.𖥔 ݁ ˖๋ ࣭ ⭑
.𖥔 ݁ ˖๋ ࣭ ⭑
Realia Londyn roku 2026 niemal nie widzi słońca. Deszcz spływa po szybach wieżowców, zalewa ulice i zbiera się w ciemnych zaułkach miasta. Neonowe światła odbijają się w mokrym asfalcie, a tłumy ludzi przesuwają się przez stacje metra, nie zwracając uwagi na twarze mijane każdego dnia. W tym samym tłumie żyją wampiry.

Wampiry od wieków funkcjonują w cieniu. Część z nich ledwo utrzymuje się przy życiu. Wygłodzone, agresywne i wyniszczone ukrywają się w opuszczonych budynkach, kanałach i podziemiach miasta. Inne należą do starych rodów posiadających ogromne wpływy. Kontrolują firmy, kluby nocne, prywatne kliniki i sieci informatorów. Ich nazwiska pojawiają się wśród elit Londynu.

Za wampirami polują łowcy. Niektórzy działają dla tajnych sekcji rządowych, które od lat ukrywają prawdę przed społeczeństwem. Inni pracują samotnie. Byli żołnierze, policjanci, ludzie szukający zemsty albo ci, którzy całe życie wychowywani byli do walki z nocnymi istotami.
Blog fabularny Londyn wampiry współczesność
highlight
administracja
Kontur; discord: @kon1ur
Aktualia Rok 2026 przyniósł londyńskiej społeczności wampirów okres napięć i politycznych zmian. Istoty nocy nadal funkcjonują w ukryciu, zachowując ostrożność wobec ludzi oraz organizacji zajmujących się tropieniem nadnaturalnych zagrożeń, jednak w ostatnich miesiącach coraz częściej mówi się o możliwym przymierzu zawartym pomiędzy trzema najpotężniejszymi rodzinami wpływającymi na życie londyńskiego podziemia. Według krążących plotek sojusz ma ustabilizować sytuację w mieście, ograniczyć konflikty pomiędzy rodami oraz umocnić ich kontrolę nad najważniejszymi dzielnicami i nocnymi interesami stolicy. Choć żadna ze stron oficjalnie nie potwierdziła tych informacji, przygotowania do wielkiego balu celebrującego zawarcie porozumienia zdają się jedynie podsycać spekulacje.
⊹ Karty Postaci ⊹

Każdy gracz musi stworzyć kartę postaci, która może bazować na gotowym kodzie do karty postaci.


Nie narzucamy treści karty, ale pamiętaj, że jest to wizytówka Twojej postaci.


Kart postaci nie numerujemy.


Wszelkie dodatki do kart postaci należy datować z datą 2020 lub wcześniejszą.


Obowiązkowe etykiety do każdej karty postaci to: imię i nazwisko postaci, wasz pseudonim z blogosfery, karta postaci.


Nie narzucamy tytułu w karcie postaci. Wpisujecie, co wam się podoba.


W treści karty znaleźć się muszą: imię i nazwisko postaci, wiek, wskazanie roli: wampir, łowca czy śmiertelnik.


Po 200 oduatorskich komentarzach pod kartą postaci należy opublikować post z nową kartą i poprosić administrację w odpowiednim dziale o podmianę linków.


Nie posiadamy limitu postaci.


Nie trzeba rezerwować wizerunków, jeśli korzysta się z pojedynczych zdjęć nieznanych osób, ale jeśli zależy ci na rezerwacji, zgłoś to w odpowiednim temacie.
⊹ Posty oraz aktywność ⊹
⊹ Pisanie wątków ⊹


Pod kartami postaci pozostawiamy jedynie komentarze odautorskie!


Aby rozpocząć rozgrywkę fabularną/wątek/fabułę z inną postacią, opublikuj post z opisem wątku. Do treści posta możesz (nie musisz) użyć gotowego kodu. Historię rozpisujecie w komentarzach pod tym właśnie postem. Obowiązujące etykiety: imiona i nazwiska postaci biorących udział oraz hasło wątek.


Aby orientować się w prowadzonych wątkach proponujemy, nie jest to jednak obowiązkowe, aby założyć post z chronologią. Aby założyć post z chronologią możesz (nie musisz) skorzystać z gotowych kodów. Opublikuj post z chronologią z datą na 2020 rok lub wcześniejszą i podlinkuj chronologię w karcie postaci.


Stwórz post opisujący istniejące relacje Twojej postaci. Aby założyć post z relacjami możesz (nie musisz) skorzystać z gotowych kodów. Opublikuj post z relacjami z datą na 2020 rok lub wcześniejszą i podlinkuj relacje w karcie postaci.


Wskazane jest publikowanie opowiadań o Twojej postaci, ale nie są one obowiązkowe. Chcemy o twojej postaci wiedzieć jak najwięcej! Skorzystaj z wzoru na początek opowiadania. Do każdego opowiadania dodajemy następujące etykiety: imię i nazwisko, pseudonim z blogosfery, opowiadanie.


Nie musisz, ale możesz pokusić się o założenie posta z telefonem postaci. Aby założyć post z telefonem postaci możesz (nie musisz) skorzystać z gotowych kodów. Opublikuj post z telefonem z datą na 2020 rok lub wcześniejszą i podlinkuj telefon w karcie. Do każdego posta z telefonem dodajemy następujące etykiety: imię i nazwisko, pseudonim z blogosfery, telefon.

⊹ Limity czasowe ⊹


Aby nie przysłaniać zbyt często treści innych autorek i autorów, narzucamy limity czasowe.


Pomiędzy kartą postaci a kartą postaci — 3h oraz co najmniej 2 komentarze pod kartą.


Pomiędzy karta postaci a opowiadaniem — 24h plus minimum 2 komentarze pod opowiadaniem.


Pomiędzy karta postaci a rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią — brak limitu.


Pomiędzy rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią a kartą postaci — 1h bez limitu względem komentarzy.


Pomiędzy rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią a opowiadaniem — 1h bez limitu względem komentarzy.


Pomiędzy rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią a rozgrywką fabularną — brak limitu.


Pomiędzy opowiadaniem a opowiadaniem — 24h oraz co najmniej 2 komentarze pod opowiadaniem.


Pomiędzy opowiadaniem a kartą postaci — 3h oraz co najmniej 2 komentarze pod kartą.


Pomiędzy opowiadaniem a rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią — brak limitu.

⊹ Obecności i urlopy ⊹


Na blogu występują comiesięczne listy obecności trwające tydzień. Karty postaci osób, które nie zgłosiły obecności, zostaną przeniesione do wersji roboczych.


Aby uniknąć przesunięcia karty do wersji roboczych, należy zgłosić urlop w odpowiednim dziale. Maksymalny czas urlopu to dwa miesiące. Po tym czasie karty postaci danej osoby zostaną przeniesione do wersji roboczych.


Jeśli zniknęliście a marzy wam się powrót, chęć tę należy zgłosić w odpowiednim temacie. Cieszymy się, że do nas wracasz! No hard feelings. ☺

⊹ Wartości ⊹
Bunt Ikara powstał z potrzeby tworzenia przestrzeni, w której każdy może czuć się bezpiecznie, widziany i traktowany z szacunkiem.

Wspieramy ludzi — bez względu na płeć, tożsamość, orientację, wyznanie, pochodzenie, neurotypowość czy używane zaimki. Wierzymy, że różnorodność jest wartością samą w sobie i że to właśnie ona napędza literaturę, narrację i wspólnotę.

Nie akceptujemy treści ani postaw, które naruszają prawa człowieka, promują nienawiść lub wykluczenie.

Jednocześnie stawiamy jasne granice: nie publikujemy ani nie promujemy tematów związanych z gwałtem, przemocą seksualną ani brutalnym, pornograficznym okrucieństwem, przemocą wobec zwierząt, torturami, gloryfikacją nadużyć, mową nienawiści, dehumanizacją, wykorzystywaniem nieletnich ani treściami służącymi szokowaniu kosztem cudzej krzywdy.

Bunt Ikara to miejsce dla osób, które chcą tworzyć treści odpowiedzialnie, z wrażliwością na innych i odwagą w eksplorowaniu świata, ale nie kosztem czyjegoś bezpieczeństwa.
Za kodowanie oraz grafikę Buntu Ikara odpowiada Kontur. Wszelkie prawa autorskie do kodów są zastrzeżone.
krok po kroku strona główna karty postaci realia FAQ zapisz się discord administracja poszukiwania

niedziela, 7 czerwca 2026

All my life's buried here

09/06/2026Doran and Tom #1 pisane przez DORAN GALLAGHER oraz TOM MAYERS 18+ Eks-mąż "The most terrible thing about it is not that it breaks one's heart—hearts are made to be broken—but that it turns one's heart to stone" - Oscar Wilde

38 komentarzy

  1. Bukiety odwiecznie nie są jego mocną stroną. A mimo tego, od zawsze, z obsesyjną skrupulatnością brnie w nie. Jak gdyby skupisko liści, łodyg i pękatych pąków dosadniej niż słowa wyrazić mogło to, co czuje. Bezskutecznie.
    Wpatrzony w szeregi ciętych roślin w wazonach na straganie, nerwowo bawi się oblekającą serdeczny palec obrączką, ponownie, jak wielokrotnie wcześniej, czując się niby przed życiowym testem. Bo może tym razem bukiet oznajmi niewypowiedziane za niego. I przypomina sobie. Jak niemal pół życia temu na pierwszą randkę kupił mu chryzantemy. Puszystość kwiatu wydała się łagodna i ciepła jak on, zwyczajnie najadekwatniejsza. Obraz jego roześmianej twarzy wyrył się w pamięci na tyle dotkliwie, że i teraz potrafi ją w niej odtworzyć z mnogością detali.
    Kwiaciarka patrzy na jego dłoń i szczebiocze słodko, czy szuka czegoś dla żony.
    — Dla syna — odpowiada, a zapowiedź bezpodstawnego small talku, któremu tego dnia jest wyjątkowo niechętny, sprawia, że zaraz dodaje beznamiętnie: — Nie żyje.
    Kobieta rzeczywiście milknie, a jej spojrzenie zdradza mieszaninę wyrzutu i skrępowania. Gallagher prosi wreszcie o dwadzieścia trzy żółte tulipany. Ich odcień kojarzy mu się z adidasami, które kupił młodemu przed dziesięcioma laty. Początkowo nie chciał ich nosić. A potem te zrosły się z jego stopą, wydłużając się wraz z nią, pękając i niszczejąc jak kruche uczucia targające zbuntowanym nastolatkiem. Tommy nie mógł na nie patrzeć. Z czasem pudła z nowym obuwiem poczęły piętrzyć się w szafach, ale dzieciak z uporem maniaka odmawiał ich zmiany. Wreszcie ukochany wpakował dziurawe tenisówki do kosza na śmieci w dniu ich wywozu, a domem w posadach wstrząsnęła awantura. Byli tacy sami. Z tą samą werwą gotowi przekonać drugą stronę do swoich racji, porozumienie nie było więc możliwe. Powiedział wtedy, że wsiądzie w auto i po prostu kupi nową, taką samą parę. Gromy z obu spojrzeń pocisnęły się w jego kierunku, usłyszał, że nie ogarnia i nie w tym rzecz. W czym, nie rozumie do teraz. Podskórnie czuje jednak, że tamten dzień był początkiem końca.
    Obserwuje, jak kwiaciarka liczy wiotkie łodygi, by zaraz oznajmić mu, że brakuje jednej sztuki. Kciuk dotąd nadal bawiący się obrączką na serdecznym palcu zamiera, a Doran się poddaje. Poleca jej wzięcie wobec tego różowych i zrobienie z nimi, co uważa za estetycznie stosowne.

