Widzi oczy jak haki uwieszone na tej jednej osobie o włosach przepalonych jak słońce w gorący dzień. I nie wie, czy to nostalgia za promieniem, czy zwyczajny głód przemawia przez spojrzenia zebranych.
    Odwraca się ku dziewczynie za barem.
    Zna jej sylwetkę, bo trudno jej nie znać — właścicielka przybytku. Smutek już na dobre osiadł na dziewczęcych ramionach, ciągnie je do dołu, delikatnie tylko i na chwilę. Na chwilę, podczas której kobieta sięga małych, szklanych kieliszków. Te są ciężkie w dłoni. Patrzy na niego jak na każdego innego klienta a on wiernie czeka na swoją kolej. Jak kundel po rzuconego na ziemię smaczka. Kiedy w końcu odwraca ku niemu swoją wiecznie młodą twarz, mówi:
    — Jednego szota — wystarczy, by językiem zrobić trzy kroki po podniebieniu w oczekiwaniu na haust zakupionej dobroci.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wcale nie miała dziś siedzieć za barem. No, ale lepsze to niż siedzieć nad papierologiom, od której bolała ja głowa. Liczyła godziny, w którym mogła zdjąć maskę, ale jeszcze nie teraz. Westchnęła ciężko obsługując gości. W dzisiejszej obsłudze brakowało dwójki ludzi. Takich zatrudniała w środku dnia z nieco wyższą opłatą i większym napiwkiem, przekazywanym przez prawą rękę, w czasie dnia, gdy spała. I nie były to trumny. Były niewygodne i kłopotliwe, z których z ulgą się rozstała. Wolała ciemny pokój z ciężkimi zasłonami, ale czasem była tak zajęta, że nie byłaby w stanie dotrzeć do domu na czas, wobec czego bunkrowała się w piwnicach. Nikt poza nią tam nie bywał, gdyż tylko ona miała klucze. Poza tym czasem, gdy gość był w takim stopniu alkoholowym, że by się przewrócił to pozwalała na drzemki. W wyjątkowych sytuacjach oczywiście. Zamawiała mocne trunki, które testowała na sobie w biurze i wiedziała, które są lekkie, gdzie można by je pić litrami i na nic nie wpłynie i takie po których zbierała się z podłogi. Cóż czego się nie robi, by podbić sprzedaż. Receptury okraszone krwią, były tajemnicą zakładu które sama wymyśliła z jeszcze durniejszymi nazwami, gdy dopadł ja naprawdę kiepski nastrój i miała ochotę zrobić coś szalonego.
    Westchnęła ciężko pochylając się nad kieliszkami, gdy się rozluźniło na tyle, by móc ogarnąć harmider na blacie. Z firmowym uśmiech podnosi wzrok nad blatem, by zobaczyć kto wszedł. Zmarszczyła brwi. W lokalu panowały pewne zasady. Co prawda nie broniła nikomu wstępu, ale to jeszcze nie był czas na nocne dzieci. Mogli tu być i owszem, ale pod warunkiem, iż kontrolowali swoje odruchy. Brakowało jej jeszcze policji do kompletu. Skinęła tylko głową, bo na nic innego w tej chwili nie mogła uczynić, gdy w tym czasie przyszedł gość, aby zamówić jeszcze jedną butelkę wina. Potem zajęła się kolejnymi. Raz czy dwa spojrzała na przybyłego. Błysk głodu mogła rozpoznać łatwo. Nie tylko czy go zdradzały. Ledwie się trzymał z pragnienia. Zmrużyła oczy, ale przyjmowała dalsze dyspozycje aż w końcu został on.
    - Jasne. - powiedziała z francuskim akcentem wyciągając kolejną szklaneczkę i zaczęła robić napój dodając do niego trochę jego ulubionej krwi, by przypadkiem komuś się nie wkłuł, gdyż zdążyła zauważyć wcześniejsze jego wygłodniale spojrzenie. Zresztą nie tylko od niego. Uśmiechnęła się kącikami ust.
    - Proszę bardzo - podsunęła mu naczynie - z mała wkładką. Nie doprecyzowałeś konkretnie o jakiego ci chodzi a to jest nowe. Acz pamiętam o twoich gustach - błysnęła bialutkimi ząbkami - jestem ciekawa opinii czy wprowadzać go do karty czy może dać spokój. Cena promocyjna nocy dzisiejszej. Inni już próbowali: są zachwyceni - rozpromieniła się jak małe dziecko, acz uśmiech do oczu nie doszedł. Nigdy nie dochodził. Jej drobna, delikatna sylwetka miała swoje zalety. Nikt nie brał ja na poważnie, wiec mogła bywać wszędzie nie zauważona do czasu... oczywiście. Nocni, gdy tylko przychodzili, byli pewni że dostaną to co chcieli. Zawsze była dosyć uważna i bardzo pamiętliwa do tego kto co lubił pić. Nie musieli prosić o anonimowość, bo ja dostawali. Zatrudniona na noc ochrona wykonywała swoją robotę i była zadowolona. A jak ona była to goście też. Interes się kręcił. Dostawała regularne dostawy z banków krwi nie tylko lokalnych ale i zagranicznych. Nikt nie pytał gdzie to w rzeczywistości szło. Tak miało pozostać.
