Zostaje przemieniony jeszcze przed trzydziestym dziewiątym rokiem zeszłego stulecia. Wojnę wspomina przez krew, jej niewyobrażalnie duże ilości. Uczy się wtedy sycić bez wyrzutów sumienia. (“Człowiek umierający brzmi niemal tak samo w każdym języku”).
Pod skórą pajęczyny ciemnych żył, cienkie jak pęknięcia na porcelanie, ciągnące się przez całe ciało. Ukrywa je raczej z irytacji, bo inni patrzą za długo. Zawsze patrzą za długo na wszystko, czego nie rozumieją. Stąd nosi rękawy zsunięte aż za nadgarstki, za długie specjalnie; materiał ciężki, zbity od wielokrotnego prania, pachnący kurzem pustostanów i wilgocią londyńskich kamienic. Lubi, kiedy ubrania opinają ciało ciasno, niemal dusząco. Poliester zatrzymujący ciepło; gryząca bawełna, szwy ocierające skórę do czerwoności — tkaniny przypominają, że jeszcze istnieje.
Dotyk ma natarczywy. Palce wchodzą za głęboko, zatrzymują się o chwilę za długo na karku, przedramieniu, żebrach. Sprawdza, czy pod skórą drugiej istoty rzeczywiście płynie życie, czy tylko życia echo. Czasami naciska zbyt mocno. Wtedy przeprasza, ale bez przekonania. Nigdy nie nauczył się ostrożności wobec cudzej cielesności.
Spojrzenie również zakroplone jest nachalnością. Jedno z tych, które wbija się pod słowa, pod oddech, pod najmniejsze zawahania w mimice twarzy. Próbował nauczyć się ludzi. Bezskutecznie. Nadal nie potrafi ich czytać. Nadal bierze ironię za szczerość, strach za pogardę, pożądanie za głód. Przez wszystkie pośmiertne lata nie wykształcił w sobie tej jednej pociągającej go zdolności: rozumienia drugiego człowieka bez rozbierania go na części.
Często decyduje się na wycofanie; mechanizm starszy niż większość jego wspomnień. Nie siada plecami do drzwi. Nie mówi pierwszy. Nie ufa, bo ludzie są miękcy, niestali, gniją od środka szybciej niż mięso zostawione na słońcu.
Rzadko opuszcza dom. Wychodzi tylko wtedy, gdy głód staje się nie do zniesienia. Głód czuje w stawach palców, pod językiem, za oczami. Wtedy staje się drażliwy, ironiczny, bardziej okrutny w słowach. Śmieje się krótko i bez cienia codziennego rozbawienia.
Czyta dużo i bez porządku. Najbardziej interesuje go historia: wojny, monarchie, zbrodnie, upadki miast. Lubi stare mapy Londynu, na których Tamiza jest ciemną wstęgą przecinającą miasto, a nazwy dzielnic brzmią jak epitafia. Zbiera pamiętniki pisane przez ludzi głoszących, że świat się kończy bądź już dawno skończył.
Jest wysoki i kościsty, trochę zbyt ostry w konturach twarzy. Czarne włosy nosi niedbale zaczesane za ucho. Wzrok ma ciężki, mętny. Usta zawsze suche, popękane przy kącikach, niczym człowiek chory albo odwodniony.
Najgorsze są dłonie.
Długie palce, lekko wykrzywione w stawach, pozostają w nieustannym ruchu. Stukają o drewno parapetu, zahaczają paznokciami o materiał rękawów, kreślą nerwowe rytmy na poręczy fotela. Posiada dłonie człowieka, który nigdy nie nauczył się delikatności. Albo dawno uznał ją za luksus zarezerwowany wyłącznie dla żywych.
2026
18
Kładę głowę na brzegu baru i podążam szlakiem bąbelków.
Isobel de Kant
26
Niekochanym niewiele się przytrafia
Kosma Willbur
30
Lord, I'm begging you
Goizeder Agerre
31
Look down, O Lord, and have mercy, for we have sinned against thee.
Miriam Baptiste
10
God save us from people who mean well
Silas Langford
11
Kto je moje ciało i pije moją krew, mieszka we mnie, a ja w nim.
Alastor Fernheart
15
You're all terrible.
Miriam Baptiste, Salome Baptiste, Vazha Baptiste
20
What a curious power words have
Kosma Willbur
Rodzina
Siostra z rodziny Baptise. Relacja intymna, ufna. Oczko w głowie. Wyrwałby dla niej serce (swoje i kogoś innego). Wspólnie mocno wierzący.
Bardziej odległa i ta tajemnicza. Oddana rodzinie. Nie jest pewny, czy jemu też.
Niby starszy, a jednak traktowany jak młodszy. Mimo wszystko rodzina — co zrobisz, nic nie zrobisz.
pozostałe
Chaotyczna znajomość o angst podłożach. Lubi jego krtań i zuchwałość. Aptekarz, który pomaga mu leczyć poparzenia na ciele.
Bliżej nieokreślona znajomość. Pierwsze spotkania.
Właścicielka baru, w którym bywa. Rzadko.
Wspólne zależności biznesowe. Upuszcza mężczyźnie własnej krwi. Jest ciekawy jego nieszczęścia. Kąśliwość idzie w zestawie.
Mała obsesja i mała zabawa. Śledzi losy jego rodziny od trzech pokoleń. Personale relacje z prababką, później dziadkiem. W ramach rozrywki obserwuje jego postępy w roli Łowcy.
[wpadam cię nawiedzić i czekać na tego niegrzecznego chłopca ;p]
OdpowiedzUsuńI vice versa! Karta bardzo zgrabna, treściwa i zapewnia odpowiednią ilość czytelniczego zaangażowania. Informacji w KP jest na tyle, żeby chciało się czytać więcej, ale nie na tyle, żeby się człowiek tym zmęczył. Piszmy więc.
OdpowiedzUsuńNajbardziej fascynuje mnie fizyczność tego opisu i ilość mięsa włożonego w budowanie klimatu, ten niepokój wokół ciała jest pyszny
OdpowiedzUsuńMożesz go pożyczyć nawet na dłuższą chwilę :)
OdpowiedzUsuńW takim razie spóźnione urodzinowe WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!
OdpowiedzUsuńTo co, wątek w ramach jeszcze bardziej spóźnionego prezentu? Wątek ofc z Gordiem, ale prezent ode mnie, bo on nic nie przyniesie, proszę sobie nie myśleć.
Dziękuję za tak miłe słowa! ♥ A wątek chętnie przyjmiemy... Korynt zdecydowanie się wyróżnia, ale nie wiem, czy to dobrze, czy źle dla niego (i uwielbiam tekst w karcie, szczególnie: ...ludzie są miękcy, niestali, gniją od środka szybciej niż mięso zostawione na słońcu).
OdpowiedzUsuńTo co, burza mózgów?