.𖥔 ݁ ˖๋ ࣭ ⭑
.𖥔 ݁ ˖๋ ࣭ ⭑
Realia Londyn roku 2026 niemal nie widzi słońca. Deszcz spływa po szybach wieżowców, zalewa ulice i zbiera się w ciemnych zaułkach miasta. Neonowe światła odbijają się w mokrym asfalcie, a tłumy ludzi przesuwają się przez stacje metra, nie zwracając uwagi na twarze mijane każdego dnia. W tym samym tłumie żyją wampiry.

Wampiry od wieków funkcjonują w cieniu. Część z nich ledwo utrzymuje się przy życiu. Wygłodzone, agresywne i wyniszczone ukrywają się w opuszczonych budynkach, kanałach i podziemiach miasta. Inne należą do starych rodów posiadających ogromne wpływy. Kontrolują firmy, kluby nocne, prywatne kliniki i sieci informatorów. Ich nazwiska pojawiają się wśród elit Londynu.

Za wampirami polują łowcy. Niektórzy działają dla tajnych sekcji rządowych, które od lat ukrywają prawdę przed społeczeństwem. Inni pracują samotnie. Byli żołnierze, policjanci, ludzie szukający zemsty albo ci, którzy całe życie wychowywani byli do walki z nocnymi istotami.
highlight
administracja
Kontur; discord: @kon1ur
Aktualia Rok 2026 przyniósł londyńskiej społeczności wampirów okres napięć i politycznych zmian. Istoty nocy nadal funkcjonują w ukryciu, zachowując ostrożność wobec ludzi oraz organizacji zajmujących się tropieniem nadnaturalnych zagrożeń, jednak w ostatnich miesiącach coraz częściej mówi się o możliwym przymierzu zawartym pomiędzy trzema najpotężniejszymi rodzinami wpływającymi na życie londyńskiego podziemia. Według krążących plotek sojusz ma ustabilizować sytuację w mieście, ograniczyć konflikty pomiędzy rodami oraz umocnić ich kontrolę nad najważniejszymi dzielnicami i nocnymi interesami stolicy. Choć żadna ze stron oficjalnie nie potwierdziła tych informacji, przygotowania do wielkiego balu celebrującego zawarcie porozumienia zdają się jedynie podsycać spekulacje.
⊹ Karty Postaci ⊹

Każdy gracz musi stworzyć kartę postaci, która może bazować na gotowym kodzie do karty postaci.


Nie narzucamy treści karty, ale pamiętaj, że jest to wizytówka Twojej postaci.


Kart postaci nie numerujemy.


Wszelkie dodatki do kart postaci należy datować z datą 2020 lub wcześniejszą.


Obowiązkowe etykiety do każdej karty postaci to: imię i nazwisko postaci, wasz pseudonim z blogosfery, karta postaci.


Nie narzucamy tytułu w karcie postaci. Wpisujecie, co wam się podoba.


W treści karty znaleźć się muszą: imię i nazwisko postaci, wiek, wskazanie roli: wampir, łowca czy śmiertelnik.


Po 200 oduatorskich komentarzach pod kartą postaci należy opublikować post z nową kartą i poprosić administrację w odpowiednim dziale o podmianę linków.


Nie posiadamy limitu postaci.


Nie trzeba rezerwować wizerunków, jeśli korzysta się z pojedynczych zdjęć nieznanych osób, ale jeśli zależy ci na rezerwacji, zgłoś to w odpowiednim temacie.
⊹ Posty oraz aktywność ⊹
⊹ Pisanie wątków ⊹


Pod kartami postaci pozostawiamy jedynie komentarze odautorskie!


Aby rozpocząć rozgrywkę fabularną/wątek/fabułę z inną postacią, opublikuj post z opisem wątku. Do treści posta możesz (nie musisz) użyć gotowego kodu. Historię rozpisujecie w komentarzach pod tym właśnie postem. Obowiązujące etykiety: imiona i nazwiska postaci biorących udział oraz hasło wątek.


Aby orientować się w prowadzonych wątkach proponujemy, nie jest to jednak obowiązkowe, aby założyć post z chronologią. Aby założyć post z chronologią możesz (nie musisz) skorzystać z gotowych kodów. Opublikuj post z chronologią z datą na 2020 rok lub wcześniejszą i podlinkuj chronologię w karcie postaci.