    Zerknęła na zegarek - pół godziny do zamknięcia. Potem następowała przerwa i mogła otwierać od nowa.
    Sięgnęła po mikrofon i nacisnęła guzik.
    - Szanowni państwo, przypominamy, ze za pół godziny zamykamy lokal. Uprzejmie prosimy powoli kierować się do wyjścia. Zapraszamy ponownie jutro od godziny 12. - rozległ się jej glos, po czym go wyłączyła. Podobny komunikat rozległ się jeszcze raz pod sam koniec, ale teraz wróciła do chłopaka.
    - Jakieś wnioski? - zapytała robiąc kolejnego drinka tym razem w gratisie i podsunęła w jego stronę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Po pierwszym szybkim hauście uśmiecha się krótko i przelotnie, palcem jak wskazówką przebierając pomiędzy podpunktami w karcie. Śmieje się dalej, bo mu pod językiem szeleszczą zabawne nazwy kolejnych trunków. Wszystkie zakraplane jednym, bardzo potrzebnym teraz (zawsze?) składnikiem. Każda nuta rozbawienia podbijana jest cierpkim smakiem krwi. Dziwi się, dawno nie pił jej gorzkiej, ale nie wnika. Na blat wysuwa wyliczone monety. Zawsze wyliczone, skrupulatnie, bo choć martwy to wciąż pamięta o wartości pieniędzy. W fali mimowolnego poruszenia, może i zbyt radosnej atmosfery, o parę centów więcej wrzuca w szklany słoik oznaczony krótkim “napiwki”. Wewnątrz parę drobnych, dwa banknoty i zdezelowany, metalowy guzik.
    Na twarzy dziewczyny wciąż drga poruszenie. Przyszedł za wcześnie? Być może. Powolnym spojrzeniem ląduje na tafli ściennego zegara. No tak, jeszcze chwila. Podejrzewał, że nocna przechadzka zajmie mu dłużej. Wolał się włóczyć, kroki stawiać ostrożniej — no cóż.
    Nie przypomina sobie, żeby miała akcent, ale nauczył się by pamięci nie ufać. Nie swojej. Jej więc chropowate “r”, charakterystyczne dla francuskiego akcentu, przyjmuje z lekkim skinieniem głowy. Chciałoby się powiedzieć, że akceptacją, ale on ni to akceptuje, ni odrzuca.
    — O kwadrans za wcześnie? — mówi do niej ciszej, enigmatycznie; wzrok jednak opuszczony ma ku podsuwanemu kieliszkowi. — Wybacz.
    Barki unoszą się do góry, zaraz za nimi ciągnie dłoń. Pomiędzy opuszkami zakleszcza się krzywizna rzeźbionego kieliszka.
    — Nie spodziewałem się, że będziesz pamiętać. To specyfika twojej osoby, że znasz każdego z klientów? Czy jednak preferencja w… ludziach? — kontynuuje unosząc kieliszek do dolnej linii warg. Wpierw wącha. Szot ma wciąż gorzki, miałki zapach. Nie potrafi stwierdzić, czy pociągający, czy jednak nie. — Nie martw się, nie narobię ci kłopotów. Chyba — dodaje rozbawiony, dłoń w paradoksie do własnego jestestwa kładąc po prawej stronie piersi. Przysięga jak żołnierz, jak wierzący; jak ktoś, kogo przysięgi mają znaczenie, ale, heh, jego nie za bardzo mają.
    — Cena promocyjna czyli jaka? — dopytuje po chwili. Łapie się na uwadze, która jak wystraszony królik nie jest w stanie zatrzymać się na jednym elemencie przez dłuższy moment. — Stać cię na promocje? Mało kogo w tej ekonomii — powtarza zasłyszany u ludzi slogan.
    Gdy dziewczyna odwraca się do mikrofonu, on nieruchomieje. Spojrzeniem podąża za za ruchem wpierw jej rąk, później już samych warg. “Zamykamy lokal”, ogłasza właścicielka knajpy. Dopiero wtedy pozwala sobie na spuszczenie z niej wzroku, ostatnie westchnienia kierując ku wychodzącym osobom. Nie sposób spuścić z nich wzroku. Chciałby, ale pragnienie bywa silniejszym. Widzi puls na szyjach i wolne, pijane oddechy upuszczające z ust ciężkie powietrze. “Kurwa”, klnie pod nosem.
    — Jeśli miałby być wprowadzony do karty, jakbyś go nazwała? Jeśli moim imieniem, może wejść — odpowiada utartym żartem. — Jesteś dzisiaj sama za barem?

