.𖥔 ݁ ˖๋ ࣭ ⭑
.𖥔 ݁ ˖๋ ࣭ ⭑
Realia Londyn roku 2026 niemal nie widzi słońca. Deszcz spływa po szybach wieżowców, zalewa ulice i zbiera się w ciemnych zaułkach miasta. Neonowe światła odbijają się w mokrym asfalcie, a tłumy ludzi przesuwają się przez stacje metra, nie zwracając uwagi na twarze mijane każdego dnia. W tym samym tłumie żyją wampiry.

Wampiry od wieków funkcjonują w cieniu. Część z nich ledwo utrzymuje się przy życiu. Wygłodzone, agresywne i wyniszczone ukrywają się w opuszczonych budynkach, kanałach i podziemiach miasta. Inne należą do starych rodów posiadających ogromne wpływy. Kontrolują firmy, kluby nocne, prywatne kliniki i sieci informatorów. Ich nazwiska pojawiają się wśród elit Londynu.

Za wampirami polują łowcy. Niektórzy działają dla tajnych sekcji rządowych, które od lat ukrywają prawdę przed społeczeństwem. Inni pracują samotnie. Byli żołnierze, policjanci, ludzie szukający zemsty albo ci, którzy całe życie wychowywani byli do walki z nocnymi istotami.
Blog fabularny Londyn wampiry współczesność
highlight
administracja
Kontur; discord: @kon1ur
Aktualia Rok 2026 przyniósł londyńskiej społeczności wampirów okres napięć i politycznych zmian. Istoty nocy nadal funkcjonują w ukryciu, zachowując ostrożność wobec ludzi oraz organizacji zajmujących się tropieniem nadnaturalnych zagrożeń, jednak w ostatnich miesiącach coraz częściej mówi się o możliwym przymierzu zawartym pomiędzy trzema najpotężniejszymi rodzinami wpływającymi na życie londyńskiego podziemia. Według krążących plotek sojusz ma ustabilizować sytuację w mieście, ograniczyć konflikty pomiędzy rodami oraz umocnić ich kontrolę nad najważniejszymi dzielnicami i nocnymi interesami stolicy. Choć żadna ze stron oficjalnie nie potwierdziła tych informacji, przygotowania do wielkiego balu celebrującego zawarcie porozumienia zdają się jedynie podsycać spekulacje.
⊹ Karty Postaci ⊹

Każdy gracz musi stworzyć kartę postaci, która może bazować na gotowym kodzie do karty postaci.


Nie narzucamy treści karty, ale pamiętaj, że jest to wizytówka Twojej postaci.


Kart postaci nie numerujemy.


Wszelkie dodatki do kart postaci należy datować z datą 2020 lub wcześniejszą.


Obowiązkowe etykiety do każdej karty postaci to: imię i nazwisko postaci, wasz pseudonim z blogosfery, karta postaci.


Nie narzucamy tytułu w karcie postaci. Wpisujecie, co wam się podoba.


W treści karty znaleźć się muszą: imię i nazwisko postaci, wiek, wskazanie roli: wampir, łowca czy śmiertelnik.


Po 200 oduatorskich komentarzach pod kartą postaci należy opublikować post z nową kartą i poprosić administrację w odpowiednim dziale o podmianę linków.


Nie posiadamy limitu postaci.


Nie trzeba rezerwować wizerunków, jeśli korzysta się z pojedynczych zdjęć nieznanych osób, ale jeśli zależy ci na rezerwacji, zgłoś to w odpowiednim temacie.
⊹ Posty oraz aktywność ⊹
⊹ Pisanie wątków ⊹


Pod kartami postaci pozostawiamy jedynie komentarze odautorskie!


Aby rozpocząć rozgrywkę fabularną/wątek/fabułę z inną postacią, opublikuj post z opisem wątku. Do treści posta możesz (nie musisz) użyć gotowego kodu. Historię rozpisujecie w komentarzach pod tym właśnie postem. Obowiązujące etykiety: imiona i nazwiska postaci biorących udział oraz hasło wątek.


Aby orientować się w prowadzonych wątkach proponujemy, nie jest to jednak obowiązkowe, aby założyć post z chronologią. Aby założyć post z chronologią możesz (nie musisz) skorzystać z gotowych kodów. Opublikuj post z chronologią z datą na 2020 rok lub wcześniejszą i podlinkuj chronologię w karcie postaci.