Stwórz post opisujący istniejące relacje Twojej postaci. Aby założyć post z relacjami możesz (nie musisz) skorzystać z gotowych kodów. Opublikuj post z relacjami z datą na 2020 rok lub wcześniejszą i podlinkuj relacje w karcie postaci.


Wskazane jest publikowanie opowiadań o Twojej postaci, ale nie są one obowiązkowe. Chcemy o twojej postaci wiedzieć jak najwięcej! Skorzystaj z wzoru na początek opowiadania. Do każdego opowiadania dodajemy następujące etykiety: imię i nazwisko, pseudonim z blogosfery, opowiadanie.


Nie musisz, ale możesz pokusić się o założenie posta z telefonem postaci. Aby założyć post z telefonem postaci możesz (nie musisz) skorzystać z gotowych kodów. Opublikuj post z telefonem z datą na 2020 rok lub wcześniejszą i podlinkuj telefon w karcie. Do każdego posta z telefonem dodajemy następujące etykiety: imię i nazwisko, pseudonim z blogosfery, telefon.

⊹ Limity czasowe ⊹


Aby nie przysłaniać zbyt często treści innych autorek i autorów, narzucamy limity czasowe.


Pomiędzy kartą postaci a kartą postaci — 3h oraz co najmniej 2 komentarze pod kartą.


Pomiędzy karta postaci a opowiadaniem — 24h plus minimum 2 komentarze pod opowiadaniem.


Pomiędzy karta postaci a rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią — brak limitu.


Pomiędzy rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią a kartą postaci — 1h bez limitu względem komentarzy.


Pomiędzy rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią a opowiadaniem — 1h bez limitu względem komentarzy.


Pomiędzy rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią a rozgrywką fabularną — brak limitu.


Pomiędzy opowiadaniem a opowiadaniem — 24h oraz co najmniej 2 komentarze pod opowiadaniem.


Pomiędzy opowiadaniem a kartą postaci — 3h oraz co najmniej 2 komentarze pod kartą.


Pomiędzy opowiadaniem a rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią — brak limitu.

⊹ Obecności i urlopy ⊹


Na blogu występują comiesięczne listy obecności trwające tydzień. Karty postaci osób, które nie zgłosiły obecności, zostaną przeniesione do wersji roboczych.


Aby uniknąć przesunięcia karty do wersji roboczych, należy zgłosić urlop w odpowiednim dziale. Maksymalny czas urlopu to dwa miesiące. Po tym czasie karty postaci danej osoby zostaną przeniesione do wersji roboczych.


Jeśli zniknęliście a marzy wam się powrót, chęć tę należy zgłosić w odpowiednim temacie. Cieszymy się, że do nas wracasz! No hard feelings. ☺

⊹ Wartości ⊹
Bunt Ikara powstał z potrzeby tworzenia przestrzeni, w której każdy może czuć się bezpiecznie, widziany i traktowany z szacunkiem.

Wspieramy ludzi — bez względu na płeć, tożsamość, orientację, wyznanie, pochodzenie, neurotypowość czy używane zaimki. Wierzymy, że różnorodność jest wartością samą w sobie i że to właśnie ona napędza literaturę, narrację i wspólnotę.

Nie akceptujemy treści ani postaw, które naruszają prawa człowieka, promują nienawiść lub wykluczenie.

Jednocześnie stawiamy jasne granice: nie publikujemy ani nie promujemy tematów związanych z gwałtem, przemocą seksualną ani brutalnym, pornograficznym okrucieństwem, przemocą wobec zwierząt, torturami, gloryfikacją nadużyć, mową nienawiści, dehumanizacją, wykorzystywaniem nieletnich ani treściami służącymi szokowaniu kosztem cudzej krzywdy.