    OdpowiedzUsuń
  4. Jednak nie patrzyła w tej chwili na niego. Wzrok skupiła na jednym stoliku, którego obserwowała już od dłuższego czasu.
    - Przepraszam na moment. - mówi, wychodząc za baru, by podejść do grupki. Lustruje ich surowym wzrokiem.
    - o Isa, kochana, dasz nam kolejną kolejkę?
    Zmrużyła oczy podirytowana.
    - Nie przypominam sobie byśmy byli po imieniu - zaczęła cichym głosem - Znacie zasady? Nie będę tolerować takiego zachowania w moim przybytku.
    - Nic nie robimy - zarechotał, ale śmiech zamilkł, gdy zacisnęła mu dłoń na karku.
    - Przypomnieć prawa nocy? Jeśli chcecie polować to nie tutaj. Nie życzę sobie tego. Tu się kupuje.
    - No weź... My tylko patrzylim - odrzekł bełkotliwie.
    - A ja tu prowadzę interes - odparła lodowato - Owce sa też moimi klientami a nie darmowym posiłkiem w prezencie, za który wy nie płacicie. - Zerknęła w bok na jednego z mężczyzn. - Tobias a czy ty przypadkiem dziś nie pracujesz?
    - szefowo... ja... no
    Westchnęła ciężko.
    - odliczę to ci z pensji a dziś masz wolne.
    - szefowo... właśnie m..- rzuciła mi spojrzenie. Odwrócił wzrok i ruszył się, aby wyjść.
    - Porozmawiamy o tym jutro. - rzuciła ostro - A wy dziś już dosyć mi naprzykrzyliście humor. Wyjazd - warknęła odwracając się, by wrócić za bar.
    Wzrokiem śledziła ich niezgrabne ruchy, jak sie gramolili z siedzeń i puszczała jednym uchem ich niezbyt pochlebną wypowiedź.
    Popatrzyła na chłopaka i wróciła do rozmowy, jakby ta się nie przerwała. Ekipa sprzątającą się uwijała zduszając swoje rozmowy, byle uniknąć jej obecności.
    - Jesteś tu nowy!? - zapytała w sumie nie pytając lustrując go uważniej. Nie była w dobrym nastroju. - Nie bez powodu otwieram dla naszych o tej a nie innej porze. - burknęła podirytowana. - Mam dobrą pamięć co do twarzy i co do preferencji. Kiełki są zadowolone a jak one są, to i ja też. - dodała krótko.
    Sięgnęła po szmatkę, aby wytrzeć przyniesione wcześniej ze zmywaka kieliszki.
    - cena 1% ceny regularnej o ile produkt sie przyjmie - osusza szkło - jeszcze nie wymyśliłam chwytliwej nazwy. Masz jakąś na myśli? - na chwile się wstrzymała z wycieraniem a potem sięgnęła po kolejną. - Może - odparła wymijająco.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wzrok Korynta, dotąd leniwie zawieszony na znikających za drzwiami plecach awanturników, powoli wraca na postać dziewczyny. Przez moment w jego źrenicach, skurczonych od sztucznego światła, migocze coś na kształt rozbawienia, podbitego jednak chłodną, czystą kalkulacją. Obserwowanie jej w akcji miało w sobie specyficzny urok — rzadko kiedy fizyczna kruchość idzie w parze z tak bezkompromisową stanowczością, ale w tym mieście pozory były pierwszą rzeczą, która mogła wpędzić cię do piachu.