Stwórz post opisujący istniejące relacje Twojej postaci. Aby założyć post z relacjami możesz (nie musisz) skorzystać z gotowych kodów. Opublikuj post z relacjami z datą na 2020 rok lub wcześniejszą i podlinkuj relacje w karcie postaci.


Wskazane jest publikowanie opowiadań o Twojej postaci, ale nie są one obowiązkowe. Chcemy o twojej postaci wiedzieć jak najwięcej! Skorzystaj z wzoru na początek opowiadania. Do każdego opowiadania dodajemy następujące etykiety: imię i nazwisko, pseudonim z blogosfery, opowiadanie.


Nie musisz, ale możesz pokusić się o założenie posta z telefonem postaci. Aby założyć post z telefonem postaci możesz (nie musisz) skorzystać z gotowych kodów. Opublikuj post z telefonem z datą na 2020 rok lub wcześniejszą i podlinkuj telefon w karcie. Do każdego posta z telefonem dodajemy następujące etykiety: imię i nazwisko, pseudonim z blogosfery, telefon.

⊹ Limity czasowe ⊹


Aby nie przysłaniać zbyt często treści innych autorek i autorów, narzucamy limity czasowe.


Pomiędzy kartą postaci a kartą postaci — 3h oraz co najmniej 2 komentarze pod kartą.


Pomiędzy karta postaci a opowiadaniem — 24h plus minimum 2 komentarze pod opowiadaniem.


Pomiędzy karta postaci a rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią — brak limitu.


Pomiędzy rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią a kartą postaci — 1h bez limitu względem komentarzy.


Pomiędzy rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią a opowiadaniem — 1h bez limitu względem komentarzy.


Pomiędzy rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią a rozgrywką fabularną — brak limitu.


Pomiędzy opowiadaniem a opowiadaniem — 24h oraz co najmniej 2 komentarze pod opowiadaniem.


Pomiędzy opowiadaniem a kartą postaci — 3h oraz co najmniej 2 komentarze pod kartą.


Pomiędzy opowiadaniem a rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią — brak limitu.

⊹ Obecności i urlopy ⊹


Na blogu występują comiesięczne listy obecności trwające tydzień. Karty postaci osób, które nie zgłosiły obecności, zostaną przeniesione do wersji roboczych.


Aby uniknąć przesunięcia karty do wersji roboczych, należy zgłosić urlop w odpowiednim dziale. Maksymalny czas urlopu to dwa miesiące. Po tym czasie karty postaci danej osoby zostaną przeniesione do wersji roboczych.


Jeśli zniknęliście a marzy wam się powrót, chęć tę należy zgłosić w odpowiednim temacie. Cieszymy się, że do nas wracasz! No hard feelings. ☺

⊹ Wartości ⊹
Bunt Ikara powstał z potrzeby tworzenia przestrzeni, w której każdy może czuć się bezpiecznie, widziany i traktowany z szacunkiem.

Wspieramy ludzi — bez względu na płeć, tożsamość, orientację, wyznanie, pochodzenie, neurotypowość czy używane zaimki. Wierzymy, że różnorodność jest wartością samą w sobie i że to właśnie ona napędza literaturę, narrację i wspólnotę.

Nie akceptujemy treści ani postaw, które naruszają prawa człowieka, promują nienawiść lub wykluczenie.

Jednocześnie stawiamy jasne granice: nie publikujemy ani nie promujemy tematów związanych z gwałtem, przemocą seksualną ani brutalnym, pornograficznym okrucieństwem, przemocą wobec zwierząt, torturami, gloryfikacją nadużyć, mową nienawiści, dehumanizacją, wykorzystywaniem nieletnich ani treściami służącymi szokowaniu kosztem cudzej krzywdy.