Bunt Ikara to miejsce dla osób, które chcą tworzyć treści odpowiedzialnie, z wrażliwością na innych i odwagą w eksplorowaniu świata, ale nie kosztem czyjegoś bezpieczeństwa.
Za kodowanie oraz grafikę Buntu Ikara odpowiada Kontur. Wszelkie prawa autorskie do kodów są zastrzeżone.
krok po kroku strona główna karty postaci realia FAQ zapisz się discord administracja poszukiwania

niedziela, 31 maja 2026

Alea iacta est

31.05.2026Alea iacta est pisane przez Isobel de Kant oraz Oren WalshKości zostały rzucone (Juliusz Cezar przekraczając Rubikon, 10.01.49 r.p.n.e.)

24 komentarze

  1. Wczorajszy dzień zakończył kolejną kłótnią z siostrą, która sprawiła że znowu nie potrafił długo zasnąć. Aż do trzeciej nad ranem leżał pośród ciemności wbijając oczy w sufit i zastanawiając się, czy czasem nie powinien wreszcie wyjawić jej prawdy o swojej profesji. W końcu nie pierwszy już raz roztrząsał tę kwestię, nieodmiennie dochodząc jednak do wniosku, że im mniej wiedziała o jego poczynaniach, tym bezpieczniejsza była. Z jednej strony stale dręczyły go przez to wyrzuty sumienia, ponieważ czuł się zwyczajnie podle zbywając jej niepokój nic nieznaczącymi zapewnieniami o legalności interesu, w jaki wpakował się jeszcze jako nastolatek. Z drugiej obawiał się, że jeśli mała pozna fakty, będzie próbowała do niego dołączyć, upierając się że polując we dwójkę, będą mieli większe szanse w starciu z wampirami. Być może miałaby nawet rację. Z tym że dokładnie w chwili, w której by to zrobiła, zostałaby z automatu wciągnięta na długą listę niepokornych Łowców, nie zawsze z pochyloną głową trzymających się ściśle starych zapisów w grubych księgach. Nie zamierzał jej na to pozwolić, więc milczał uparcie już przez ponad dwadzieścia długich lat. Nie przyznał się nikomu, gdy jeden z nich ściągnął go prosto z ulicy jeszcze za dzieciaka, oferując sporą kwotę za rzekome przespanie się z jakimś bogaczem, któremu nie chciało się akurat ruszać z willi na przedmieściach. Z całości zgadzała się jedynie willa. Przynajmniej tak to zapamiętał. A teraz ? Cóż, najlepsze i najłatwiejsze do pokonania kąski przywłaszczali sobie, uznając że skoro zdecydował się na jakiekolwiek bliższe kontakty z potworami, powinien za to zapłacić odrzuceniem. Nie całkowitym, bo wyalienowany Łowca szybko mógłby stać się dla nich jeszcze groźniejszy niż po prostu buntujący się. Woleli mieć go pod kontrolą, ale jednocześnie nie chcieli ryzykować własnych kończyn, krwi, potu i diabeł wie czego jeszcze w otwartym starciu z najbardziej drapieżnymi osobnikami. Po co mieliby ryzykować, skoro we własnych szeregach i tak mieli sporo takich wyrzutków jak Oren ? Zwłaszcza że o nagłe zniknięcia takich samotników jak on rzadko kto pytał. Idealny układ, gdy miało się do sprzątnięcia sprytnego drapieżnika od wielu miesięcy zabijającego młodzieńców z najbardziej wpływowych rodzin miasta.
    Tego wieczora zerknął jeszcze raz na rysopis celu. Niewiele informacji, bo dla większości tych chłopaków nie udało się przed nim uciec, a nawet jeśli, rzadko kiedy docierali na posterunek policji. Wzrost: ok. 170 cm, więc raczej średni jak na mężczyznę. Przynajmniej w dzisiejszych czasach, bo kto wie ile już wieków szwendał się po tym świecie. Chrapliwy głos. Kręcone włosy o bliżej nieokreślonym kolorze, bo świadkowie mieszali się w zeznaniach. Ostatni obszar działania: okolice Grosvenor Square. Upewnił się, że wszystkie niezbędne sprzęty w trakcie trwania tej misji rzeczywiście znajdowały się w poprzecieranym plecaku stojącym przy