    Lokal powoli gęstnieje od ciszy. Ciężkie, mahoniowe powietrze, dotąd zmącone pijanym oddechem śmiertelników i drapieżnym napięciem nocnych, teraz opada na podłogę niczym kurz. Światło neonu zza okna — wściekle błękitne, tnące mrok nocy — wpada przez grubą szybę i kładzie się sinym pasem na blacie baru, przecinając kałuże po rozlanych drinkach niczym laser. Korynt zaczyna bębnić palcami o drewno. Cichy, rytmiczny dźwięk idealnie współgra ze skrobaniem szmatki o szkło i stłumionym szmerem kroków ekipy sprzątającej, która przemyka w rogach sali niczym stado płochliwych cieni, byle tylko nie ściągnąć na siebie wzroku szefowej.
    — Nowy? — parska cichym, gardłowym śmiechem, a kącik jego ust unosi się ku górze w drapieżnym, choć kontrolowanym uśmiechu. — Powiedzmy, że moje drogi rzadko krzyżowały się z tą częścią Londynu, ale chętnie przyjmę łatkę świeżej krwi. Brzmi to... niemal ożywczo. Przynajmniej dopóki nie zaczniesz traktować mnie jak Tobiasa. Ale, przyznaję, bez zasad to miasto dawno spłonęłoby od własnej głupoty.
    Przesuwa palcem po krawędzi rzeźbionego kieliszka, badając opuszką idealnie gładki, zimny rant. Gorzki zapach nowej wkładki wciąż kręci go w nosie, przekształcając tę małą, pulsującą migrenę na skraju świadomości do mocniejszego uderzenia. Zaserwowana krew ma w sobie coś dymnego, głębokiego, jakby pochodziła z kogoś, kto całe życie spędził w wiecznym stresie albo karmił się wyłącznie gorzką czekoladą i tytoniem. Pociąga kolejny, tym razem mniejszy łyk, pozwalając, by chłód płynu na moment zneutralizował palące od środka, zwierzęce pragnienie.
    — Jeden procent? W takim razie ekonomia jednak cię nie dotyczy. Co do nazwy... Skoro to nowość, a posoka ma w sobie specyficzny, niemal metaliczny posmak starego Londynu... Może „Mgła nad Tamizą”? Albo po prostu „Jebać, Tobiasa”. Na pamiątkę.
    Opiera łokieć o chropowate mahoniowe drewno, a podbródek składa na otwartej dłoni. Z tej perspektywy, z dołu, przygląda się, jak jej drobne palce sprawnie odkładają kolejne osuszone naczynia na wiszącą nad barem półkę. Szkło dzwoni cicho, czysto, niczym małe dzwonki w opuszczonym kościele. Na zewnątrz deszcz znowu wzbiera na sile, bębniąc o parapety monotonnym, londyńskim rytmem, który zagłusza resztki wielkomiejskiego szumu.
    — Korzenie masz francuskie? — zawiesza głos, a jego spojrzenie, dotąd zblazowane i mętne, na moment baczniej świdruje jej bladą twarz. — Czy pamiątka po tanich, weekendowych wakacjach w Paryżu za dzieciaka?