    Wnętrze samochodu jest ciasne i parne, osusza jamę ustną i wzmaga pragnienie. Wywieszony jęzor wilczura tuż ponad jego ramieniem świadczy o braku osamotnienia w odczuciu. Gallagher ma jednak pewność, że w przeciwieństwie do niego, zwierzę nie łaknie goryczy wódki na kubkach smakowych.
    Zatrzymuje się na miejscu parkingowym tuż przy wejściu na cmentarz, jego zajechana Honda zgodnie z oczekiwaniami o siódmej trzydzieści pięć rano jest jedynym na nim pojazdem, co daje wątłą nadzieję na odrobinę samotności. Zgarnia bukiet, wypuszcza z tylnego siedzenia Smirnoffa i rusza wydeptaną ścieżką nazbyt znajomej alejki. Jeszcze nim pies wyrywa się wprzód, czuje jego obecność. Ściana klatki piersiowej atakuje go nagłym skurczem równie zawzięcie, co kciuk obrączkę na serdecznym palcu lewej dłoni. Z wnętrza ust znika wszelka wilgoć, a jego nachodzi absurdalna myśl, że jak tak dalej pójdzie, to wyparuje. Podnosi wzrok i widzi ten uśmiech na widok wilczura radośnie narzucającego się nieznajomej postaci. Nieznajomej jedynie dla niego, bo choć zarost jest dłuższy, a oczy spowiła pogłębiona sieć zmarszczek, Doran każdy inny detal odtworzyć mógłby z irytującą precyzją.
    — Przyjdę później — mówi głucho, nim tamte wargi powracają do prostej linii, a spojrzenie z psa unosi się na niego. Mimo tego nie porusza się, obserwując, jak wilczur podbija łbem cofniętą dłoń, machając ogonem z werwą poruszającą całym jego ciałem.
    Oczywiście, że go pokochałeś myśli i nie wie jedynie, czy przekonanie dotyczy czworonoga czy byłego męża.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wie, że tam będzie. Przez ostatnie lata cudza rutyna wyryła się w pamięci wystarczająco dobrze by unikać niekomfortowych spotkań. Nie potrafi w pełni się odciąć, mimo że przecież nie widuje go wcale. Potrafi jednak bezbłędnie wskazać dni, w których Doran pojawi się na cmentarzu, jaką drogą ten porusza się do pracy i gdzie robi zakupy spożywcze. To dla jego bezpieczeństwa, powtarza sobie z uporem maniaka, gdy znów wygładza trzymane w portfelu, zniszczone zdjęcie ich trójki.
    Pojawia się wcześniej, bo tak jak spodziewać może się obecności byłego męża, tak i nie do końca wciąż kontrolowanych emocji, gdy staje w pobliżu nagrobka ich syna. I rzeczywiście, gdy tylko spogląda na wygrawerowane w kamieniu imię i nazwisko, wnętrzności skręcają się boleśnie i ma wrażenie, że zaraz zwymiotuje. Każdorazowo tortura ta przebiega identycznie. Nie przestaje jednak przychodzić - czasem kilka razy w tygodniu, czasem codziennie. I jak zawsze, ma wrażenie, że ktoś dłutem próbuje przebić się przez ledwo funkcjonujące ciało.
    Najpierw spostrzega psa, dopiero później jego. Ten pierwszy zdaje się niezwykle ucieszony z obecności osoby trzeciej przy nagrobku, jeszcze bardziej, gdy Tom rozpoczyna drapanie za uszami. Przez chwilę jest nawet lepiej - nie zapomina, gdzie jest ani dlaczego, ale miękkie futro pod palcami utrzymuje go w pionie i nie pozwala uciec, mimo że najchętniej wycofałby się ze swojego planu. Ten wydawał się niezwykle rozsądny, gdy ostatnimi dniami zastanawiał się, co właściwie może zrobić, teraz, gdy przyszło do realizacji, nie był już taki pewien. Może dlatego, że Doran jest bliżej niż przez ostatnie lata, że jest prawie pewien iż czuje jego zapach, a te oczy, które teraz od niego uciekają, kiedyś usilnie szukały go w tłumie.
    Sztywnieje w barkach, a dłoń zastyga na sierści. Spojrzenie wędruje od psa do przystojnej twarzy, przez myśl niespodziewanie przechodzi wspomnienie ich wielokrotnych rozmów na temat posiadania czworonoga i kategoryczny zakaz Gallaghera. Niektóre rzeczy jednak czasem się zmieniają: chęć adopcji zwierzaka albo umiejętność życia w symbiozie z drugim człowiekiem.
    Przelotnie obrzuca wzrokiem również kwiaty, a warga drga mimowolnie, bo tylko Doran wybrać mógł podobny bukiet. Kiedyś śmiałby się z tego otwarcie, teraz odczuwa jedynie tęsknotę za tamtym mężczyzną.
    — Nie możesz spędzić w moim towarzystwie pięciu minut? — pyta łagodnie, choć wdziera się w wypowiedź szorstka nuta, której zupełnie nie kontroluje. Dłoń powraca do sierści psa jeszcze na moment, chwilę później jednak ląduje w kieszeni, gdy palce zaczynają ciągnąć w stronę byłego męża.
    Chce mu powiedzieć, że dobrze wygląda, że myśli o nim dużo częściej niż wypada, że czasami jeszcze żałuje wszystkiego, co się między nimi stało. Zamiast tego skina głową w kierunku nagrobka, usta zaciskając w wąską linię z taką siłą, że prawie kruszy sobie przy tym zęby.
    — Możesz podejść bliżej, nie gryzę — dodaje po chwili, gdy cisza osiada między nimi ciężko. Wspomnienia jednak znów wchodzą w drogę, bo przecież gryzie: po szyi, po obojczykach, w rytmie wspólnych sapnięć. Powstrzymuje się by nie wypluć ostatnich słów, bo przecież ostatnie czego teraz potrzebuje to ten kalejdoskop zakopanych uczuć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tommy się odzywa, a Doran podnosi wzrok z komfortowego zwierzęcia na bynajmniej nie komfortowe spojrzenie byłego męża. Ból w klatce piersiowej nasila się, ale starannie przybrana maska twarzy nie pęka. I chce powiedzieć, że to on nie mógł wytrzymać z nim pięciu minut. Że to on nie dał mu nawet roku żałoby, nim trzasnął papierami rozwodowymi o kuchenny stół. Ale potem przypomina sobie, że tamtego wieczora wrócił do domu pierwszy raz po ośmiu dniach, że nie odbierał telefonów, serwując mu jedynie zdawkowe SMS’y i ponownie, jak wielokrotnie wcześniej, własne wytłumaczenia i ciężar emocji przysłania jedno: wyrzuty sumienia.
    — Nie mogę — przyznaje pasywnie, bo ma wrażenie, że te obręcze coraz szczelniej oblekające klatkę piersiową wraz z każdym kolejnym wdechem to stan przedzawałowy, a widzi go przecież zaledwie od kilkudziesięciu sekund. Mimo tego postępuje o krok, a potem kolejny, bo wizja, w której powraca na cmentarz, by znów go na nim spotkać jest znacznie gorsza niż jednorazowość tego scenariusza. Zatrzymuje się i przez krótką chwilę wpatruje się w tę przystojną twarz, rejestrując, że zmarszczek przybyło znacznie więcej niż sądził przed momentem. Ta refleksja wystarcza, by ukucnął przy nagrobku, składając na nim kwiaty.
    — Straciłeś wszystkie zęby? — pyta i mógłby drwić, ale ton głosu nadal pozostaje bez wyrazu, bo to chyba jedyne, co powstrzymałoby Tommy’ego, jakiego znał przed gryzieniem. Wyciąga ze znicza stary wkład i uzupełnia go nowym, przez kilka sekund walcząc z zapalniczką.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie potrafi czytać z niego wcale. Wyćwiczone w zawodzie instynkty zawodzą każdorazowo, gdy do czynienia ma z Doranem i jak przed laty, zdawać musi się na to, co pada z jego ust. Kiedy więc słyszy nie mogę, przyjmuje to do siebie, nawet jeśli łączy się to z niekomfortowym uczuciem rozgaszczającym się w ciele. Z jednej strony, zdziwiony nie jest wcale, z drugiej zaś, łapie się na tym, że oddałby wiele, by usłyszeć, że spędzone razem minuty nie będą stracone. Przełyka gorzki smak rozczarowania, przesuwając wzrokiem za klękającą sylwetką, a kiedy i ten widok robi się nieznośny, powraca spojrzeniem do psa.
    Gryzie się w język z całej siły by przypadkiem nie powiedzieć mu o tym, że nie ma kogo gryźć.
    — Musimy porozmawiać — mówi zamiast tego, bo choć nie zakłada, że rozmowa, którą ma zamiar przeprowadzić przebiegnie lepiej, wciąż jest ona bezpieczniejsza niż rozgrzebywanie wspólnych wspomnień. To pierwsze nie powoduje, że pocą mu się dłonie, a głowa podsyła niepokojące, zbyt żywe obrazy sprzed lat.
    Sięga do kieszeni po paczkę papierosów, filtr jednego wsuwa między wargi, końcówkę odpala, resztę zaś wysuwa w kierunku Dorana, mając nadzieję, że to jedno się nie zmieniło i wciąż palą to samo. Myśl, że dzielić miałoby i to wydaje się już zbyt przytłaczająca.
    — Potrzebuję, żebyś odpuścił sobie sprawę Greenwich Marine — odzywa się ponownie dopiero po chwili, gdy tym wypełnia już płuca. Wypuszcza go powoli, zmuszając się by powrócić spojrzeniem do byłego męża. — I wiem, że to brzmi irracjonalnie, ale musisz mi z tym zaufać, Doran.
    Już wypowiadając te słowa cudza ugoda wydaje się najbardziej nieprawdopodobną opcją, nie wie tylko czy dlatego, że to on prosi, czy przez wzgląd na wrodzoną upartość Gallaghera.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapalniczka ulega jego woli, a knot rozgorzewa ogniem dokładnie w momencie, w którym Tommy się odzywa, Doran zaś podnosi wzrok na wyryte w kamieniu imię syna, zawieszając go na dłużej na dacie jego urodzin poniżej, bolesny ósmy czerwca przed dokładnie dwudziestoma trzema latami. I nie wie, co kaleczy go bardziej: widok czy słyszane słowa. Nie potrafiłby nawet tego bólu wyartykułować, jawnie wyklarować, dlaczego dzień urodzin jego martwego chłopca niezmiennie rani go skuteczniej niż rocznica jego śmierci i czemu głuche musimy porozmawiać, obnażające niewątpliwą nieprzypadkowość tego spotkania sprawia, że maska pęka. Są tylko doznania ciała. Nagły ciężar na barkach, jak gdyby ktoś wypełnił mu kości platyną, jeszcze większa suchość w ustach i brutalny skurcz w klatce piersiowej. Pies rozpoznaje zmianę w jego postawie jako pierwszy, popiskując natychmiast przyciska nos do jego policzka i liże go zawzięcie. Gallagher kładzie dłoń na jego pysku, uniemożliwiając mu czynność i jednocześnie chowa pusty wkład do kieszeni, palący się zniczy odstawiając na ziemi.
    — Jesteś kurwa niemożliwy — cedzi z trudem, kiedy podnosi się, pośpiesznie zapinając pojawiającą się znikąd smycz na obroży zwierzęcia. Chłodne spojrzenie wbija w przystojną, nadal kochaną twarz, podczas gdy mięśnie jego własnej zawodzą, wykrzywiając się w dosadnym wyrazie udręki. Właściwie nie ma żadnego znaczenia, że Tommy oto dołącza do grona otaczających go ludzi, zalecających mu bez wytłumaczenia porzucenie sprawy. Jest tylko fakt zapędzenia go w kozi róg nad grobem ich martwego chłopca. Doran zaciska kurczowo dłoń na lince, by nie unieść jej i nie zdzielić mężczyzny w twarz, po czym wymija go, ciągnąc za sobą nadal zaniepokojonego jego stanem Smirnoffa.
    — Nie zmieniłem numeru. Wystarczyło zadzwonić — dodaje jeszcze, już odzyskując kontrolę nad głosem i wypowiadając słowa w charakterystycznym dla siebie bez wyrazie. Tylko to robi, przyspiesza kroku.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ma wrażenie, że więcej emocji dostrzega na cudzej twarzy teraz niż przed laty, gdy spuszczali do ziemi martwe ciało syna. Tak jak i wtedy, najchętniej przygarnąłby mężczyznę do siebie, nie robi tego, bo spodziewa się, że reakcja na podobny gest również byłaby podobna, a ile razy może serwować sam sobie tak przewidywalny cios? Nie jest jednak łatwiej spoglądać na wykrzywione w grymasie, przystojne oblicze, czas zupełnie nie wyleczył Toma z chęci chronienia tego mężczyzny przed jakąkolwiek krzywdą.
    — Nie byłem pewien czy odbierzesz — mówi zgodnie z prawdą, odwracając się za byłym mężem, bo choć mógł spodziewać się, że ten opuści cmentarz w przeciągu kilku minut od ponownego spotkania, śmieszna nadzieja, że może jednak gotowi są zamienić ze sobą więcej niż pięć słów na krzyż, również zdążyła rozgościć się wygodnie. — Doran… — zaczyna więc ponownie, a dłoń mimowolnie unosi się w kierunku cudzego ramienia i choć Tom powinien się zatrzymać, zaciska palce na materiale. Co gorsza, kciuk instynktownie zaczyna rozmasowywać spięte mięśnie i tylko to, zmusza go by cofnąć rękę i wcisnąć ją głęboko do kieszeni. — Nie mogę pozwolić ci odejść dopóki nie obiecasz mi, że zostawisz tę sprawę w spokoju — dodaje, już gdzieś przy pierwszych słowach orientując się, że Doran z pewnością będzie miał to wszystko w głębokim poważaniu. — Chcę tylko żebyś był bezpieczny.