Bunt Ikara to miejsce dla osób, które chcą tworzyć treści odpowiedzialnie, z wrażliwością na innych i odwagą w eksplorowaniu świata, ale nie kosztem czyjegoś bezpieczeństwa.
Za kodowanie oraz grafikę Buntu Ikara odpowiada Kontur. Wszelkie prawa autorskie do kodów są zastrzeżone.
krok po kroku strona główna karty postaci realia FAQ zapisz się discord administracja poszukiwania

wtorek, 26 maja 2026

Ciekawość to pierwszy stopień do piekła (nawet jeśli już w nim jesteś)

4 czerwca 2026Ciekawość to pierwszy stopień do piekła pisane przez Kosma Willbur oraz Miriam Baptiste Ciekawość wygrywa ze strachem, chęć zrozumienia wygrywa ze zdrowym rozsądkiem

5 komentarzy

  1. Szukali go, szukali Watkina. Przynajmniej tak wynikało z jego ostatniego spotkania z łowcami, których nie interesował on, Kosma, a jego stwórca. Główny powód, który lata temu podarował mu wieczną ciemność, wieczny chłód i wieczne pragnienie, uważając przy tym z całą swoją stanowczością, że jego dzieło powinno okazywać wdzięczność za ten dar.
    I Kosma był wdzięczny, kilka pierwszych lat doceniał brak chorób, brak bolączek, które dotykały zwykłych śmiertelników. Karmiony ideałami starszego, wiekowego wampira, wyzbył się własnego sumienia, żeby którejś krwawej nocy to wróciło ze zdwojoną siłą, przyciskając go swoją mocą, gdy po zamknięciu swoich oczu, widział inne – pełne przerażenia.
    Rozdzielili się, Kosma uciekł, Watkin przepadł. Gdy zdawało mu się, że był bezpieczny od krwawych szponów swojego stwórcy, wrócił do Londynu.
    Teraz jednak łowcy szukali Watkina, szukali go z zapalczywością godną maniaków, którymi byli i próbowali dotrzeć do niego przez jedyną spuściznę, którą po sobie pozostawił.
    Popadał w paranoję. Zamknięty w swoim domu, miał wrażenie, że każdy odgłos to nadchodzący wampir. Każde skrzypnięcie parkietu sprawiało, że miał ochotę podjąć się na nowo swojej pielgrzymki w jak najdalszy zakamarek świata. Nie bał się, że tenże go zgładzi, bo to byłoby najlepsze, co mogłoby go spotkać, nie, on bał się jaką falę złych wydarzeń zwiastował ten powrót. Szalał w czterech ścianach domu, dochodząc ostatecznie do wniosku, że mógł chociaż spróbować dowiedzieć się za kogo podawał się teraz Watkin, na nowo osiadając w Londynie.
    Napisał do Miriam jeszcze tego samego dnia, gdy doszedł do wniosku, że musiał coś zrobić. Poszukać drogi, którą Watkin przebył, żeby znów pojawić się i wywlec na powierzchnię wszystkie okrucieństwa, które wbijały mu się w skórę niczym srebrne szpilki, nie dając wytchnienia pogrążonemu w żałobie umysłowi. Właśnie kierowany tymi motywami, pukał teraz do drzwi gabinetu w parafii Miriam.
    Zapukał, raz, a następnie wszedł. Wiedział, że się go spodziewała.
    – Miriam – przywitał się zdawkowo, kiwnął lekko głową w geście powitania. – Potrzebuję twoich książek. – Potrzebował jej pomocy, choć szukanie śladów wiekowego wampira na kartach historii było jak szukanie igły w stogu siana, to było jedyne, czym mógł zająć umysł, zamiast zastygnąć w oczekiwaniu aż sam zostanie odnaleziony.
    Może to były tylko pogłoski wśród łowców. Może krwiożerczy wampir wcale nie zawitał na nowo w Londynie.
    Zaczął nerwowo drapać swoją dłoń, nie mogąc zmieścić w swoim umyśle tego wszystkiego, co teraz nad nim ciążyło. Nad jego głową już dawno zawitały gęste deszczowe chmury, zwiastujące wieczny brak słońca, teraz jednak zaczynały grzmieć spomiędzy nich groźby prawdziwych problemów, na które bynajmniej nie był gotowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Usłyszała pukanie, szczęk starej klamki, który towarzyszył otwieraniu drzwi, skrzypnięcie tej jednej, obluzowanej deski na progu. Wszystko to pozostawało na granicy jej uwagi, niczym dźwięki dobiegające zza wyjątkowo grubej szyby. Miriam od dawna przestała reagować gwałtownie na obecność innych.
      Ludzie przychodzili i odchodzili. Szukali u niej strawy dla ciała, dla ducha. Szukali wiedzy, odpowiedzi na swoje rozterki i Boga, w którego objęciach mogliby wreszcie zaznać spokoju. Tak wielu w Londynie przecież już dawno zapomniało co to odpoczynek.
      Nie podniosła głowy, nawet słysząc swoje imię wypowiedziane w formułce uprzejmego przywitania. Możliwe, że go w pierwszej chwili nie usłyszała. Była zajęta pisaniem kolejnej ikony.
      Poruszała ustami w takt monotonnej modlitwy, prowadząc kolejne złote linie po sosnowym drewnie. Każdy ruch pędzla był wyuczony; narzędzie drżało między jednym wdechem a wydechem powietrza.