    OdpowiedzUsuń
  6. Wbiła w niego swoje przenikające spojrzenie.
    - Tak sie zachowujesz - zauważyła kwaśno. A ten skąd sie teraz urwał? - Aż tak mnie to nie interesuje z której strony miasta jesteś.
    Postawiła wytarte szkło na półce i poszła do kasy, by ja rozliczyć.
    - Książkę piszesz? - zapytała pytaniem - a może jesteś ze skarbówki, skoroś taki ciekawy. - rzuciła mu podirytowane spojrzenie. To prawda, ze zwykle jej akcent pojawiał się, gdy była zła. Przeważnie, ale czasem bywało, że naleciałości wypływały podczas polowania. Niektórych to kręciło. - To jest legalny biznes, wpisany w rejestr, ale ja ci bym radziła uważać z tymi pytaniami - wwiercała się w niego - ciekawość to ludzka rzecz, ale może być niebezpieczna. Informacje sa w cenie - zrobiła pauzę - od kogo jesteś?
    Mała prowokacja i ciekawość, ale nic po sobie nie pokazała. Częściowo dzięki wkładanym jej do głowy "lekcjom" tatusia.
    Nie przerywała przeliczania kasetki. W miedzy czasie serwis zakończył sprzątanie uwijając się przed nocnym otwarciem.
    - Szefowo! - podszedł do niej zmiennik
    - taaa?
    - jesteśmy gotowi.
    - Marcus ma przybyć. Sprawdźcie sale Vip. Nie lubi niedogodnień.
    - Wszystko gra. Obejrzeliśmy sale.
    - Dobrze. Musze sie przygotować. Będę u siebie. - dodała zamykając kasetkę. Zapisała sumę na osobnym czystym kawałku papieru i razem z tym poszła do biura.
    - Uważaj na niego - mruknęła do jego ucha, gdy przechodziła wskazując na młodego głową.
    - Jasne. - podszedł do chłopaka. - I jak drink? Czuję, że nowość testujesz. Nazwa "mgła..." brzmi dobrze - odparł szczerząc się pogodniej - jeszcze coś do picia? - zerknął przez ramię na tylne drzwi - słyszałem twoja rozmowę - odparł - nieżycie ci niemiłe?
    ***
    Isobel wkroczyła do biura z zimną furią i trzasnęła drzwiami, że te o mało nie wyszły z zawiasów.
    Muszę się opanować łajała się podchodząc do biurka i trzepnęła pęczek banknotów o blat. I coś zjeść, bo głodny wampir to zły wampir
    Westchnęła czując nadchodzącą migrenę i usiadła ciężko w fotelu. Przytłumiony hałas podpowiadał jej, ze już jest otwarte dla kiełków i innych zmorek. Sięgnęła do szuflady biurka, gdzie trzymała swoje podgrzewane zapasy żywieniowe. Sięgnęła po jeden woreczek i od razu otworzyła. Zapach krwi rozszedł sie po pokoju a jej aż się skręciło w żołądku. Az zmrużyła powieki odchylając sie do tyłu w fotelu. Cóż na przekąskę dobre i to.
    Przez chwilę tak trwała kończąc sączyć płyn a potem podeszła do szafy, by wybrać bardziej formalny strój od tego co teraz miała - dżinsy i ciemnofioletowa koszulę - a rzecz bardziej eleganckich czarnych spodni i burgundowej lejącej sie bluzki, która odsłaniała jej większość pleców. Poprawiła fryzurę upinając ją luźny kok. Pozostało jej czekać. Nie było umówionej pory, ale pewnie niedługo będzie. Podeszła do okna, które otworzyła, aby przewietrzyć. Nie żeby tego potrzebowała, ale stare nawyki pozostały. Wpatrywała sie w noc. Po dłuższej chwili rozległo sie pukanie.
    - wejść.
    Głowa wychyliła się za drzwiami.
    - już jest.
    Skinęła głową. Oderwała się od okna. Interesy wzywają wyszła do lokalu, którego nawet rozmowy były przyciszone, gdy wszedł do niej Marcus, który swoją aurą potrafił przygasić świece.
    - Marcus - przywołała promienny uśmiech splatając ręce ze sobą przed sobą - Miło gościć w moich skromnych progach - podeszła bliżej wyciągając rękę. Uścisnął i pocałował kłykcie.
    - Mi również - rozejrzał się po sali, która pilnie udawała, że jej tu nie ma. - Urządziłaś sie jak widzę.
    - Interes idzie, ale zapraszam. - wskazała tył - gdzie będziemy mogli porozmawiać o wielkim świecie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wpatruje się w nieznajomego mężczyznę, który przed chwilą zajął miejsce za blatem i z tym swoim wyuczonym, barmańskim uśmieszkiem rzucił prosto w jego twarz pytanie o to, czy nieżycie mu niemiłe. Jest zaskoczony. Naprawdę, rzadko kiedy zdarza mu się poczuć autentyczne zdziwienie, ale ta nagła zmiana warty i napuszony ton nowego rozmówcy sprawiają, że w kąciku jego ust pełznie sarkastyczny uśmiech.