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozpacz niezmiennie przybiera w wykonaniu Dorana jedną z dwóch form: gwałtownego wycofania się albo równie impulsywnej furii. I choć przy Tommym z reguły kierował się tą pierwszą, teraz, zbyt zraniony, uskutecznia obie jednocześnie. Dłoń na ramieniu wraz z czułym ruchem kciuka sprawia bowiem, że przyspiesza kroku, a każde z kolejno słyszanych słów poraża ciało raz za razem falami szału. Wymówki wydają się jałowe, ultimatum zwyczajnie bezczelne, a cudze pragnienia i własne wyrzuty sumienia nagle blakną w obliczu ogromu emocji atakującego go nieoczekiwanie. Jak gdyby ponad dwa lata tłamszenia ich w sobie przekraczało dotąd nieokreślony w nim limit.
    — Wiesz, gdzie pracuję. Masz w papierach mój adres zamieszkania — sili się na szorstkość głosu, ale język z trudem odrywa się od łaknącego wilgoci wódki podniebienia, a rozsądek dostrzegający mnogość cudzych opcji nie widzi tego, co najistotniejsze: porywczego charakteru podejmującego pochopną decyzję mężczyzny. Popycha furtkę bramy cmentarza, dłoń zaraz zatapiając w sierści na łbie nadal nerwowego psa.
    — Jeśli chcesz, żebym zamiótł to pod dywan i masz na to jakiekolwiek uzasadnienie, załatw to formalnie. Wiesz jak — kończy, rzucając jeszcze rozmówcy przez ramię krótkie spojrzenie, po czym brnie do auta. Na tylną kanapę wpuszcza Smirnoffa, a sam wsiada za kierownicę, trzaskając drzwiami nazbyt mocno i zaraz zastygając z zaciśniętymi na niej palcami, kiedy rytm bicia jego własnego serca uświadamia go, że znajduje się w stanie znacznie odbiegającym od tego bezpiecznie umożliwiającego prowadzenie pojazdu

    OdpowiedzUsuń
  8. Patrzenie na niego w takim stanie wywołuje fizyczny ból, ale to wciąż lepsze rozwiązanie niż alternatywa w postaci martwego Dorana. Gotów jest więc znieść jego złość, choć podobnej niemalże już nie pamięta. Mężczyzna w jego kierunku zazwyczaj pozostawał spokojny, a jego reakcje wykalkulowane; co za tym idzie, furię oglądał tak rzadko, że niemal nie potrafi jej w pierwszym odruchu zidentyfikować.
    Ciężko jednak zignorować oddalające się ciało, zaciśnięte na kierownicy dłonie i słowa, które po raz kolejny, jasno dają do zrozumienia, że Doran rozmawiać z nim nie chce, a spotkanie na cmentarzu nie było najlepszym rozwiązaniem.
    Tom przełyka głośno ślinę i układa jedną z dłoni na dachu samochodu, drugą zaś na szybkie, pochylając się wystarczająco by spojrzeć na mężczyznę. Najchętniej otworzyłby drzwi, złapał go za kołnierz i siłą zmusił do wysłuchania. Wątpi jednak by podobny zabieg przyniósł jakiekolwiek korzyści, dużo prędzej, spodziewać mógłby się przejechanych stóp.
    — Dziesięć minut, Doran — mówi wystarczająco głośno, by były mąż usłyszał go przez zamknięte drzwi i znów czuje się jak przed laty, gdy prosił go o te skrawki bliskości i wspólną walkę, a w odpowiedzi zderzał się ze ścianą. Perspektywa podobnego zakończenia i tej interakcji zdaje się nieubłagana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym szczególniej, że obserwuje dłoń, a w niej trzymane kluczyki, zbliżające się do stacyjki i już wie, że mężczyzna zaraz odjedzie, zostawiając go samego przy grobie syna, a wtedy nie wyjaśni mu nic już z całkowitą pewnością. To ta wizja zmusza Toma do podjęcia drastyczniejszych działań: obchodzi auto dookoła i otwiera drzwi od strony pasażera, zaraz wciskając się na fotel.
      — Zostaw swoje komentarze na później — burczy pod nosem, bardziej do siebie niż do niego, jednocześnie już otwierając schowek w desce rozdzielczej. Przeszukuje skrupulatnie jego zawartość, następnie dłoń wsuwa w boczną kieszeń, ale i tam nic nie znajduje. Wzrok tylko na moment zastyga na twarzy Dorana, by zaraz opaść niżej, na kierownicę, a później nogi mężczyzny. To między nimi nurkuje dłoń, gdy pochyla się w tamtym kierunku, by sprawdzić czy podsłuch bądź inne urządzenie śledzące nie zostało zainstalowane w samochodzie.

      Usuń
  9. Przymknięcie powiek i inhalacja tlenu do płuc nie normuje rytmu serca. Doran zresztą drga zaraz, wytrącony z próby osiągnięcia spokoju przytłumionym przez szybę głosem ukochanego. Sposób, w jaki Tommy wypowiada jego imię, skutkuje natychmiastowym wciśnięciem kluczyków w stacyjkę, a zaraz za tym, pojawieniem się mężczyzny na przednim siedzeniu dla pasażera.
    — Co do... — Kurwy nędza ginie gdzieś pomiędzy uciszeniem go, pośpiesznym przeszukiwaniem skrytek pojazdu i czujnym spojrzeniem Gallaghera, próbującego nadążyć za rozwojem sytuacji. Były mąż bynajmniej nie ułatwia sprawy, kiedy skrzyżowawszy z nim przelotnie wzrok bezpardonowo pochyla się ku niemu i nurkuje ręką pomiędzy jego nogami.
    — Hej! — podnosi głos, zaciągając się głęboko zapachem nazbyt znajomej skóry, kiedy Tommy wbrew oczekiwaniom zamiast dotknąć krocza czy uda przesuwa opuszkami palców po spodzie siedzenia, by zaraz sięgnąć do kierownicy. Sparaliżowany bliskością przez boleśnie długie sekundy Doran zdolny jest jedynie do rejestrowania obrazu przed sobą: krótkich włosów na potylicy, napiętego karku rozchodzącego się twardościom mięśni na ramiona. W połączeniu z minimalnie przyspieszonym oddechem, nachalnością ruchów, chcę tylko żebyś był bezpieczny i milczeniem zwykle rozgadanego mężczyzny diagnoza następujących po sobie zdarzeń okazuje się jasna. Ukochany jest przerażony. A w obliczy jego lęku własna, nagle śmieszna złość całkowicie wyparowuje.
    — Hej — powtarza łagodniej, a dotąd uniesiona w zaskoczeniu dłoń opada na sztywność szyi, potwierdzającą jedynie wcześniejszą diagnozę. Gładzi ją przelotnie, przesuwa na zarośnięty policzek, podczas gdy druga ręka zaciska się na nadal próbującym coś osiągnąć przedramieniu.
    — Tommy — mruczy, ale dopiero puszczenie nadgarstka, ujęcie przystojnej twarzy i nakierowanie jej na swoją sprawia, że mężczyzna przymusem podnosi na niego wzrok. — Jestem gliną z prawie trzydziestoletnim doświadczeniem. Wiedziałbym, gdybym był obserwowany.
    Kciuki gładzą policzki, zarost szeleści przyjemnie, a Doran wreszcie oddycha miarowo, wpatrzony w jasne tęczówki ukochanego, by zaraz pojąć, że rozsądna analiza sytuacji kojąca jest jedynie dla niego. Tommy’ego uspokaja wyłącznie działanie.
    — Ale jeśli chcesz, dam auto do sprawdzenia, okej? — dodaje więc, nie zaprzestając ruchów palców.

    OdpowiedzUsuń
  10. W tym momencie nie ma najmniejszego znaczenia, co Doran sądzi o jego wtargnięciu do samochodu ani jaki stosunek ma do jego osoby. Może nie być w stanie spędzić w jego obecności pięciu minut, ale choćby Mayers miał za to pokutować przez kolejne miesiące, obiecuje sobie sprawdzić samochód. Przynajmniej tyle, dopóki nie wymyśli czegoś sensowniejszego, co nie wiązałoby się z porwaniem byłego męża i przetrzymywaniem go w piwnicy, byle tylko zapewnić mu względne bezpieczeństwo.
    Dłonie przesuwają się mechanicznie pomiędzy kolejnymi elementami wyposażenia samochodu, przeczesują kąty i skrytki, każde najmniejsze zagłębienie, w którym mógłby zostać ukryty podsłuch. Z początku nie rejestruje nawet, że Doran go dotyka, zupełnie jakby cudze dłonie działały poza jego własną świadomością, zatrzymywały się na jakimś obcym ciele. Sprawdza kolejne miejsca, gdzieś w tle miękkość głosu mężczyzny otula uszy, ale i on nie wystarcza by Tom zatrzymał się choćby na moment.
    Dopiero te dłonie na policzkach. Zna je tak dobrze, że rozpoznałby je z zamkniętymi oczami, kierując się jedynie fakturą skóry. Unosi wzrok na przystojną twarz, z opóźnieniem rejestrując wypowiedź byłego męża, rozproszony czymś zupełnie innym. Bo może powinien mu powiedzieć, że nawet i pięćdziesiąt lat na służbie by mu nie pomogło, jeśli nie wiedziałby, że coś jest nie tak. Może nawet, że wolałby samodzielnie przeszukać jego samochód, tak dla świętego spokoju. Albo że panika jaką czuje w tym momencie naprawdę nie jest bezpodstawna. Tyle że chłód obrączki dekoncentruje go wystarczająco, by wszystkie te wypowiedzi ugrzęzły mu w gardle.
    Chwyta cudze dłonie i przez moment w milczeniu przygląda się złotej obręczy - zna ją tak dobrze, jak te ręce - jego własna, schowana w szufladzie przy łóżku, codziennie przypomina o tym, co stracił. Serce przyspiesza całkowicie mimowolnie, popchnięte do szalonego rytmu absolutnie niechcianą ekscytacją i zdziwieniem. Bo może to znak. Bez względu na to, jak durnie by się nie czuł, jak absurdalnym zdaje się myśl, że ten kawałek biżuterii oznaczać miałby cokolwiek, Tom odpuszcza sobie rozsądek.
    — Wciąż ją nosisz — mówi niewyraźnie, gdy wzrok z dłoni przesuwa w końcu na twarz mężczyzny. I to wystarcza. Bo ma go obok siebie, chłód metalu wciąż wyczuwa pod opuszkami, a te znajome, smutne oczy wbijają się w niego, jakby bez problemu wyczytać mogły wszystko, co czuje.
    Nie myśli więc, zamiast tego pochyla się do przodu, ciałem napierając na cudze i zanim ma okazję trzepnąć się zapobiegawczo w łeb, już wpija się w miękkie wargi mężczyzny, wygłodniały i stęskniony. Jednocześnie, lampka alarmowa żarzy się niebezpiecznie, bo jest prawie pewien, że smak ukochanego będzie musiał jakoś przypłacić. I kiedy ściska palce mężczyzny w swoich, dociera do niego, że dopiero teraz, pomimo zajętych ust, może znów oddychać.