drzwiach: nóż na wypadek, gdyby na drodze stanął mu jakiś niemający o niczym pojęcia idiota, załadowana myśliwska strzelba, rewolwer S&W z noktowizorem, również załadowany, zapas srebrnych pocisków i promiennik podczerwieni. Wszystko wydawało się na swoim zwykłym miejscu. Wystarczyło tylko zarzucić go na plecy, wsiąść na motor i ruszyć we wskazanym kierunku, mając nadzieję że i tym razem zdoła się wrócić o własnych siłach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Od kilku nocy chodziła jakaś niespokojna. Nie mogła się skupić na pracy, warczała na każdego kto się nawinął a w domu nie było lepiej. Potem zamknęła się w swoich pokojach i nie wpuszczała nikogo. Nie mogła spać w ciągu dnia. Gdy tylko zamykała oczy przesuwała miała nieodparte wrażenie, że coś się wydarzy. Nawet żerowanie czy seks nie rozładował jej napięcia. Nawet teraz, gdy obok niej odsypiał dzisiejszy kochanek i mimowolnie zacisnął ramię wokół jej nagiej talii mrucząc coś sennie. Odwróciła się by na niego spojrzeć. Niewinny, ale i potrzebny do jej istnienia. Jak i pozostała służba domowa wymieniająca się co parę dni. Westchnęła ciężko rozsuwając nieznacznie kotary, aby zobaczyć, która dokładnie to była godzina. Litości - była 15, wiec rzeczywiście spała cztery godziny. Dotknęła skroni, jakby ja miała dopaść migrena. Nie żeby ja cos tak trywialnego ludzkiego miało dopaść. Raczej przyzwyczajenie, takie jak w przypadku silnego wyburzenia, gniewu czy irytacji, przechodziła na francuski. Mimo dziesiątek lat, nigdy w pełni nie mówiła bez obcego akcentu.
    Słońce nadal prześwitywało przez nieszczelne kotary, ale musiała wstać. Wysupłała się z objęć kochanka i nałożyła na swe nagie ciało szlafrok przywiązując luźno w pasie i wyszła na korytarz.
    - moja pani? - zapytała zdziwiona służka, gdy ja zobaczyła.
    Nie zwróciła na nią uwagi idąc dalej korytarzem w stronę biblioteki. Może jak się skupi na czytaniu, to jej przejdzie?
    Dotarła do celu i wzięła do ręki pierwsza lepsza książkę. Im byłaby ona nudniejsza tym lepsza na sen. Inaczej jej samokontrola legła by w gruzach i w końcu by ktoś stracił życie, czego nie zrobiła od bliska 50 lat. Najwyższy dotąd rekord. Ale wystarczyła jej służba, którą miała, wobec czego nie musiała tak często polować.
    Rozległo się pukanie.
    - wejść! - drzwi sie rozsunęły i stanęła w drzwiach Emily, ochmistrzyni. - o co chodzi? - zapytała nie odrywając wzroku znad akapitu.
    - moja pani, jest dzien.
    - zdaje sobie z tego sprawę.
    - czy wszystko jest w porządku? Zawołać kogoś? Martwimy sie - Isobel westchnęła w duchu, pewna że cały dom już zna najświeższe domowe plotki.
    - Nie. - odparła sucho odpowiadając praktycznie na oba zadane pytania- Jednak posprawdzajcie szczelność kotar w całym domu. Możesz odejść.
    - Jak sobie życzysz. Zaraz rozporządzę polecenie - kiwnęła głową i się wycofała. Została sama. A w sumie była przez chwilę, gdyż gdzieś było otwarte okno i wleciał do pokoju Artemis, przysiadając na poręczy. Przekręcił głową wpatrując się w nią.
    Ponownie westchnęła zakładając zakładkę i spojrzała na ptaka. Kraa kraa.
    - Sama nie wiem. Nosi mnie a niewiedza wcale nie pomaga - dotknęła dzioba. Skubnął ja pocieszająco. Zaczęła ziewać. - zostań - mruknęła sennie. Nie wiedziała kiedy znowu zamknęły jej się powieki. Widocznie napięcie i wyczerpanie zrobiły swoje, gdyż tym razem już się nie obudziła. Za to jak nastał wczesny wieczór, odkryła, iż ponownie została przeniesiona do sypialni, w której po przebudzeniu była sama. Przez krótką chwilę, gdy służba weszła do pokoju ze świeżymi ubraniami i kieliszkiem czerwonego wina. Wzięła go do ręki i wypiła duszkiem. Gestem nakazała dolać.