    — Jak się zachowuję? Co takiego zrobiłem? — pyta, rozkładając lekko dłonie w geście absolutnej niewinności.
    Bawi go ta sytuacja, bawi niesamowicie. Przecież jest klientem, przyszedł tu jak każdy inny, zapłacił za swój trunek, dorzucił nawet parę groszy do słoika na napiwki. Ze skarbówki? O północy? Przesuwa dłonią po klapie płaszcza, zastanawiając się przez moment, czy rzeczywiście wygląda jak urzędnik podatkowy, który przyszedł przetrzepać kieszenie właścicielki tego przybytku w godzinach jej największego utargu. Przez cały czas utrzymuje ten stan zabawnego zdezorientowania, jakby autentycznie nie wiedział, co tu się u diabła dzieje i dlaczego zwykła uprzejmość i ciekawość są tu traktowane jak wyrok śmierci.

    — „Mgła” jest w porządku. Zostaw ją — rzuca krótko na odchodne, bo atmosfera przy barze gęstnieje w sposób, który zaczyna go nudzić.

    Nie czeka na kolejnego drinka. Zabiera swój rzeźbiony kieliszek, w którym na dnie lśni jeszcze dymna krwawa posoka. Przesiada się pod duże, ciężkie okno wychodzące na zewnętrzną ulicę. Stąd ma idealny widok zarówno na tonący w mroku, deszczowy Londyn, jak i na całą salę.

    Na parapecie dostrzega porzuconą przez któregoś ze śmiertelników gazetę. Zgniata w palcach wilgotny papier i zaczyna leniwie przeglądać nowości. Rok 2026 nie oszczędza tego miasta. Jego oczy natrafiają na nagłówki polityczne, które od dłuższego czasu śledzi z lekkim niepokojem — doniesienia o kolejnych restrykcjach policyjnych w nocnych dzielnicach, plotki o tajnych rządowych komitetach monitorujących „anomalie miejskie” oraz analizy ekonomicznego kryzysu, który zmusza ludzi do spychania się w coraz ciemniejsze zaułki.

    Odkłada papier i przygląda się istotom, którzy powoli wchodzą do środka. Widzi cały przekrój londyńskiego podziemia — od wygłodniałych, zziębniętych nędzników przemykających pod ścianami, po elegancików w drogich garniturach, którzy próbują ukryć magnetyzm swojej aury.

    Nagle jego spojrzenie zatrzymuje się na drzwiach. Do wnętrza wchodzi Renne. Jego znajoma. Od razu dostrzega jej burzę czarnych włosów i tę charakterystyczną, niemal kocią twarz, upstrzoną piegami tak ciemnymi i gęstymi, że przesłaniają większość jej naturalnej, bladej barwy ciała. Renne dostrzega go niemal natychmiast, uśmiecha się drapieżnie i bez pytania przysiada się do stolika.

    — Spóźniłam się, przepraszam. A mówią, że to żywi nie szanują czasu — rzuca na powitanie, opierając brodę na dłoni. — Nie martw się. Musiałem zbadać grunt. Właścicielka brała mnie za szpiega podatkowego — odpowiada z lekkim rozbawieniem, przesuwając w jej stronę swój kieliszek. — Jak tam w wyższych sferach?