    OdpowiedzUsuń
  11. Czuje pod opuszkami miękkość skóry, przyjemnie kłujące włoski brody i ciepło znajomego oddechu, by zaraz stracić i to, kiedy Tommy ujmuje jego dłonie w swoje, odciągając je od swojej twarzy. Konsternacja i przejęcie, jakie przybiera jego mimika i wzrok wbity w ich palce, sprawiają, że nie musi za nim podążać w celu poznania przyczyny tych emocji. Mężczyzna zresztą zaraz ją werbalizuje, a Doran jedynie wpatruje się w jasne tęczówki, pozwala ściskać swoje ręce i milczy, bo choć bardzo by chciał, nie potrafi byłemu mężowi wyjaśnić, dlaczego złota obręcz oblekająca palec serdeczny jest dla niego równie naturalna jak oddychanie i że nie wyobraża sobie zdjęcia jej nawet po otrzymaniu papierów rozwodowych i setki razy.
    Prędko porównanie okazuje się nader nietrafione, ponieważ usta mężczyzny pokrywają jego i choć początkowo Gallagher rozwiera własne w bezbrzeżnym zaskoczeniu, zaraz odzyskuje rezon, natychmiast odwzajemniając pieszczotę z równą żarliwością. Całuje mocno i na zapas, bo to właśnie jest faktycznym przeznaczeniem warg i inhalujących powietrze do płuc nozdrzy: przyleganie szczelnie do tego konkretnego ciała. I nie potrafi być spokojny, kiedy w każdej chwili może to powtórnie stracić. Dlatego ilekroć ma wrażenie, że były mąż się odsuwa, przytrzymuje go przy sobie zębami, zaraz zresztą dochodząc do wniosku, że to nie dość i uciekając z pewnego uścisku jego dłoni, kiedy opuszki jednej z własnych wtapia kurczowo w gęstą brodę, drugą zaś lokuje na potylicy, przyciskając przystojną twarz do siebie szczelniej. Tommy’ego jest jednak nadal za mało, choć oddycha już tylko nim, a te partie ciała, które mogą, przywierają do niego całkowicie. Przesuwa więc rękę niżej, zahacza o kołnierz niebieskiej koszuli na karku i brnie dalej, by zaraz oblec materiał wokół przedramienia, przytrzymując go przy sobie pewniej. Druga dłoń także ulega pokusie wędrówki, kiedy opada przez szyję na pierś, kciuk już dociskając do twardniejącego sutka.
    Taniec języków odbiera oddech im obu i Doran nie wie, który z nich odsuwa się wreszcie minimalnie, by powietrze wypełnić mogło przeponę. Jest tylko ciepło cudzego czoła, kiedy wtula się w nie własnym, krótki wdech, kiedy rejestruje obecność pełnej erekcji w swoich spodniach i natychmiastowa kontynuacja pocałunku. Bo nadal nie jest nasycony i pragnie jedynie zabrać, co może, póki może.

    OdpowiedzUsuń
  12. Przez moment szczerze wierzy, że zaraz dostanie w twarz. Nie byłby zaskoczony, nie po reakcji, jaką otrzymał, gdy tylko Doran go zobaczył. Gotów jest wręcz na cios, jak ten ostatni palant, byle tylko przypomnieć sobie cudzy smak. Tyle że ten nie nadchodzi, zamiast niego są rozwarte wargi, ruchliwy język i fala niepohamowanych emocji. Właściwie w ogóle nie jest przygotowany na to, że mężczyzna może chcieć tego w takim samym stopniu jak on sam. Zdradza go jednak zażartość z jaką go smakuje i te dłonie, błądzące, gdzie tylko mogą, ten gorący oddech.
    Doran zahacza o sutek, a wraz z tym gestem pojawia się fala wspomnień: to jak były partner uwielbiał jego klatkę piersiową, jak pieścił jego tors, dbając by nie pominąć przy tym żadnego skrawka odsłoniętej skóry. Coś ściska go w dołku i musi mocniej rozewrzeć miękkie wargi mężczyzny, by to w nich zatopić się w pełni, a nie w żywotnych relikwiach ich związku.
    Odsuwa się dopiero, gdy traci dech, dopiero wtedy orientując się, że jedną z dłoni zaciśniętą ma na koszuli byłego męża w okolicy mostka z taką siłą, że materiał zdaje się ledwo wytrzymywać napięcie. Drugą, z podobną krzepą wbija w umięśnione udo. I to wędruga wzrokiem za nią sprawia, że zanim usta Dorana ponownie stykają się z jego własnymi, dostrzega cudzy wzwód. Komentuje to głośnym sapnięciem i palce instynktownie przesuwa na nabrzmiałą męskość.
    — Kurwa — wyrzuca z siebie, zmuszając do odsunięcia na kilka centymetrów. Klnie ponownie pod nosem, wzrok odszukuje cudzy, a później przesuwa się za okno. — Nie tutaj. Nie tutaj, okej?
    Sam nie wie, dlaczego musi się powtórzyć: może potrzebuje zapewnienia, że nie tutaj oznacza gdzieś indziej, a nie stop. Za nic przecież nie mógłby teraz przerwać.

    OdpowiedzUsuń
  13. Wbrew oczekiwaniom twarda męskość, namacalny dowód realności tej sytuacji nie płoszy mężczyzny, wprost przeciwnie, Doran może rozkoszować się teraz smakiem jego sapnięcia i dotykiem na kroczu. Ledwo tak się dzieje, Tommy przeklina i odsuwa się. W pierwszym odruchu Gallagher pewien jest, że ukochany wreszcie poszedł po rozum do głowy, ale nie zgadzają się wciąż szczelnie oblekające go dłonie i spłoszone spojrzenie przemykające po ogrodzeniu cmentarza. Sytuację pojmuje więc jeszcze zanim padają słowa i przez kilka długich sekund biernie wpatruje się w przystojną twarz. Wtedy puszcza materiał szkaradnej, niebieskiej koszuli i natychmiast odruchowo sięga do kołnierza, poprawiając go automatycznym ruchem. I znów uderza go kalejdoskop wspomnień, wielokrotność razów, kiedy wykonywał ten gest w akompaniamencie marudzenia byłego męża o tym, gdzie i co go drapie i uciska i że najchętniej do nowej pracy założyłby luźny t-shirt.
    Wzdycha ciężko, napiera na cudze swoim ciałem i zmusza mężczyznę do powrotu na swoje siedzenie, by zaraz sięgnąć po klamrę pasa bezpieczeństwa. To wtedy orientuje się, że Tommy nadal ściska go kurczowo, jak gdyby nadal w oczekiwaniu na potwierdzenie. Wpatruje się w jasne tęczówki, przelotnie głaszcząc zarośnięty policzek, po czym zaczyna wyplątywać silne palce z beżowego materiału swojego ubrania.
    — Okej — potwierdza, muskając wargami knykcie dotąd trzymanej go dłoni, by zaraz zaciągnąć pas na umięśnioną klatkę piersiową. — Gdzieś indziej.
    Cofa się na swoje miejsce, przelotnie przesuwając spojrzeniem po patrzącym na niego z wyrzutem z tylnej kanapy Smirnoffie, zapina swój pas i uruchamia silnik. Rozejrzawszy się po okolicy, zwalnia ręczny hamulec, wrzuca bieg i wyjeżdża na drogę, myśląc jedynie o tym, że od mieszkania Troya, w którym od dwóch lat mieszka, dzieli ich zaledwie pięć minut drogi. Choćby się świat walił, nie może jednak zrobić tego ukochanemu, dlatego zmienia pas, kierując się ku blokowi, w którym niegdyś żyli razem.
    — Tommy — odzywa się, dociskając pedał gazu. — Nadal trzymasz mnie za kutasa.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nienawidził tych koszul. Nienawidził stojących kołnierzy, że nie idzie się porządnie zgarbić, że nawet te z dobrego materiału drapią i irytują, szczególnie latem, gdy ich zasadność w ogóle powinna zostać zakwestionowana. Mimo to, jak na porządnego pracownika przystało, nosi je, zdenerwowany i wciąż bez entuzjazmu: z tą różnicą jedynie, że teraz nie ma komu się ze swoich problemów żalić.
    Powraca na miejsce pasażera, ale wciąż trzyma go, jakby usłyszana odpowiedź nie zapewniła go wystarczająco. Czuje się przy tym trochę jak ostatni desperat, ale smak cudzych ust wciąż czuje na swoich, a siła wspomnień z nimi związana zdecydowanie przewyższa jakikolwiek wstyd, który pojawia się na myśl, jak bardzo wciąż tego mężczyzny pragnie. I co gorsza, jak bardzo przez ostatnie lata odczuwał jego brak.
    Bierze głębszy oddech i w końcu zachęcony zarówno spokojnym tonem byłego męża i jego łagodnymi gestami, prostuje się i cofa dłoń na własne udo. Przymyka powieki na kilka sekund, co by odzyskać choć po części kontrolę zarówno nad własnym ciałem i rozbieganymi myślami i do wnętrza samochodu ściąga go dopiero wypowiedź mężczyzny.
    — Mhm — potwierdza mrukliwie, spoglądając na Dorana, a usta - w końcu - rozciągają się w znajomym, zaczepnym uśmiechu. — Chcę mieć pewność, że będziesz gotowy, od razu. Od ręki.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mrukliwe potwierdzenie sprowadza wzrok z powrotem na przystojną twarz, a wyłapane tym samym uniesienie kącików apetycznych warg w nazbyt charakterystycznym uśmiechu Tommy’ego skutkuje rozlaniem się po wnętrznościach Gallaghera falą ciepła, która bynajmniej nie ma niczego wspólnego z wciąż obecnym podnieceniem. Uczucie jest znajome i jednocześnie tak odległe, że niemal zapomniane, choć na racjonalnym poziomie mimo rozwodu wie przecież, że kocha tego faceta i za nim tęskni. Ogrom tych emocji zamykanych w płytkich i nie oddających ich w pełni słowach niezdolny jest jednak do przekazania jak bardzo.
    Korzystając z czerwonego światła na skrzyżowaniu, chwyta podbródek byłego męża, nakierowując go na swoją twarz.
    — Zachowuj się tak dalej, a zamiast w tobie, skończę w przedniej szybie — mruczy karcąco, by zmuszony przez zmianę koloru sygnalizacji świetlnej puścić go, odwrócić się przodem do jazdy i ruszyć z miejsca. Zaraz jednak marszczy brwi, kiedy orientuje się, że właściwie sam nie wie, czy na myśli ma wytrysk czy wypadek samochodowy. W celu zajęcia dłoni czymkolwiek, co nie będzie rozpraszającym ciałem mężczyzny na siedzeniu pasażera, wyciąga z wewnętrznej kieszeni lnianej, brązowej marynarki paczkę papierosów, chwyta w zęby filtr i odpala używkę, otwierając okno.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie broni się przed uchwytem, pozwalając mężczyźnie na moment zwrócić jego uwagę na coś poza twardą męskością pod materiałem spodni. Tym szczególniej, że Doran częstuje go niezbyt zachęcającą wizją ewentualnej przyszłości. Mayers z niekrytym niezadowoleniem zabiera dłoń, choć nie odmawia sobie ostatniego otarcia opuszką kciuka o wrażliwe miejsce.
    — Za grosz w tobie ducha przygody — wyrzuca z siebie markotnie. Zaraz jednak uśmiech wraca na twarz, gdy rozpina pierwszy guzik koszuli, chcąc wyswobodzić się choć i odrobinę z ciasnego materiału. To zaś przypomina o tym, jak bardzo były mąż podobne gesty traktował przez lata jak grę wstępną.
    Wzrok podąża za filtrem ginącym w kształtnych wargach, podczas gdy palce cierpliwie pracują przy kolejnych guzikach, odsłaniając coraz więcej skóry. W innych okolicznościach pewnie odpuściłby sobie obnażanie się w samochodzie czy rozpoczynanie jakiegokolwiek kontaktu przed przekroczeniem progu mieszkania, ale teraz, zbyt przejęty faktem, że zaraz obok siedzi Doran, twardy i chętny, nie próbuje nawet udawać, że kręci go to mniej niż obaj mogą dostrzec gołym okiem.
    — Strasznie się wleczesz — dodaje, szczypiąc łagodnie odsłonięty sutek, wzrokiem zaś śledząc przystojną twarz.