      Kyrie Eleison
      Christe Eleison
      Kyrie Eleison.

      Modliła się bezgłośnie. Chyba. Rano jeszcze miała siłę raz po raz odmawiać litanię na głos. Ale teraz? Własny głos dudnił jej w skroniach, przypominając bicie bębnów. Straciła rachubę, otulona zapachem ciężkich kadzideł - słodkim, zmieszanym z wonią wosku i wilgocią pokoju.
      W końcu odłożyła pędzel na stolik. Przyjrzała się krytycznie rysom twarzy świętego Rażdena, wykrzywionym w czymś między agonią a ekstazą. Nie był idealny. Jeszcze nie był. Przypomniała sobie w pewnym momencie, że ma gościa. I że chyba zostawiła go sterczącego na progu swojego gabinetu.
      – Kosma.
      Usta przyzwyczajone do inkantacji liturgicznych pieśni i litanii przez moment nieporadnie szukały odpowiedniej formy jego imienia. W końcu podniosła się z drewnianego krzesełka. Trzasnęły kości. Ciału nie spodobał się nagły ruch. Podeszła bliżej. Blisko. I jeszcze trochę. Patrzyła przez niego, nie na niego, spod półprzymkniętych powiek.
      – Jesteś zmęczony.
      To nie było pytanie. Gdy już stanęła przed mężczyzną, uniosła ostrożnie dłoń, by przesunąć jej wierzchem w powietrzu, zaledwie cal od bladego policzka wampira.
      Złoto zdobiło, a może brudziło jej smukłe palce; opiłki wlazły pod paznokcie. Pod złotem zaś tkwił głęboki burgund. Henna, nie krew. Wzory wspinały się po skórze, wzdłuż nadgarstka, znikały pod grubym materiałem bluzki. Precyzyjne wersety, aramejskie i hebrajskie modlitwy przeplatały się z cierniami winorośli i symbolami ochrony przed „złym okiem”. Wnętrze dłoni umalowane miała na modłę męki - brunatne kręgi wyglądały tak, jakby przed chwilą przebito jej ciało gwoździami.
      Czasem ludzie odwracali wzrok od jej rąk.
      Czasem całowano je z nabożnym oddaniem.
      Granica między obrzydzeniem a uwielbieniem zdawała się momentami zdecydowanie zbyt cienka.

      – Czego potrzebujesz? Z moich książek.
      Uśmiechnęła się ciepło. Przynajmniej na tyle ciepło na ile potrafiła. A może raczej "pamiętała". Teraz wszystko zdawało się być trudniejsze, przyćmione przez pustkę nieistnienia. Zdawała się przy tym nie zauważać ran, które podenerowany Kosma zadawał sam sobie, ani poczerwieniałej skóry wokół jego paznokci. Może po prostu uznała, że to nie jest istotne. Głód i strach zawsze zostawiały po sobie podobne ślady. Czasem odróżnienie jednego od drugiego zwyczajnie nie miało sensu.
      Nie doprecyzował w swojej wiadomości, czego lub kogo dokładnie poszukuje. Po prostu zapowiedział się z wizytą, a ona przyjęła zapowiedź do wiadomości.
      – Część jest w bibliotece. Część trzymam tutaj. – Wskazała dłonią na przestrzeń gabinetu zawalonego stertami książek i przeróżnych durnostojek. Dziwaczne było to miejsce, przywodziło na myśl gabinet literackiego Dr Jekylla i Mr Hyde’a. Dwie różne osobowości zaklęte w jednym, drobnym ciele wampirzycy. Część jej duszy ciągnęła do mistycyzmu we wszelakiej postaci, do ciężkich arrasów plecionych srebrną i złotą nicią, do mahoniowych mebli i ksiąg obitych żelazem w zapomnianych przez wielu językach. Druga część zawiesiła na ścianie zegar w kształcie głowy kota Garfielda, który co pełną godzinę robił „miau” i ruszał oczami w rytm wskazówek.
      – Ale te tu są głównie o Bogu. Powiedz, Kosma, szukasz Boga?