    Renne parska cichym śmiechem. Dziewczyna pracuje w jednej z tych nudnych, ale niezwykle wpływowych miejskich agencji — oficjalnie to wydział planowania przestrzennego i rozwoju infrastruktury Londynu, a nieoficjalnie idealne miejsce, by trzymać rękę na pulsie rządowych dotacji, planowanych czystek w kanałach i zmian w strefach wpływów śmiertelników. Renne już ma odpowiedzieć, ale słowa grzęzną w gardle.

    Do wnętrza knajpy wchodzi Marcus.

    Wygląda jak ucieleśnienie starej arystokracji — nienagannie skrojony płaszcz, postawa, która mówi władzy niesionej na barkach, i lodowata, ciężka aura sprawiająca, że rozmowy w promieniu kilku metrów momentalnie cichną. Renne natychmiast sztywnieje, ale w przeciwieństwie do niektórych — w rozbawieniu. Jej długie, pomalowane na krwistą czerwień paznokcie bębnią nerwowo o blat stolika, gdy odprowadza go wzrokiem w stronę zaplecza, gdzie wita go Isobel.

    — Kojarzę go — szepcze Renne, a jej palce niemal wbijają się w drewno. — Tak myślę?

    OdpowiedzUsuń
  8. Barman tylko wzruszył ramionami i odszedł do innych, którzy czekali na swoja kolejkę. Potem przestaje zwracać na niego uwagę. Noc jak co noc - ruch taki jak zawsze bywał: natężony, wiec jak wpadł Marcus to nawet okiem nie mrugnął. Był w restauracji jak każdy inny pracownik: niewidoczny i pracujący w cieniu, co nie oznacza, że obserwuje. Szanował go, jak każdy z klanu, nawet jeśli nie przepadał za jego metodami, to w życiu nie wypowiedziałby ich na głos. Jeszcze cenił swoje istnienie. Cieszył go fakt, ze nie musiał z nim dziś rozmawiać.
    Zajął sie robotą i przestał myśleć co sie działo na tyłach.

    W tym samym czasie spotkanie Isabel trwa w najlepsze. Po wspominankach starych dziejów, przeszli do omawiania poważniejszych interesów, a potem przeszli do mniejszych.
    - Głowa dopytuje sie czy wszystko będzie przygotowane.
    - Owszem - podsunęła kolejnego drinka - Może być spokojny. Kuchnia sie wyrobi na rozpoczęcie sezonu.
    Podnosi kieliszek pod światło i lekko go obraca w dłoni.
    - Mam nadzieję, że będzie zadowolony.
    - Możliwe - odparł - Ma nadzieje, że sie pojawisz - dotknął ust i wypił łyk.
    Isobel westchnęła.
    - Pewnie nie mam możliwości odmowy?
    Marcus uniósł brew.
    - Dobrze wie, że nie lubię bankietów.
    - Wie - odstawił naczynie na stolik - dlatego też usilnie nalega na twoja obecność. Przesłał nawet wybrany przez niego prezent do twej posiadłości, aby zapewnić, że miło o tobie myśli.
    Isobel cicho prychnęła do swego kieliszka, udając, że to kaszel.
    - Słyszałem to... - rzucił rozbawiony wyjmując dwie koperty z kieszeni wewnętrznej marynarki. - to za catering a to zaproszenie. Nie lubi odmowy - dodał silniej akcentując to ostatnie. - Też tam będę.
    Skinęła niespiesznie głową co można to uznać za TAK.
    - Żałuję, ze opuściłaś główną rezydencje. Lubiłem słuchać jak grasz.
    - Gram dla siebie, nie dla publiki - popatrzyła mu w oczy - Taka już jestem.
    Pokiwał głową rozbawiony.
    - Dobrze zatem: czas na mnie - powiedział obojętnie wstając z fotela. Również wstała i odprowadziła.
    - Isobel. - uniosła brew - Zatem do zobaczenia na bankiecie. Nie mogę sie doczekać.
    - Ja również. Pewnie będzie równie pamiętny co ostatni - zauważyła rozbawiona.
    Przytaknął. Powoli, dostojnie zaczął przemieszczać sie w stronę drzwi ignorując zamieszanie, któreż to wywoływał. Bo po co zajmować sie pospólstwem.