    - mam ochotę pobiegać. Przynieście mi mój strój do biegania. - powiedziała biorąc następny łyk. Sięgnęła po telefon leżący na komodzie, podczas gdy służki uwijała się w pokoju, a sama Isa stanęła na podłodze w satynowej ciemnofioletowej koszulce sięgającej do ud i przeniosła się na fotel.
    Czego się tej nocy nie spodziewała? Że wywróci jej życie do góry nogami i będzie ono dynamiczne.
    Po sprawdzeniu wiadomości, odpisaniu na nie, przeczytaniu maili, w końcu się ubrała. Dobra była to noc na bieg, który to wpierw zrobiła wokół domu a potem przeniosła się w okolice miasta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świst wiatru uderzającego o motor pozwolił mu zapomnieć o wczorajszej kłótni i trochę się wyluzować. Wieczorna mgła osiadająca na ubraniu w malutkich, przezroczystych kroplach mająca mu towarzyszyć aż do celu utrudniała robotę, ale nie zakładał by miała pokrzyżować mu plany. W końcu tak ponura pogoda nie była w Londynie niczym nowym. Prawdę powiedziawszy w pewnym okresie treningów zdążył ją nawet w pewnym stopniu polubić, bo pozwalała się lepiej maskować także śmiertelnikom. Przynajmniej dopóki przypadkiem się o coś nie potknęło, przecinając skórę, bo wampiry zapach krwi potrafił przyciągać nawet z najdalszych zakątków tego przeklętego miasta. Szczególnie te wyjątkowo stare i wygłodniałe. Ostatnie pół kilometra pokonał bez włączonych świateł, nie chcąc przyciągać niepotrzebnej uwagi. Wystarczyło że silnik pojazdu przez cały czas mruczał równomiernie wygrywając swoją własną melodię. Nie musiał być jeszcze widoczny. Dotarłszy na miejsce, ukrył go w niewielkiej drewnianej budce, którą pozostawili tu po sobie robotnicy, gdy ostatni raz coś remontowali. Sam zaś przyczaił się za jednym z filarów strzegących dojścia do dawnego domu pałacowego ogrodnika, obecnie przerobionego na cukiernię za dnia oferującą tradycyjne wypieki mające rzekomo swym smakiem nawiązywać do dawno minionych wieków. Podświadomie zawsze przeczuwał, że to kolejny reklamowy blef chytrych sklepikarzy, ale biorąc pod uwagę tłumy ją odwiedzające, reszta społeczeństwa chyba się nad tym nie zastanawiała. Cóż…i tak nie przyszedł tu dzisiaj, żeby zaspokoić głód. Przynajmniej nie fizyczny, bo te parę dni spędzonych jedynie przed ekranem komputera na przetrząsaniu darknetu w poszukiwaniu nieoficjalnych wiadomości o wszelkich niewyjaśnionych napaściach na ludzi w okolicy, czy włamywaniu się do baz danych organów ściągania z nadzieją na znalezienie tam rysopisów sprawców podobnych zabójstw, sprawiło że teraz oprócz metalicznego smaku adrenaliny w ustach czuł także słodkawą nutę napięcia większego niż zazwyczaj w tego typu sytuacjach. Krótko mówiąc, przez ten cały czas jego umysł wariował z powodu braku akcji, chwytając się wszelkich innych zajęć, byle tylko do końca nie pogrążyć się w otchłani szaleństwa. Tego wieczora, powoli acz nieubłaganie przemieniającego się w chmurną noc miało się to zmienić. Szósty zmysł wyczulony przez lata ćwiczeń podpowiadał mu bowiem, że jego ofiara miała pojawiać się lada chwila. Samotny młodzieniec mający najwidoczniej wyjątkowo duże problemy ze snem, skoro o drugiej nad ranem zamiast leżeć grzecznie w ciepłym łóżku szwendał się bez wyraźnego celu po parku, mrucząc coś sam do siebie wydawał się dość łatwym celem dla prawdopodobnie wiekowego już drapieżnika.