    OdpowiedzUsuń
  17. Płuca zasysają powietrze wraz z nikotyną, kiedy kciuk ukochanego drażni męskość, by zaraz wycofać się. Doran ponownie dociska pedał gazu i myśli, że jego duch przygody był w pełnej gotowości do pieprzenia się z byłym mężem przed grobem syna, ale milczy o tym, rozdarty pomiędzy prowadzeniem pojazdu a obserwacją poczynań ukochanego. Zgniata filtr niemal doszczętnie, gdy materiał paskudnej koszuli odsłania znajomą pierś tak blisko, a jednak chwilowo całkowicie poza zasięgiem jego pieszczoty.
    — Wybrałeś sobie na całowanie mnie poranne godziny szczytu — zauważa, bez skrępowania obnażając własną podatność na zetknięcie ich ust, oczywistą zresztą od wielu lat dla ich obojga. I może pomyślałby o tym jednym razie, kiedy po rozstaniu pocałował całkowicie obce wargi i rozczarowaniu, jakie się z tym wiązało, gdyby Tommy właśnie nie uszczypnął się w sutek. Potok śliny zalewa język, a Doran nie zamierza czekać. Włączywszy kierunkowskaz wjeżdża na przeciwległy pas, kompletnie ignorując przepisy drogowe dociska pedał gazu, mija korek i skręca w pożądany parking podziemny. Dym spazmatycznie wypełnia płuca, kiedy odruchowo odnajduje znajome miejsce parkingowe, wrzuca bieg na luz, zaciąga ręczny hamulec i gasi silnik. Miażdży ledwo odpalonego papierosa w popielniczce, odpina pas i już wciska palce za krawędź spodni ukochanego, by szarpnięciem pociągnąć go w swoim kierunku. Nachyla się nad nim pierwotnie z zamiarem kontynuowania pocałunku, ale nagi tors go rozprasza i finalnie wgryza się zachłannie w już sterczący sutek. Dotąd ściskającą jeans rękę przesuwa na krocze mężczyzny, drugą błądząc od szyi przez potylicę i bark na umięśnioną pierś, jednocześnie zasysając się łapczywie na brodawce.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ma wrażenie, że nie wybrał niczego, a już z pewnością nie planował całować Dorana. To ta obrączka, jego kojący głos i palce na policzkach: przed tymi nigdy nie potrafił się bronić. Nie mówi jednak na głos o tym, że spotkanie cel miało zupełnie inny, że w tej konkretnej sytuacji są zupełnym przypadkiem, bo zamiast rozumem, przy nim myśli sercem i kutasem w proporcjach pięćdziesiąt na pięćdziesiąt. Oznacza to jednak, że nijak ma się to do racjonalnej decyzji. Poza tym, Doran z pewnością doskonale wie, że nie w takim celu pojawił się na cmentarzu.
    — Nikt nie powiedział, że będzie łatwo — droczy się zarówno z byłym mężem, jak i swoim sutkiem by zaraz na moment zaprzestać jakimkolwiek ruchom. Unosi jedynie delikatnie brwi, obserwując brawurową jazdę mężczyzny i dociera do niego, że nie jest sam z tym, jak bardzo go pragnie. To kojące, nawet jeśli nie do końca zrozumiałe.
    Chwilę później żadne rozmyślania nie mają już najmniejszego znaczenia, bo Doran rzuca się na niego, jak przed laty, gdy z ledwością mogli trzymać ręce przy sobie. Doskonale bowiem pamięta napięcie pierwszych spotkań i niepewność, a przy tym, jak podekscytowany był, gdy okazało się, że mężczyzna chce tego samego, co on.
    Mruczy zadowolony, mechanicznie wypychając biodra do przodu i robi się twardy po kilku niedbałych ruchach dłoni. Tyle wystarcza: te palce, usta na torsie, by jakiekolwiek wątpliwości wyparowały, a ciało zdradziło, jak cholernie mocno potrzebuje mieć go teraz przy sobie. To, że zaciska pięść na materiale oblegającym cudzą pierś i zamiast przyciągnąć go do siebie, trzyma w miejscu, graniczy więc z cudem.
    — Chodź, lepiej żebyś skończył we mnie, a nie na szybie — szepce zachęcająco, wolną ręką otwierając drzwi. Zamiast jednak wyjść, sapie cicho, gdy język znów zahacza o twardy sutek, a paznokcie drapią wrażliwy kark.

    OdpowiedzUsuń
  19. Jego językiem miłości odwiecznie jest cielesność; to, czego nie potrafi wyrazić słowami, dosadnie oddaje w sposobie, w jaki dotyka. Kiedy więc od lat niewyrażone spływa na ukochane ciało, kontroli nie ma w nim ani krzty. Tym szczególniej, że kilka gorączkowych ruchów to dość, by poczuł pod palcami twardniejącą męskość, a we włosach pierwsze sapnięcie. To dlatego z opóźnieniem rejestruje, że mężczyzna nie odpowiada na jego działanie z podobną werwą, choć zazwyczaj przesadnie wyczulony jest na mowę jego ciała. Kiedy przyczyna zahamowania wyrażona zostaje słownie, mlaszcze z dezaprobatą, z niechęcią wypuszczając sutek spomiędzy warg, dociska go jeszcze jednokrotnie językiem, po czym powoli prostuje się. Głaszcze bok głowy mężczyzny i z trudem odrywa drugą rękę od jego krocza, by przesunąć nią ku wypiętemu w jego kierunku biodru i odpiąć klamrę pasa pasażera. Smirnoff podrywa się z siedzenia, radośnie merdając ogonem i wbija nos w jego policzek. Doran klepie go po pysku i wreszcie wysiada z auta, zaraz wypuszczając psa z tylnej kanapy. Wraz z nim podąża za Tommym do windy, kluczykiem zamykając auto, po czym przystaje pośrodku niej. Spojrzeniem natychmiast natrafia na naklejoną na ściankę karteczkę zadedykowaną do towarzyszącego mu mężczyzny i unosi brwi, gotów zapytać, co zrobił Gordonowi Ramsayowi, jak upierdliwego sąsiada nazywać zwykł Troy. Nim zdąża to jednak zrobić, wzrok natrafia na przystojną twarz, a zaraz poniżej niej rozchełstaną koszulę i niemal natychmiast zapomina o treści zarówno wiadomości, jak i niedoszłej wypowiedzi. Opiera się o ścianę naprzeciwko kochanka, dla pozorów przyzwoitości wsparty na własnych dłoniach. Intensywne spojrzenie wbija w jego oczy w ułudzie resztek kontroli. Prędko okazuje się, że słusznie, bo dwa piętra wyżej dołącza do nich staruszka spod siódemki. A raczej dołączyć zamierza, przystaje bowiem wpół kroku, gdy Smirnoff obnaża zęby.
    — Agresywne psy powinny nosić kaganiec — komunikuje, Doran myśli, że nie tylko psy, a Smirnoff nerwowo oblizuje pysk, bezpiecznie schowany za jego nogą.
    — Winda jedzie na górę, możesz wsiąść, jak będzie wracać, Margaret — mówi Gallagher beznamiętnie i nie czekając na odpowiedź wciska guzik zamknięcia drzwi. Następnie sięga do wewnętrznej kieszeni marynarki, ze strunowego woreczka wydobywając psi smaczek.
    — Grzeczny chłopiec — chwali zwierzę, częstując je przysmakiem. Od przekroczenia progu windy ani na moment nie odrywa jednak przeszywającego spojrzenia od twarzy ukochanego.

    OdpowiedzUsuń
  20. Doran nie ułatwia podejmowania racjonalnych decyzji. Ciepło cudzego ciała i ciągły dotyk sprawiają, że Tom gotów jest porzucić przyzwoitość na rzecz rozkoszy i oddać się mężczyźnie choćby i w samochodzie, byle dłużej nie czekać. Ten jednak w końcu wykonuje wcześniej zwerbalizowaną prośbę, pociągające ciało znika i nie pozostaje mu nic jak ze zrezygnowaniem opuścić pojazd. Następnym razem, obiecuje sobie, nie czekać ani chwili, a już na pewno nie zmieniać lokalizacji.
    Zniecierpliwiony drogę do windy pokonuje pośpiesznie, a gdy drzwi się rozsuwają, opiera się o chłodną ścianę i przymyka na moment powieki, chcąc zapanować nad rozgrzanym ciałem i ochotą by rzucić się na Dorana tu i teraz. Gdy ponownie na niego spogląda, zauważyć może jedynie wygłodniałe spojrzenie byłego partnera, które w obecnej sytuacji nie pomaga w niczym.
    Pomaga zaś Margaret, której obecność chwilowo dekoncentruje Mayersa wystarczająco by posłać kobiecie przepraszający uśmiech. Z pewnością usłyszy o tej wymianie zdań jeszcze nie raz. I gotów jest sobie rękę uciąć, że na następnym spotkaniu lokatorów poruszony zostanie temat przewożenia zwierząt w windzie.
    — Przestań tak na mnie patrzeć — mówi karcąco, gdy znów zostają sami. Niemal czuje na sobie ten wzrok, zupełnie jakby bariera z ubrań dla cudzego spojrzenia nie istniała. Pociera odsłonięty tors, a gdy tylko cichy dźwięk oznajmia, że znajdują się na odpowiednim piętrze, wysiada, skinając głową pośpieszająco w stronę Dorana. — Ruchy, Gallagher — mruczy wesoło przez ramię.
    Wyciąga z kieszeni klucz, w międzyczasie starając się poprawić ułożenie męskości w ciasnej bieliźnie. Zadanie jednak szybko odpuszcza na rzecz wejścia do mieszkania: zaraz odwraca się by zacisnąć palce na materiale koszuli mężczyzny i przyciągnąć go do siebie, wkładając w to zdecydowanie więcej siły niż jest to konieczne.
    — Zamknij drzwi i zerżnij mnie w końcu, Doran — mówi chrapliwie, pierwsze polecenie wykonując właściwie samodzielnie, gdy popycha ciało byłego męża wprost na drewno, kiedy ten wraz z psem również przekraczają próg. Sapie w kształtne wargi, własne rozciągając w uśmiechu, bo w końcu może naprzeć na niego całą swoją sylwetką, ocierając się o znajome krzywizny. Smak imienia kochanka na ustach jest równie przyjemny, co ruchliwość języka, gdy odnajduje go własnym.

    OdpowiedzUsuń
  21. Jest prawie pewien, że Tommy jedynie kryguje się, dlatego spojrzenia nie spuszcza z niego ani na ułamek sekundy. Przestaje praktycznie mrugać, zwłaszcza że sekundę później mężczyzna odwraca się, a Doran podziwiać może jego tyły. Cała ślina odchodzi mu z ust, porusza się jednak natychmiast, głównie za sprawą psa, który spełnia ponaglenie pierwszy, napinając smycz. Linka prędko wypada mu jednak z dłoni, bo gdy tylko przekracza próg znajomego mieszkania, ukochany najpierw szarpnięciem przyciąga go do siebie, zaraz przyciskając do faktury drzwi. Z zadowoleniem rozwiera usta i przyjmuje go w sobie, podczas gdy dłonie kurczowo zaciskają się na kształtnych półkulach pośladków. Sapie zadowolony, kąsa cudzą wargę i pociera napierające na niego krocze udem, jedną z dłoni już wyszarpując paskudną koszulę z materiału jeansów i przesuwając opuszkami po nagiej skórze umięśnionych pleców. A potem Tommy całuje jego szyję i symulacja pęka, bo odsłania mu tym samym wnętrze mieszkania. To natomiast jedynie w rozlokowaniu pomieszczeń i ścian przypomina to, w którym żyli razem. Nawet kolory są inne, nie wspominając już o jakichkolwiek śladach świadczących o tym, że kiedykolwiek mieszkała tu jakaś rodzina. Na swój sposób to rozumie, choć jego forma radzenia sobie z utratą męża i syna jest wprost odwrotna. Sęk w tym, że zmiana bierze go z zaskoczenia, co spowalnia jego reakcję i Doran nie potrafi ukryć wstrząsu, jaki wywołuje w nim skuteczność wymazania go z życia ukochanego.
    — Trzeba nalać psu wody — mówi tę prawdę, kiedy rejestruje, że przestał się poruszać, a Tommy zwalnia ruchy, zauważywszy tę zmianę. Nie potrafi jednak postąpić nawet o krok, bo musiałby wtedy puścić to ukochane ciało na rzecz odkrycia dalszego swojego braku w niegdyś ich wspólnym mieszkaniu.