    Isobel przestała sie uśmiechać jak tylko zniknął jej z pola widzenia. Twarz stała sie ponura jak cale myślenie o tym wszystkim. Cofając sie do biura przywołała barmana, aby go poinformować, że ma do niej przyjść w wolnej chwili.
    Wróciła do siebie, aby przetworzyć zasłyszane informacje.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wokół nich zagęszcza się specyficzny, londyński zaduch — mieszanina wyparowanego potu śmiertelników, woni zakrzepłej w naczyniach posoki i tytoniowego dymu, który gryzie w gardło nawet tych, którzy już dawno przestali oddychać.
    Renne nie odrywa wzroku od drzwi, w których przed chwilą zniknął Marcus. Jej palce, zwieńczone krwistym manikiurem, uderzają o blat z precyzją rzeźnickiego tasaka.
    [akapit]— To jest Marcus, słońce. Stara krew, tak myślę — mruczy, nie odwracając głowy. — Ale nie on jest tu najciekawszy.
    [akapit]Korynt unosi brew, upijając mały łyk „Mgły”. Szorstki, metaliczny posmak rozlewa się po podniebieniu.
    [akapit]— Isobel? — pyta.
    [akapit]— Mhm — szepcze Renne, a jej źrenice rozszerzają się, chłonąc każdy mikroruch właścicielki lokalu, która właśnie odprowadza wzrokiem dostojnego gościa. — Widzę, jak pęka jej krucha skorupa. Te eleganckie gacie, ta burgundowa bluzeczka z gołymi plecami... Myślisz, że to fason? Gówno prawda. W środku aż się w niej gotuje z wściekłości. Czuję ten zapach.
    [akapit]Renne przysuwa się bliżej, niemal dotyka jego ucha chłodnymi wargami. Jej głos staje się gęsty, przesiąknięty biologiczną, drapieżną intuicją.
    [akapit]— Myślę, ze go nienawidzi. Marcusa. Jej strach i duma pachną bardziej niż krew, którą przed chwilą piła jak jakaś nędzarka.
    [akapit]Uśmiecha się ku Renne półgębkiem, obserwując, jak Isobel skinieniem głowy przywołuje barmana, po czym z ponurą, ciężką twarzą znika na zapleczu. Nie odpowiada. Czytanie innych istot od zawsze sprawiało mu trudność. Pochyla się więc na niewygodnym, drewnianym siedzisku i milknie, by powłóczystym spojrzeniem zerknąć za okno.
    [akapit]— Robi się zimniej. — Chłód przesiąka przez szczeliny okna a on naciąga na ręce długie rękawy płaszcz. — Powiedz mi, widywałaś się z Miriam w ostatnim czasie?
    [akapit]— Nie, jest dziwnie niedostępna. Myślę, że niespodziewana wizyta będzie jedynym rozwiązaniem — mruczy spokojniej, samej kierując wzrok na zewnętrzny świat; zaraz wzdycha: — Ta dziura nie powinna już istnieć. Jesteśmy zbyt widoczni, zbyt publiczni.
    [akapit]Korynt uśmiecha się ponownie, niemalże nieśmiało, a białka oczu mężczyzny przykrywają się cienką mgłą ciekawości. Masz rację, myśli. Poprawia sylwetkę, by dopić trzymanego drinka.
    [akapit]— Kwadrans i możemy iść.

    OdpowiedzUsuń

Aktywni: 0

Cieszymy się, że tu jesteś. Trafił_ś na blog fabularny Bunt Ikara, gdzie możesz wcielić się w wampira, łowcę wampirów albo zwykłego śmiertelnika.

Wiemy, że nasza oprawa wizualna może różnić się od klasycznych blogów fabularnych, dlatego przygotowaliśmy krótki poradnik, który pomoże Ci odnaleźć się na start.

Przejdź do poradnika