      Usuń
  2. Odkąd poznał Miriam, podczas swoich poszukiwań kronik klasztornych, których znaczna część uległa zniszczeniu podczas reformacji kościoła, zawsze postrzegał ją bardziej za metafizyczny byt, aniżeli podobną sobie potworność czy nawet kogoś, kto mógłby kiedyś być człowiekiem. Nie, ona zdawała się być zawieszona między światem rzeczywistym a niematerialnym, nawet gdy teraz stała naprzeciwko niego z wyciągniętą ręką. Była tak odległa, a jednocześnie tak bliska, jakby ją sobie wyśnił, choć już dawno nie śnił.
    Jej głos otulał go, do nozdrzy docierał zapach kadzideł, który bardzo lubił w połączeniu z zapachem starych książek. Ciężkość powietrza dookoła sprawiała, że on, paradoksalnie, czuł się nieco lżej.
    – Zdaje się, że każdy skazany na długowieczność, staje się z czasem nią zmęczony – odparł ze spokojem człowieka bardzo znużonego.
    Odetchnął, napawając się wonią pomieszczenia, napełniając swoje zmęczone, obolałe ciało gęstą zawiesiną powietrza. Jednak nawet to nie łagodziło do końca jego zdenerwowania. Nie tym razem, gdy nie był po prostu otumaniony smutkiem tak głębokim, że ten aż wołał go pod ziemię. Nie, teraz poza smutkiem dochodziła jeszcze gromada obaw, które złośliwie wygrywały w jego głowie swoją mrożącą krew w żyłach melodię.
    – Nie szukam Boga. – Paznokcie przesunęły się po zaczerwienionej skórze dłoni jeszcze raz, odruchowo, niemal kompulsywnie, zanim w końcu zmusił rękę do bezruchu. Jeśli Bóg w ogóle istniał, to raczej stronili od siebie nawzajem. Był zupełnie niezainteresowany religią poza aspektami historycznymi, postrzegał ją jako twór potrzebny ludziom, żeby łatwiej poradzili sobie z nadchodzącą śmiercią, a zarówno śmierć, jak i Bóg, raczej go unikali. – Szukam Watkina – dodał w końcu, nie patrząc na Miriam, jakby wstydząc się tego, co właśnie powiedział, jakby był to jakiś brudny, zatęchły sekret.
    Poczuł niesmak w ustach. To imię smakowało zepsuciem.
    – Łowcy go szukają, trafili na mnie przez niego. Musiał wrócić, musiał – mówił coraz bardziej gorączkowo, miotając się we własnych myślach. – Nie interesuje ich ja, nigdy nie interesowałem, ale jestem jedynym, co po sobie tu zostawił – dodał jakby z bólem w głosie.
    Czuł się jakby czas się zatrzymał między kadzidłem i kurzem, jakby to, co właśnie powiedział, zawisło między nimi.
    – Potrzebuję wszystkiego, co masz o londyńskich rodach, starych tytułach, bardzo starych. Watkin nigdy nie potrafił do końca pozbyć się swojej tożsamości – mówił, patrząc wszędzie, ale nie na dziewczęcą twarz. – On sprawił, że jestem teraz tym, czym jestem – wyjaśnił jeszcze na koniec, bo choć Watkin był jeszcze całkiem niedawno w Londynie dość wpływowy, to przepadł niedługo po tym, gdy sam Kosma został przemieniony. Najpierw podróżowali wspólnie, później, gdy się rozdzielili, gdy udało mu się od niego uciec, słuch o nim zaginął. Kosma miał szczerą nadzieję, że Watkin po prostu został przebity kołkiem, że zebrał żniwa swojego okrucieństwa, jednak jego ostatnie spotkanie z łowcami sugerowało zgoła przeciwstawną teorię.
    Watkin żył, a jeśli żył to z pewnością nie po to, żeby ukrywać się w cieniu.