    OdpowiedzUsuń
  22. Głód, który czuje nie znika, pomimo kolejnych pocałunków. Próbuje najeść się na zapas, smakować go, gdzie tylko może. Kąsa więc te apetyczne wargi i liże zarysowaną szczękę, pochyla się do szyi by i na niej zostawić ślady swojej obecności, sprawdzić czy wciąż jest tak sprężysta jak to zapamiętał.
    Przez moment nie rejestruje nagłej zmiany, tego że dłonie kochanka przestają go do siebie przyciągać, że udo napierające na niego zastyga w miejscu. W końcu jednak dociera do niego, że w gorączce gestów coś się zmienia. Słyszy głos mężczyzny i to ostatecznie zmusza go by przerwać wszelkie pieszczoty i spojrzeć Doranowi w oczy. Zna tę twarz doskonale, wie jak kamienna potrafi być, wie że w najcięższych chwilach nierzadko nie przejawia niczego. Teraz jednak, coś w sposobie jaki układa usta albo spojrzeniu jest jasnym sygnałem, że coś jest nie tak.
    Gdy tylko Tom postanawia zapytać go, co się dzieje, powód podsuwa się sam, wręcz oczywisty i coś ściska go w dołku. I już wie, że w cudzych oczach widzi tyle, że Doran żałuje. Nie ma tylko pojęcia czy żałuje przyjścia tutaj, czy żałuje całej reszty. Suchość w gardle pojawia się znikąd, jest nieznośna i brutalna, i Mayers musi głośno przełknąć ślinę by w ogóle móc odzyskać kontrolę nad głosem.
    Układa obie dłonie na policzkach byłego męża, zmuszając by ten spojrzeniem powrócił do jego twarzy i to na niej się skupił.
    — Nie musimy tu być. Możemy iść gdziekolwiek indziej — proponuje pierwsze, co przychodzi mu do głowy, żałując że nie zostali na parkingu albo przed cmentarzem. Nie wie, jak przekazać mężczyźnie, że nie był w stanie patrzeć na ich zdjęcia, że budzenie się do ich roześmianych twarzy patrzących na nich z fotografii albo spoglądanie na półkę, gdzie leżały ich ulubione książki uniemożliwiały mu funkcjonowanie. Słowa grzęzną w gardle, mimo że przecież z nimi to on akurat radził sobie zawsze dużo lepiej. Dziwaczne, nieprzyjemne uczucie rozgaszcza się pod płucami, przypomina to, które czuł, gdy Doran nie pojawiał się na umówionej kolacji albo milczał całe spotkanie u teraupety: jakby mu umykał, jakby gdzieś się wycofywał. To właśnie to zmusza Toma by zignorować niepokój i powiedzieć cokolwiek - cokolwiek co miałoby jakieś znaczenie. — Nie potrafiłem tu spać. Nie mogłem funkcjonować, bo wszędzie was widziałem.
    Szybko zdaje sobie sprawę, że brzmi to jak marne wytłumaczenie, a co gorsza, że z pełną premedytacją pozbył się ich ze swojego życia dla wygody i spokoju. Gładzi kciukiem miękką skórę, już nie do końca pewien czy uspokoić chce tym mężczyznę czy siebie.
    — Wszystkie zdjęcia trzymam w szafce obok łóżka razem z obrączką i jego portfelem — dodaje, bo choć wolałby to zachować dla siebie, prędzej gotów jest się odsłonić niż pozwolić Doranowi myśleć, że nie ma tutaj dla niego miejsca, bez względu na to, jak wstydliwe zdaje się być to wyznanie.

    OdpowiedzUsuń
  23. Tommy nakierowuje jego spojrzenie na siebie, a Doran natychmiast orientuje się, że go przestraszył. Chce powiedzieć cokolwiek, żeby go uspokoić, ale żadne słowa nie odnajdują drogi do jego języka. To ukochany zaczyna mówić. Gallagher otwiera usta, by go powstrzymać, po czym zaraz je zamyka, spoliczkowany nieprzyjemnym faktem: nic się nie zmieniło. Tommy mówi, a on milczy, niezdolny do wyartykułowania tego, co się z nim dzieje.
    — Chciałem tylko nalać psu wody — zaczyna powoli, jednocześnie z dezaprobatą rejestrując, że wzwód minął, choć ciało nadal jest podniecone. I myśli jedynie o tym, jak rozpaczliwie chce pozostać w tym mieszkaniu, mimo że właściwie nie ma już ku temu żadnego pretekstu.
    — Jest okej — dodaje i nie wie, czy okłamać chce siebie, Tommy’ego czy może psa, od kilku sekund zawzięcie liżącego mu dłoń. Głaszcze przelotnie policzek mężczyzny i ucieka z jego uścisku. Zsuwa ze stóp buty, odwiesza marynarkę na wieszak i ponownie dotyka byłego męża, tym razem muskając opuszkami palców jego kark, jak gdyby powtórzenie cielesności uwiarygodnić mogło kłamstwo. Dalej idzie do kuchni, która pozostaje taka sama, choć na lodówce brakuje rysunków Troya i zdjęcia ze ślubu. Z tej samej szafki, w której i niegdyś trzymali miski, wyciąga jedną z nich, nalewa do niej wody i stawia na ziemi przed wciąż towarzyszącym mu psem. Nieznośna suchość w gardle popycha go do drzwiczek wspomnianego urządzenia, a kiedy je otwiera, dłoń po omacku sięga do wewnętrznej półki, na której zazwyczaj stał sok. Tym razem znajduje na niej papier banderoli, metalową zakrętkę i szklaną szyjkę butelki wódki, co znacznie dosadniej daje mu do zrozumienia, że w tym mieszkaniu nie ma już dla niego miejsca.
    — Kurwa — wyrywa mu się, kiedy przeciera dłonią dolne partie twarzy, zatrzaskując drzwiczki lodówki. To wtedy zauważa, że Tommy go obserwuje. I czuje, że to nie jest jego dzień. I że bardzo chciałby cofnąć czas o te dziewięćdziesiąt sekund.
    — Mam urlop. Pierwszy raz od trzech lat — tłumaczy powoli. A raczej próbuje wytłumaczyć. Dlaczego jest dziś rozedrgany. Że myśli o Troyu nie tylko z powodu jego urodzin. Ale także dlatego, że ostatnie wolne spędził na wyciąganiu go z aresztu, wożeniu po lekarzach i ściąganiu jego martwego ciała z żyrandola.

    OdpowiedzUsuń
  24. Przypomina sobie słowa terapeutki: o balansie i różnych sposobach komunikacji. O tym, że tam, gdzie Tom odpowiedzi szuka w słowach, Doran odnajdywać może je zupełnie gdzie indziej. Zmusza się więc by nie ciągnąć go za język, zamiast tego przytakuje na jawne kłamstwo, którym mężczyzna go częstuje. Nie ma już przecież żadnego prawa żądać od niego niczego więcej, to stracił wraz z wręczeniem mu papierów rozwodowych.
    Nie potrafi jednak wyłączyć zmartwienia ani tej natrętnej chęci by być blisko niego. Ciało jakby instynktownie poddaje się cudzym palcom, nawet gdy te stykają się ze skórą przelotem. Milczy jednak zawzięcie, choć przecież powiedzieć chciałby wiele: o tym, że jeśli nie jest okej to w porządku i że nie muszą robić nic, a później że Doran wcale nie musi się tłumaczyć. Czujne spojrzenie dostrzega otwarte drzwi lodówki i palce zaciśnięte na szyjce butelki, by kolejno powieść za przystojną twarzą i nerwowymi gestami. To te są nowe: widywał je wcześniej na tyle sporadycznie, że jakiekolwiek rozedganie byłego partnera jest sygnałem alarmowym.
    To zły dzień dla nich obojga. Tom wiedział o tym, pojawiając się na cmentarzu: mało tego, liczył że okoliczności sprawią, że wrażliwszy niż zwykle Doran, pójdzie mu na rękę i odpuści sprawę. Zamiast tego pozwolił wejść im na niebezpieczne tory, gdzie żaden, zdaje się, nie miał już kontroli.
    Robi więc to, co może, co podpowiada rozsądek i serce, bo przecież ani na moment nie przestał chcieć dla niego dobrze. Pokonuje więc dzielącą ich odległość i otwiera lodówkę, podejrzewając czego były mąż szukał w tym konkretnym miejscu. Jednocześnie przeklina w duchu obecność alkoholu. Ten, od śmierci Troya z pewnością towarzyszył mu częściej niż chciałby się do tego przyznać, ale ten konkretny moment z pewnością nie pomagał.
    Wyjmuje sok i podaje karton Doranowi, a gdy palce stykają się z cudzymi, pozwala opuszkom przesunąć się po skórze. Tej czułości wobec niego nie potrafi się wyrzec. Jak i ukłucia, gdy myśli o ostatnim znanym mu urlopie mężczyzny. O tym, co się stało. O tym, że choć minęły lata, obserwowanie go w podobnym stanie jest równie trudne.
    — Chcesz o tym porozmawiać czy o tym zapomnieć? — pyta całkiem poważnie, znów zmuszając się by nie powiedzieć za dużo i nie wywierać na nim presji. Pamięta bowiem, że nie zawsze to słowa są odpowiedzią: a już z pewnością nie przy Doranie. I bez względu na to, jak go w środku to milczenie poniewiera, nie ma zamiaru decydować za niego. Zamiast tego, wolną dłoń układa na cudzej potylicy, głaszcząc czule krótkie włosy.

    OdpowiedzUsuń
  25. Tommy podaje mu sok, a Doran myśleć potrafi jedynie o tym, że w słodyczy pomarańczy brakować mu będzie trzech kostek lodu i setki alkoholu. Trzyma więc karton biernie, wpatruje się w przystojną twarz i nie rozumie, dlaczego mężczyzna zadaje to pytanie, dlaczego nie posłuchał go za pierwszym, nalewając po prostu psu wody i dlaczego nie pojmuje, że o cholernym urlopie mówi jedynie dlatego, że wydaje mu się, że tego się właśnie od niego oczekuje. A potem myśli o tym, czego pragnie. Że chce napić się tej wódki, od której były mąż teraz tak instynktownie i protekcjonalnie go odgradza. I żeby nigdy więcej nie zakładał na siebie tej koszuli, bo bardziej niedopasowanej szmaty jeszcze chyba na sobie nie miał. Że chciałby, żeby Tommy był po jego stronie, a nie w krok za naczelnikiem zachęcał go do porzucenia sprawy i może jeszcze kolejnego przymusowego wolnego, bo to mu nie pomaga.
    Nie mówi żadnej z tej myśli, bo nim otwiera usta, ukochany go dotyka i Doran uświadamia sobie, że nie ma w nim żadnej złej woli. Wzdycha ciężko, odstawia sok na blat, po czym sięga opuszkami palców do zarośniętej twarzy, przygładzając flegmatycznie gęstą brodę. Śledzi ruch wzrokiem, by zaraz przenieść go na sprężystą szyję i odstające ucho, kiedy ręce zaciskają się na rozporku kochanka, szarpnięciem przyciągając jego biodra do swoich.
    — Chcę, żebyś jęczał — przyznaje wprost w miękki płatek, zaraz przygryzając go drapieżnie, podczas gdy palce wreszcie nurkują za materiałami, odnajdując upragnioną męskość.