      Usuń
    2. Nie mylił się. Wystarczyło poczekać niecałe dziesięć minut, wpatrując się w obraz rzucany przez noktowizor, by wprawne oko wychwyciło nieznaczny ruch przy południowej bramie przemykający się od jednej plamy cienia do drugiej. Starannie unikającego jakiegokolwiek kontaktu ze wszelkimi refleksjami ulicznych lamp. Trudne zadanie, biorąc pod uwagę że rodzina księcia Westminsteru jeszcze przed urodzeniem Orena zatroszczyła się o wyjątkowo dobre oświetlenie swych włości, ale nie niemożliwe do wykonania dla tak poniekąd fascynującej istoty. Być może zabrzmiałoby to wyjątkowo dziwnie wypowiedziane na głos, ale mężczyzna jednocześnie na nie polował, jak i zarazem się nimi fascynował. Odczekał jeszcze trochę i dopiero, gdy upiór zbliżył się do nieszczęśnika na wyciągnięcie dłoni, wystrzelił z podpartej na pośpiesznie skleconym stojaku strzelby. W tym fachu nigdy nie należało się śpieszyć, jeśli nie chciało się samemu wylądować na talerzu. Miał pecha, bo akurat gdy srebrna kula przecinała powietrze chłopak schylił się, by zawiązać buta, a jego prześladowca odsunął się nieznacznie, by nie dostrzegł go, zerkając przypadkowo w tył. Wleciała w krzaki, raniąc przyczajonego w nich szopa, którego głośne skargi nakazały bestii rozejrzeć się uważnie. Przez parę sekund jej spojrzenie spoczęło nawet na filarze, za którym siedział, przyprawiając go o przyśpieszone bicie serca, lecz ostatecznie znów skupiło się na kolacji. Nie zamierzając ryzykować kolejnej porażki, Walsh zdecydował się opuścić swoją dotychczasową kryjówkę. Zresztą zdążył już trochę przymarznąć, a ostatnim co mu się marzyło było z pewnością złapania przeziębienia, o co w tym klimacie było wyjątkowo łatwo. Problem w tym, że jako śmiertelnik nie poruszał się tak sprawnie jak jego przeciwnik, toteż co jakiś czas chcąc nie chcąc pojawiał się w jaśniejszych miejscach, a wtedy jego czarne ubranie przyciągało uwagę niczym wiszący na granatowym niebie księżyc w pełni. Szlag, dobrze że wampir w międzyczasie zdążył już przyssać się do szyi młodzieńca, bo w innym wypadku sam mógłby zamienić się z nim na miejsca. Sto metrów wydawało się sensowną odległością, by wyjąć rewolwer z kieszeni kurtki i wysłać kolejną salwę. Tym razem udaną, bo nieprzyjaciel syknął charakterystycznie, odrywając się nagle od swojego posiłku, który natychmiast zaczął uciekać. Niezaspokojone i wyraźnie wściekłe monstrum skupiło się zaś na facecie, który miał czelność przerwać mu konsumpcję. Jedynym zresztą nadal pozostającym na placu, więc o pomyłce nie mogło być mowy.