    OdpowiedzUsuń
  3. - Skazany?- Powtórzyła za nim powoli. Wreszcie odstąpiła od wampira, choć wciąż trzymała się zdecydowanie zbyt blisko. Było w tym geście wiele z absolutnego braku poszanowania cudzej przestrzeni osobistej, ale więcej z wszechogarniającej ich samotności.
    W śmierci każdy był przecież sam. Otaczali się rodami, braćmi, siostrami; garnęli do przelotnych kochanków i miłości, która potrafiła przetrwać milenia.
    Miłość cierpliwa jest. Łaskawa jest. Miłość nie zazdrości. Nie szuka poklasku.
    Ale choć mówili językami ludzi i aniołów, pustka istnienia rozbrzmiewała głośniej niż miedź brzęcząca. Tęsknili za ciepłem. Za prawdą. Może właśnie za świadomością, że pewnego dnia przyjdzie koniec. Ale końca nie było. Nie dla nich.
    - To nie więzienie. To dar - na to słowo położyła konkretny nacisk - od Pana Naszego, który winniśmy przyjmować z pokorą. On to ukrzyżowany, po trzech dniach, nim nastał poranek, rozsunął kamień u swego grobu i rzekł “nie lękajcie się”. A potem powrócił do swojego umiłowanego Ojca, gdzie przyjdzie mu sądzić niewdzięcznych.
    Każde jedno słowo wypowiedziane zostało z niezachwianą wiarą kogoś kto swój dogmat przyjmuje po prostu za fakt. Nie zostawiała tu miejsca na dyskusję, ale też nie było w niej cienia zbędnych emocji. Bo przecież to tak jakby się ekscytowała tym, że 2+2 to 4. Każdy to wiedział! Nie było z tym dyskusji.
    Przez moment szło odnieść nawet wrażenie, że nie było dyskusji z nią.
    Tłumaczył się nerwowo. Z lękiem, który cuchnął zepsutą krwią i potem. Szeptał jakby imię jego Stwórcy było sekretem. Czymś brudnym. Jakby on sam czuł, że musi się go wstydzić.
    Nie szukam Boga. Szukasz. Chciała krzyczeć. Załamać ręce. Płakać. Po prostu stała.

    - Widzisz jeszcze różnicę?- Zapytała zamiast stwierdzać oczywistą oczywistość.- Gdzie kończy się Watkin, a zaczyna twój Bóg?
    Nie czekała na jego odpowiedź. Nie zależało jej na odpowiedzi. Odwróciła się na pięcie, kierując kroki w stronę regałów uginających się pod starymi księgami. Zresztą sporo było tu też nowych pozycji. Najwyraźniej Baptiste się nie ograniczała, gdy chodziło o powiększanie zbioru.
    - Pomogę ci.- Zadecydowała. Może po prostu chciała go uspokoić. Miriam zawsze trzymała się z dala od konfliktów, zarówno tych międzyrasowych czy wewnętrznych. Miała zbyt wiele do stracenia i nieszczególnie do zyskania.- Ale nie dlatego, że chcę jego zguby.
    Każdy był mile widziany w jej progach i to Kosma musiał zapamiętać raz na zawsze. Jaka była szansa, że następnym razem spotka tu swojego Stwórcę? Niewielka. Ale była.

    - Wiem, że wielu próbuje udawać, że nie mamy nic wspólnego z ludźmi, ale… mamy podobne im zwyczaje. Podejdź.- Mówiła podsuwając sobie drabinkę i zwinnie się na nią wspinając. “Podejdź” zostało rzucone na wydechu, gdy już wyciągała jedną z zaklinowanych książek.
    Tomiszcze zostało przez nią zrzucone w dół - miała nadzieję, że wprost w wyczekujące ręce Willbura. Najbardziej klasyczna historia rodów wampirzych datowana na lata 1600-1945. Zaraz po niej poleciało uzupełnienie - nowoczesna broszura z latami ‘45-2020 spisana przez Jamesa Drake’a, jednego z londyńskich pisarzy.
    - Lubimy wspomnienia. Lubimy pamiętać o tym kim byliśmy kiedyś. Z każdym kolejnym życiem chwytamy się jakiejś stałej cząstki naszego istnienia. Czasem to imię. Czasem narzędzie zbrodni. A czasem nasza własna pycha.
    W dół poleciał ładnie oprawiony skoroszyt z genealogią starych rodów. Nowe wydanie. Dorzuciła do niego legendy celtyckie, arturiańskie i demonologię Wielkiej Brytanii. Każda jedna - całkiem ciężka książeczka. Zerknęła przez ramię.
    - Powinieneś przejrzeć raporty policyjne. Jeśli naprawdę wrócił i morduje, tam znajdziesz wzór. Cholernie ciężko wyzbyć się nawyków.