    OdpowiedzUsuń
  26. Doran milczy. Jego twarz w zwyczajowy sposób nie przejawia zbyt wielu emocji i Tom ufać musi, że wszystko, co dzieje się w jego głowie, zostanie wypowiedziane. W teorii wie, że działają inaczej, w praktyce nadal liczy, że mężczyzna podzieli się z nim czymś konkretnym. Następuje westchnienie, którego nawet nie próbuje interpretować, poza tym, że byłemu mężowi musi być w tym momencie ciężko. Pozwala więc na te gesty, na bliskość i nie ciągnie go za język. Sam przecież rozpoczyna od zaprezentowania dwóch opcji: rozmowa czy działanie.
    Unosi kącik ust w łagodnym uśmiechu, nie do końca rozumiejąc jakim cudem jego ciało gotowe jest do tak obrazowych reakcji na cudze, pomimo tego, co dzieje się dookoła. Okoliczności przecież nie są sprzyjające. Mimo to, nie potrafi zaprzeczyć przyjemnemu mrowieniu, które przechodzi wzdłuż kręgosłupa, gdy ten konkretny mężczyzna go dotyka ani jak twardnieje niemal momentalnie przy styku ze szczupłymi palcami.
    Rozsądek podpowiada, że to nie jest moment na jęki. Z drugiej strony, słuchając go przed laty, walcząc o rozmowy i wspólne przechodzenie przez tragedię, stracił nie tylko Troya, więc może rozum to nienajlepszy doradca. Nie żeby ufanie kutasowi miało skończyć się dobrze, ale w tej chwili, Tom dostrzec potrafi jedynie te dwie opcje.
    — To spraw, żebym jęczał — odpowiada w końcu, podczas gdy dłonie zaczynają mozolną wędrówkę wzdłuż cudzego brzucha do klatki piersiowej, potem szyi. Rozpina pierwszy guzik, później kolejny, nie śpieszy się, rozbiera go w tempie, które przede wszystkim, pozwala na zaakceptowanie tego, jak wielką władzę wciąż ma nad nim Doran i jak, pomimo upływu lat, bycie obok wprawia całe jego ciało w stan całkowitego zapomnienia.
    Jedna z dłoni wciąż zajmuje się guzikami, druga zaś chwyta zarysowaną szczękę, kciuk wędruje na pełne wargi, by zaraz naprzeć na dolną. Z uwagą obserwuje jak opuszka przekracza linię zębów i ginie w wilgotnej przestrzeni ust. Tom mruczy nisko zadowolony, na ten moment całkowicie ignorując wyrzuty sumienia, z którymi z pewnością, zmierzyć będzie musiał się później.

    OdpowiedzUsuń
  27. Delikatna skóra oblekająca członek napina się, a on pęcznieje, gdy tylko przesuwa po nim kilkukrotnie dłonią, opuszką kciuka podrażniając główkę. Język wdziera się do małżowiny usznej, wolna ręka rozpina pozostałe guziki szkaradnej koszuli, zaraz łapczywie muskając umięśniony tors, a kiedy szczęki zostają pochwycone, wargi rozwarte, palec natomiast wciśnięty za linię zębów, Doran zasysa go sprawnie, intensywnie wpatrzony w znajome oczy.
    Żadna z tych czynności nie sprawia, że i jego wzwód powraca w pełnej gotowości, ale Gallagher nie wydaje się tym specjalnie przejęty, kiedy chwyta nadgarstek dotąd pieszczonej dłoni i dociska wilgotny kciuk kochanka do jego sutka. Bawi się nim zaledwie chwilę, ponieważ chce go całego, a nieznośny podszept rozumu atakuje go gdzieś z tyłu głowy przekonaniem, że ma niewiele czasu. Dlatego zaraz wykręca cudze przedramię na plecy kochanka, by odwrócić go tyłem do siebie i pchnąć na tę przeklętą lodówkę, już wysuwając rękę z jego bielizny jedynie w celu zdarcia jej z uwielbianych pośladków. Wzrok podąża za ruchem, Doran dostrzega grafikę SpongeBoba na bokserkach kochanka i nie kontroluje krótkiego parsknięcia w masywny kark. I znowu czuje to ciepłe i gęste uczucie oklejające wnętrzności, prędko je jednak ignoruje, bo oto dostaje pełen dostęp do tego konkretnego tyłka. Przesuwa po nim paznokciami, ale to nie dość, dlatego niemal od razu opada na kolana, zębami wgryzając się w sprężystą skórę. Ułamek sekundy później już zasysa ją przepraszająco między wargami, by zaraz trącić nosem kuszącą szczelinę i to w nią wpić się zachłannie.

    OdpowiedzUsuń
  28. Z przyjemnością obserwuje poczynania kochanka, przypominając sobie do jakiego stanu potrafiły go doprowadzić jedynie pieszczoty torsu, jak uwielbiał obserwować twardniejące sutki, ssać je i drażnić zębami wrażliwą skórę. Pamięta, że czasami specjalnie chodził po mieszkaniu bez koszuli, tylko po to by go rozproszyć, że gdy wdzierały się pomiędzy nich przyziemne problemy: nieumyte naczynia albo wrzucone do szafy, niedbale poskładane pranie, że wtedy oznaczało to rozejm i stawanie po jednej stronie, gdzie finalnie liczyło się tylko to, że są razem i że po latach wciąż pragną się jak szaleni. Ciężko więc Tomowi nie odczuć napływu sentymentalności, kiedy wzrok Dorana z taką uwagą śledzi wilgotną od śliny skórę - zupełnie jakby nigdy nie przestali.
    Cichy głos podpowiada, że to zły pomysł: że nie zdążył o nim zapomnieć ani przestać go kochać, że zatopienie się w znajomym ciele skończy się jedynie bólem, na który nie jest gotowy. Rzecz jednak w tym, że przez to właśnie iż nie przestał go kochać, nie potrafi go sobie odpuścić, nie kiedy przez ostatnie lata musiał zmuszać się do aktywnego wyrzucania go ze swojej głowy i przestrzeni dookoła, by móc funkcjonować w miarę normalnie. Nie może więc teraz przejmować się konsekwencjami, skoro droga do nich prowadzi przez bliskość z tym mężczyzną.
    Pozwala mu się obrócić, zupełnie nieprzejęty oddaniem mu kontroli. W tym zawsze byli dobrzy: w instynktownych decyzjach, w dzieleniu się przyjemnością, w stawianiu rozkoszy ponad ustalonymi normami. Nigdy wcześniej ani nigdy później, Tom nie znalazł niczego podobnego. Z nikim nie czuł się wystarczająco komfortowo czy bezpiecznie, żeby pozwolić na podobną bliskość.
    — Nie grasz fair — stwierdza, gdy wilgotny język napierać zaczyna na jego wejście. Nie broni się przed nim wcale, rozstawia szerzej nogi, wypina pośladki, głowę odwracając na tyle, na ile może, by obserwować poczynania kochanka. To widok, do którego nigdy się nie przyzwyczaił i zawsze zachwycał równomiernie. Tom przełyka głośno ślinę, wsuwając palce w miękkie włosy Dorana i przyciska go mocniej do siebie, starając się by całe skupienie oplatało ten konkretny moment zamiast rozchwianej, niepewnej głowy.

    OdpowiedzUsuń
  29. Obejmuje twarde uda, przesuwając dłonią aż po kostkę jednej z nóg, by usunąć z drogi niepotrzebne fałdy materiału. Zasysa delikatną skórę wejścia, skubie ją z wyczuciem zębami, napiera na nią językiem i już ma się w niego wedrzeć, kiedy pada komentarz. I Doran myśli, że to Tommy nie gra fair, bo zna jego ciało zbyt dobrze, aby wyłapać mógł charakterystyczne napięcia mięśni i rytm oddechu, świadczące o tym, że ukochany nie jest w pełni z nim. W pierwszym odruchu jest pewien, że nie ma szans z jego tendencją do nadmiernego analizowania sytuacji, z którą raz już przecież przegrał. A potem znowu przypomina sobie, że nie wrócił wówczas przez osiem dni do domu i wsuwa się w niego, natychmiast odnajdując prostatę. Nie podkręca tempa: bierze go od początku zachłannie, z zadowoleniem rejestrując, że napięcie w mięśniach łydki, uda i dolnych partii pleców, których dotyka, powoli puszcza. Przytrzymuje go więc przy sobie szczelniej, zdziera niebieską koszulę do końca z pożądanego ciała i pozwala ruchliwemu mięśniowi całkowicie przejąć kontrolę nad wątpliwościami cudzej głowy.

    OdpowiedzUsuń
  30. Jego największym wrogiem zawsze była głowa. W większości sytuacji potrafił wykorzystać tendencję do analizy i interpretowania każdego szczegółu na swoją korzyść, szczególnie w pracy. W kontaktach z Doranem jednak, najczęściej to właśnie ona była powodem nieporozumień. Przez ostatnie lata starał się nauczyć nowych sposobów na radzenie sobie z natrętnymi myślami, żeby przypadkiem błędy z przeszłości nigdy się nie powtórzyły. Teraz, będąc w tej samej, niewielkiej przestrzeni z byłym mężem, wie już że nie próbował dla hipotetycznej przyszłości, tylko właśnie dla Dorana, nawet jeśli nigdy nie miałby okazji mu tego pokazać. Wie też, że ledwo posunął się do przodu, że natręctwo wraca jak nałóg i przy braku ciągłej kontroli, wróci dokładnie tam, gdzie był, rzucając na stół papiery rozwodowe.
    Dlatego przymyka powieki, opiera czoło o gładkie, chłodne drzwiczki lodówki i bierze kilka głębszych oddechów. Działania Dorana pomagają odnaleźć mu się w tu i teraz, głowa powoli przestaje mieć znaczenie w obliczu rosnącej fali podniecenia. Gallagher zna jego ciało, wie co robić, by wyłączyć myślenie na rzecz odczuwania i ewidentnie czerpie z tej wiedzy, pieszcząc go zachłannie.
    Oddech przyspiesza i Tom zaciska mocniej dłoń we włosach mężczyzny, pierwszych kilka sapnięć kierując w przedramię, o które się opiera.
    — Więcej — żąda, poruszając niecierpliwie pośladkami. — Myślę, że to czas… żebyś mnie w końcu zerżnął, Doran.
    Głowa nie odpuszcza w pełni, ale jest na tyle wyciszona, że potrzeby ciała przejmują kontrolę. Sam do końca nie wie czy to podniecenie związane z tym, jak dawno z nikim nie był, czy może wystarczający jest fakt, że to były mąż dotyka jego ciała, rozniecając ogień przy każdym spotkaniu skóra-skóra.

    OdpowiedzUsuń
  31. Ściska mocniej jeden z pośladków, robiąc sobie więcej miejsca między napierającymi na niego półkulami i mlaszcze z ukontentowaniem, kiedy usta Tommy’ego płodzą pierwsze sapnięcia. Moment później pojawia się artykulacja jego myśli, a przynajmniej tak Doran sądzi, dopóki kochanek nie doprecyzowuje swojego żądania. Gallagher nie przestaje jednak, a przynajmniej nie do chwili, w której ukochany jęczy faktycznie. Dopiero wtedy wysuwa się z niego, głaszcząc kciukiem pośladek i podnosi się chwiejnie. Choć oddech gna, już odwraca mężczyznę przodem do siebie, łapczywie przylegając ustami do jego. Głaszcze policzki, dotyka nagiego torsu, przez biodra przemyka na uda ukochanego i sadza go na blacie obok, ignorując przewracany sok. Palce już mkną dalej, zrzucają z otaczających go stóp buty i zrywają całkowicie zbędne materiały, a kiedy ma go przed sobą całkowicie nagiego, to wtedy nachodzi go refleksja, że być może jednak dobrze byłoby oddychać. Odrywa wargi od cudzych, zaraz od razu przylegając czołem do ramienia mężczyzny, ale nie przestaje wciąż i wciąż dotykać i pocierać każdego skrawka skóry, który napatacza mu się pod palce. Wzrok przemyka po własnym, rozpiętym nie wiedzieć kiedy rozporku i ponownie twardym kroczu. Wtedy na ułamek sekundy paraliżuje go myśl, sprawiająca, że żałuje wszystkiego.
    Kurwa trzeszczy w głowie, a wizja, w której ktoś dotyka Tommy’ego z równą werwą, co on jego teraz skutecznie wykręca trzewia. Temat zabezpieczenia wydaje się jednak zbyt istotny, by mógł go przemilczeć.
    — Powinienem... — zaczyna, ale nadal nieustabilizowany oddech go zawodzi — ...użyć gumki?
    Nadal głaszcze gorliwie rozgrzaną skórę mężczyzny, wzrok krzyżując z jego. Z zazdrością nigdy nie było mu do twarzy, nawet jeśli Tommy nie dawał mu ku niej nigdy żadnego powodu, a jej przejawy zwykle go rozczulały. Przynajmniej do tych nielicznych momentów, w których Gallagher groził nachalnym adoratorom byłego męża połamaniem palców.