      Usuń
    3. - Głupi człeku, czyś wiesz coś właśnie uczynił ?! – Warknął wściekle, dosłownie rzucając się w kierunku szatyna, w akcie desperacji wypalającego do niego kolejny pocisk.
      Musiał utknąć w lewym ramieniu, bo cała ręka od razu zaczęła bezwładnie zwisać. Wystraczająco przygnębiający efekt, by rozproszyć uwagę nieśmiertelnego dostatecznie długo, by z głębi plecaka zdążył wydobyć nóż. Kiepska broń w otwartym starciu do jakiego miało właśnie między nimi dojść, bo stalowa, ale lepsza niż żadna. Przecież i tak szarpiąc się z wielowiekową bestią nie mógłby skorzystać nawet z swojego krótkiego S&W. Do tego potrzebował przynajmniej kilku metrów wolnej przestrzeni, a tej brakowało mu nawet obecnie. Szarpanina na śmierć i życie była dosłownie nieunikniona.
      Nie wiedział ile dokładnie trwała, bo w pewnym momencie przestał odczuwać cokolwiek oprócz okropnego bólu przeszywającego mu prawie każdy element ciała. Krwi ich obu walało się wokół na tyle dużo, że można by ją było zapakować w beczki i sprzedawać jako farbę do ścian, co zauważył dopiero, gdy pierwsze słoneczne promienie padły na pobojowisko. Zwróciwszy zawartość żołądka, dostrzegł sztywne ciało leżące pod najbliższą ławką. O dziwo w całym tym szale musiał nie zarejestrować która kulka zabiła wreszcie tego diabelskiego pomiota. Zresztą czy to takie ważne ? Grunt że był martwy, a on jakimś pierdolonym cudem przetrwał jeszcze jedną noc. To czy uda mu się natomiast przeżyć dzień można było już poddać dyskusji, bo stracił siły niezbędne chociażby do samodzielnego podniesienia się na równe nogi. Mógł jedynie doczołgać się z powrotem do budki, w której porzucił motor i czekać cierpliwie aż odnajdzie go jakaś dobra duszyczka. Albo również tam paść, jeżeli pomoc przyjdzie za późno. Był już w takim stanie, że tak po prawdzie mało co go to obchodziło. Nie myślał nawet o tym w jaki sposób przetrwa bez niego Tamara. Chciał jedynie osunąć się w nicość. Najlepiej na zawsze.