    OdpowiedzUsuń
  4. Chciałby wierzyć w coś tak silnie, jak robiła to Miriam. Chciałby móc mówić o czymś z tak karkołomnie bezbrzeżną czcią. Nie był jednak do tego zdolny. Już nie, gdyż jego obiekt uwielbienia został mu odebrany przez nieubłaganie upływający czas, który jednak jego (niestety) nie śmiał nawet musnąć. Kosma miał tylko stać obok i być świadkiem tego, jak wszystko, co kochał, przemija.
    – Czasami zazdroszczę ci wiary – przyznał, znów nerwowo pocierając dłoń swoimi paznokciami. Poprzednie ślady już zniknęły, ustępując miejsca na powstanie nowych, skóra była znów zapraszająco blada.
    Było coś dziwnie uspokajającego w jej ślepym oddaniu, nawet jeśli pragnęła go zbesztać jak niegrzeczne i zagubione cielę, to była piękna w swoim zdecydowaniu.
    Miał ochotę odpowiedzieć, że w przeciwieństwie do Boga Watkin faktycznie istniał i zdawał się znów stąpać tymi samymi ulicami.
    Nie zrobił tego. Nie dlatego, że obawiał się jej reakcji. Miriam należała do tych nielicznych istot, przy których nie czuł potrzeby bronienia własnych przekonań. Jej wiara była czymś tak głęboko zakorzenionym, że spieranie się z nią wydawało się równie bezcelowe, co przekonywanie chwastów, żeby przestały rosnąć wedle własnego uznania.
    Zamiast tego podążył za nią, śledził jej ruchy i chłonął szelest kartek, gdy książki opadały w jego ramiona z głuchym łoskotem.
    – Gdyby Watkin był moim bogiem, nie uciekłbym od niego – powiedział w końcu. – I sam do końca nie wiem, czy chcę jego zguby.
    Przytrzymywał księgi przy klatce piersiowej. Ich ciężar był przyjemny, namacalny, dorównujący ciężarowi jego głowy.
    Pytanie Miriam wciąż kołatało w jego głowie.
    Czy widział różnicę?
    Widział.
    Być może.
    Watkin od dłuższego czasu nie miał już nad nim władzy, a jednak gdy tylko pojawiła się o nim wzmianka, Kosma nie potrafił przestać o nim myśleć. Szukał go, choć doskonale wiedział, że sam nareszcie zostanie znaleziony.
    Może po prostu to on chciał mieć tym razem choć namiastkę panowania nad sytuacją, chociażby miałby to być tylko jej pozór.
    – Miriam… – Nie wiedział, co chciał powiedzieć. Powinien był ugryźć się w język i milczeć. – Sam do końca nie wiem, czego dla niego chcę. Czy zguby, czy może przekonania się, że jednak ma w sobie coś z istoty czującej, że nie podążyłem ślepo za kimś, kto jedynie zaczął się nudzić w swoim długim życiu i znalazł przyjemność w okrucieństwie – przyznał, cedząc każde słowo, jakby ważył je tak, jak oceniał masę trzymanych w ramionach książek. – Może po prostu chcę sam przed sobą rozgrzeszenia.

    OdpowiedzUsuń

Aktywni: 0

Cieszymy się, że tu jesteś. Trafił_ś na blog fabularny Bunt Ikara, gdzie możesz wcielić się w wampira, łowcę wampirów albo zwykłego śmiertelnika.

Wiemy, że nasza oprawa wizualna może różnić się od klasycznych blogów fabularnych, dlatego przygotowaliśmy krótki poradnik, który pomoże Ci odnaleźć się na start.

Przejdź do poradnika