    OdpowiedzUsuń
  32. Doran go nie słucha. W typowej dla siebie chęci sprawdzenia mayersowych granic, doprowadza go do obiecanych jęków i Tom jest pewien, że te wzbudzają w mężczyźnie satysfakcję równą odczuwanej przez niego przyjemności.
    Podnosi się na rękach, żeby szybciej usiąść na kuchennym blacie i dopiero teraz dostrzega, jak nierówno rozkładają się w ilości wciąż posiadanych na sobie ubrań. Ciężko mu się skupić, rozproszony ciągłym dotykiem i wspomnieniem cudzego języka w sobie, dociera do cudzego rozporka z opóźnieniem. Kiedy w końcu udaje mu się rozpiąć spodnie Dorana i zabiera się za ściąganie z jego ramion dopasowanej koszuli, ten odzywa się i Tom nie ma pojęcia, co właściwie widzi w jego twarzy.
    Po części żałuje, że nie musi odpowiedzieć tak, że jego życie nie ruszyło do przodu wystarczająco by zaszła taka potrzeba. Że z tamtym gościem, który próbował zbliżyć się do niego rok temu doszło do kilku marnych ruchów dłonią, a kolejny sześć miesięcy później został wyproszony po tym jak zaczął pieścić jego sutki. Że bez względu na to, ile razy nie wmawiałby sobie, że to już czas by ruszyć do przodu, ciało uparcie zdradzało go, niemalże jawną niechęcią.
    — Jestem czysty — zapewnia go więc w zamian, bo przyznanie, że od czasu rozwodu jego życie stoi w miejscu wydaje się nazbyt żałosne. Przesuwa uspokajająco kciukiem po policzku mężczyzny i zaraz chwyta materiał podkoszulka, który podwija do góry i przecisnąwszy przez głowę Dorana, odrzuca na bok.
    Myśli o tym czy powinien zapytać go o to samo, ale durna nadzieja, że Doran nie zadałby tego pytania, gdyby to po jego stronie leżało ryzyko, sprawia, że milczy. Zamiast słów, ucieka do znajomych gestów, bo w końcu ma możliwość błądzić opuszkami po tym ciele, po odsłoniętej klatce piersiowej i plecach. Zniecierpliwiony sięga przez umięśniony brzuch do nabrzmiałego krocza, pociera je kilkukrotnie by zaraz zsunąć spodnie wraz z bielizną z krągłych pośladków i uwolnić twardą męskość spod materiału. Mlaszcze z zadowoleniem, obejmując ciało nogami i ponownie spogląda kochankowi w oczy.
    — Okej? — pyta, nie do końca pewien czy chodzi mu o brak gumki, nagość, fakt że w ogóle są w tym położeniu czy może, że jego ciało od samego początku zdradza, jak wielką władzę ma nad nim Doran.

    OdpowiedzUsuń
  33. Jeszcze nim Tommy się odzywa, wie, że to kłamstwo: kwestia bezpieczeństwa nie ma dla niego znaczenia. Chce wiedzieć, choć świadomość byłaby to całkowicie bezużyteczna. Odpowiedź pada i nie rozwiewa żadnych wątpliwości, bo nie dość, że świadczyć może zarówno o tym, że ukochany uprawia seks regularnie, ale się bada jak i że nie spał z nikim od rozwodu, to jeszcze nie odpowiada na jego pytanie. Doran więc milczy i na cudze, uciekając od głaszczącej go ręki tylko po to, by wgryźć się nachalnie w umięśnioną pierś, jednocześnie przyciągając pożądane ciało szczelniej do swojego. Decyzję podejmuje zatem sam, kiedy spluwa obficie na wnętrze dłoni, przelotnie oderwany od pieszczonego torsu, i nurkuje nią między ich ciałami, już przesuwając opuszkami pomiędzy półkulami pośladków. Wsuwa je w niego płynnie, ale rozciąga niedbale, zbyt podniecony łatwością, z jaką mężczyzna przyjmuje go w sobie. Zaraz więc chwyta go mocno za kark, palce zastępując męskością, kiedy wpija rękę w jego biodro. Wchodzi w niego jedynie na tyle, by naprzeć na czułą prostatę, ale to wystarcza, żeby wypuścił z siebie pierwsze sapnięcie, intensywnie wpatrzony w oczy byłego męża.

    OdpowiedzUsuń
  34. Po drugiej stronie jest milczenie, ale i to jest znajome. Poddaje się więc temu, co widzi: że ucieka od jego ręki i prawie za karę, gryzie w pierś. A przynajmniej takie Tom ma wrażenie, gdy były mąż wykonywać zaczyna kolejne ruchy, że w jego oczach widzi to samo, co zdarzało mu się dostrzec, kiedy ktoś spojrzał na niego z zainteresowaniem. Myśl, że Doran mógłby być zazdrosny o jego potencjalnych parterów sprawia, że ma ochotę poczuć go w sobie jeszcze prędzej.
    Gallagher przygotowuje go niedbale, wcześniej pieszczący język pozwala jednak przyjąć cudze palce w sobie z łatwością. Zarówno fakt, że nie był z nikim od bardzo długiego czasu, jak i fakt, że kiedy w końcu się to dzieje, po drugiej stronie jest Doran, sprawiają, że jest na granicy orgazmu już w momencie, gdy ten napierać zaczyna na ciasne wnętrze.
    Mężczyzna trzyma go mocno i choć Tom myśli o tym, że chciałby go posmakować, utrzymuje cudze spojrzenie, bo były mąż ewidentnie potrzebuje go obserwować. Zaciska mocniej dłoń na kuchennym blacie, starając się przyzwyczaić do cudzej męskości w sobie, wolną dłoń zaś wsuwa w miękkie włosy kochanka, by upewnić się, że ten się nie odsunie. Sapie niekontrolowanie już przy pierwszym trafieniu w prostatę, każde kolejne komentując jedynie głośniej.
    — No dalej… — rzuca prowokująco i Doran jakby czytając mu w myślach, wchodzi w niego głębiej. Wszystko to trwa zaledwie kilka chwil. Sam nie wie czy do spełnienia doprowadza go siła z jaką mężczyzna w niego wchodzi, to jak zaciska szczupłe palce na jego męskości czy może wystarcza to, jak na niego patrzy. Dochodzi na cudzy brzuch, chwilę później czując ciepło cudzego nasienia i musi przytrzymać go przy sobie mocniej, by mięśnie nie odmówiły mu posłuszeństwa.
    Według jednak wspomnianych wcześniej chęci Dorana, jęczy i ani przez chwilę nie próbuje stanu tego ukryć.

    OdpowiedzUsuń
  35. Ciasnota jego wnętrza jest uczuciem doskonale znanym i jednocześnie dotąd tak odległym, że sama obecność w nim przysnuwa spojrzenie mgłą i łaskocze nachalnie podbrzusze. Mimo tego patrzy na niego z uporem, chłonie najdrobniejsze nawet świadectwo podniecenia, palce jedynie mocniej wciskając w twardą skórę, w razie gdyby mężczyzna zamierzał uciec z jego objęcia. Ten obraz wraz z gorączkowym ponagleniem kochanka właściwie mu wystarcza, ale wstrzymuje orgazm do momentu, w którym nie czuje na sobie cudzego nasienia. To lepkość substancji na brzuchu przypieczętowuje spełnienie i Doran jęczy krótko i nisko.
    Wyrzut dopaminy i oksytocyny przyćmiewa racjonalne myślenie i sprawia, że Gallagher jest bardzo bliski wyrażenia wprost, co nadal czuje do tego mężczyzny, który go porzucił. By dać upust emocji całuje go w zamian mocno i rozpaczliwie, pozbawiony tchu nie odsuwa się nadal, wtulając czoło w cudze. Opuszki palców przesuwają się z karku na policzek i Doran obserwuje ich czule leniwy ruch w gęstwinie zarostu.
    — Jadłeś śniadanie? — pyta, bo nie pamięta, kiedy Tommy zjadł ten posiłek, jeśli nie został mu zrobiony, prędko dogoniony jednak refleksją, że być może najpierw powinien się upewnić, czy ukochany ma dla niego więcej czasu. Przelotne spojrzenie na zegar na piekarniku wskazuje bowiem ósmą dwadzieścia pięć. Doran przyłapuje się niemniej na osobliwym poczuciu, że nie chce wyjść z kochanka, dopóki nie zagwarantuje sobie możliwości pozostania we wnętrzu tej kuchni czy tego mieszkania. Idiotyczność myśli sprawia, że jednak wysuwa się z niego ostrożnie, zaraz zgarniając ręcznik papierowy i wycierając cudze nasienie z brzucha.

    OdpowiedzUsuń
  36. Spocone czoło opiera o cudze, podczas gdy oddech się normuje i mimowolnie unosi kącik ust, słysząc pytanie o śniadanie. Jednocześnie coś ściska go w dołku, bo choć wspomnienia w tym aspekcie są wyłącznie dobre, odczuwalne braku w obecnej codzienności podkreślone zostają kilkoma słowami.
    — Mam teraz catering — mówi, wzrok przesuwając w stronę papierowej torby wciśniętej pomiędzy czajnik i lodówkę. To dziwacznie smutny moment, z którym nie do końca wie, co zrobić. Bo nawet tutaj wszystko się zmieniło, nawet tutaj przestrzeń nabrała nowego kształtu. Tommy wie jednak, że wyrzuciłby opłacone do końca miesiąca torby, gdyby oznaczać to miało, że Doran zrobi mu raz jeszcze swoją popisową jajecznicę. Albo kanapkę.
    Wątpi jednak by mężczyzna znalazł w jego lodówce składniki na cokolwiek. Poza sokiem, wódką i może kostką masła, ilość składników z pewnością nie robiła wrażenia.
    Ciało robi się bez Dorana nieprzyjemnie puste, ale panuje nad wyrazem twarzy wystarczająco by ten pozostał neutralny Wie jedynie, że nie chce żeby mężczyzna wychodził. Że mimo iż nie ma żadnego powodu by zostać, właśnie na to liczy.
    Tom przesuwa palcami po umięśnionym przedramieniu kochanka i w końcu zsuwa się z blatu. Drugą dłoń unosi do gładkiego policzka, pociera go kciukiem, szukając jakiegokolwiek powodu by ten nie ruszał się z miejsca.
    — Możemy zjeść razem — proponuje więc, bo choć porcje są śmieszne, a do tego niezbyt smaczne, wspólne jedzenie oznacza tyle, że nie musi szukać innych powodów by mężczyzna został. — Albo mogę coś zamówić — dodaje, nie mogąc oprzeć się wrażeniu, że wszystko to jest oszustem, a jedyna prawidłowa wersja tego poranka to Doran robiący mu śniadanie. Nie ma jednak odwagi zaproponować wspólnych zakupów, które pozwoliłby ten plan zrealizować.
    Czuje, że się rozpędza i że może lepiej byłoby się wycofać, póki jeszcze nie powiedział za dużo, póki to jedynie jego głowa wyobraża sobie dużo więcej niż prezentuje rzeczywistość.
    — Albo możemy olać jedzenie i wrócić do łóżka — mówi więc, czując że to najbezpieczniejsza z opcji by fantazję tę utrzymać.

    OdpowiedzUsuń

Aktywni: 0

Cieszymy się, że tu jesteś. Trafił_ś na blog fabularny Bunt Ikara, gdzie możesz wcielić się w wampira, łowcę wampirów albo zwykłego śmiertelnika.

Wiemy, że nasza oprawa wizualna może różnić się od klasycznych blogów fabularnych, dlatego przygotowaliśmy krótki poradnik, który pomoże Ci odnaleźć się na start.

Przejdź do poradnika