      Usuń
  3. Nie myślała podczas biegu. Praktycznie całkiem sie wyłączyła. Nogi niosły ja w różne kierunki. Inni pewnie by sie z niej śmiali. Biegała? A po co? Do niczego to nie było potrzebne. Jednak Isa myślała o tym inaczej. Nawet budowanie "kondycji" do czegoś się przydawało i nie tylko jako hobby. A teraz, to chyba zamierzała przebiec cale miasto. Raz tylko w połowie nocy zajrzała do swego lokalu. Nie żeby postraszyć personel nagłym nalotem ich właścicielki, acz w ich minach widziała, iż tak pomyśleli. Cień zadowolenia przemknął przez jej twarz, gdy ruszyła do biura. Wyszła z niego po godzinie, zostawiła instrukcje dla zastępcy i weszła dalej w noc.
    Była bliska parku, gdy wyczuła na tym obszarze napięcie. Zmarszczyła brwi. Chciała ominąć ten teren, ale instynkt miał coś innego na myśli i bardzo stał się męczący. Zatem bieg zmienił sie w trucht a potem szybki marsz, aby w końcu całkiem zwolnić. Weszła znudzonym krokiem. Nic specjalnego. Parę maruderów przemykających przez park i starających sie udawać, że ich nie ma. Jeden siedzący na ławce, jakby na coś czekał mimo późnej pory nocnej, albo tez wczesnej rano. Zależy jak na to spojrzeć. Miała jeszcze czas, by sie włóczyć po mieście. Wyszła inna bramą, wyczuwając drgania nocy innego wampira, ale nie zwróciła na to uwagi. Czasem lepiej nie wiedzieć, w jakich interesach sie pobratymcy obracają.
    A potem pluła sie w brodę, ze nie została. Wypadki potoczyły sie dynamicznie, bo uporczywie wciąż krążyła wokół parku nie oddalając sie od niego zbytnio, więc w następnym okrążeniu wyczuła krew. Świeżą posokę utoczoną niedawno. Roznosiła się ona po całym parku niczym kompas, gdzie miała iść. Musiała się mocno powstrzymać, przed wysunięciem kłów i zapanowaniem nad głodem, zanim weszła w tę rzeź. A krwi było wszędzie.
    Stanęła nieruchomo, aby w pełni objąć ten krajobraz. Zignorowała pierwsze promienie słoneczne jak tylko padły na jej bladą skórę. Miała jeszcze czas, aby sie schować. Rozdzwonił się jej telefon, ale go zignorowała, gdy szła śladami krwi, do wampira, którego zarejestrowała wcześniej - już sie powoli obracał w popiół.
    Były też inne ślady. Podążyła nimi aż w końcu do celu dotarła. Delikatnie mówiąc, aż dziwne było, że jeszcze słyszała jego puls. Był słaby, gdy go sprawdziła a patrząc na ilość krwi, w każdej chwili on sam mógł zejść z tego świata. Kolejny sygnał telefonu, oderwał ja chwilę od oględzin.
    - pani?
    - w tej chwili przyślijcie samochód. To sytuacja awaryjny.
    - czy coś ci grozi?
    - Osobiście nie, ale nie jestem sama - odparła znużona, jednocześnie łagodnie badając obrażenia. - Niech ambulatorium będzie przygotowane. Macie 10 minut. - zakończyła rozmowę. Tyle mniej więcej sie orientowała ile, może mieć czasu do stanu krytycznego. Jeszcze nie, acz był blisko.
    Znała go, jakże by inaczej. Z pewnego oddalenia przyglądała sie jego rozwojowi. Ostatnia rzeczą była myśl, że go teraz zobaczy, jak umierał.
    Pokręciła głową. O nie!
    Jeszcze nie. Owszem, mogła go po prostu zanieść do szpitala, ale nie zdążyła by na czas. Za daleko. Jedną z nielicznych opcji, byłoby po prostu go zmienić, jednak wola by ofiary, ewentualnie kandydaci, mieli wolną wolę. Inną opcją było podanie jej krwi, aby zapauzować rychłe przejście do domu Abrahama.
    - nawet o tym nie myśl - mruknęła nie mówiąc konkretnie do nikogo.
    Podniosła jego głowę, by podłożyć pod ramie a druga zaś nagryzła swój nadgarstek i podała mu pod usta.
    Nic sie nie wydarzyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. - Oren - warknęła lodowato - pij. Nie umrzesz tutaj dzisiaj. Przełknął w odruchu, potem drugi raz nim całkiem odpłynął. Szczęście dla niej, że leżeli w cieniu, ale ten szybko sie zmniejszał. Czuła nadchodzący dzień, ale z uporem zmusiła się do nie zasypiania.
      Nie wiedziała, ile zeszło, gdy w końcu samochód z zaciemnionymi szybami sie pojawił i wyszli jej ludzie.
      - pani!! - podbiegli. - ta krew...
      - To nie moja krew - ucięła szybko - zabierajcie nas stąd... i weźcie jego motor - jęknęła, gdy słońce musnęło jej skórę, która po chwili zaczęła skwierczeć i czerniec. Ktoś narzucił na nia ciemny płaszcz i zaniósł do auta, ktoś inny zabrał chłopaka a potem ruszyli z piskiem opon.
      Na szczęście udało im sie ominąć poranne korki, gdy zjeżdżali w boczną drogę. Isobel wychynęła głowę znad płaszcza i przyglądała mu sie. Miała na sobie jego krew, chociaż na ciemnym nie było jej widać, to i tak ja czula, co wcale nie poprawiało jej samopoczucia.
      - ile jeszcze? - warknela lodowato, majac wrazenie, ze czas umyka.
      - mniej niż minuta, pani. + Odparł kierowca przyspieszając az wjechali na żwirowa drogę prowadzącą do posiadłości albo bardziej na jej tyły, gdzie był podziemny parknig.
      Resztę pamiętała jak przez mgłę. Dwie różne grupy przekrzykiwały sie aż w końcu je uciszyła.
      - Wez go. Nic mi nie jest. Lekkie oparzenia. Będę oczekiwać raportu.
      Nosze na kółka szybko go zabrały do ambulatorium, który był też dobrze zorganizowanym szpitalem, a gdzie teraz od razu Oren trafił na stol operacyjny.
      Operacja trwała kilkanaście godzin. Przetoczono kilka litrów odpowiedniej grupy krwi, poskładano rękę i przy okazji udo, które sie przemieściło i przebiło skórę, gdy go pobieżnie umyto, gdzie je trzeba było nastawić na miejsce i włożono w szynę, o czym pewnie sam Oren nie wiedział. Złamane zebra przebiły płuco. Groziła mu sepsa, jednak krew Isy pomogła zatamować wewnętrzne krwawienie na tyle, ze to ustało i zasklepiło dziurę. Trzeba było tez ściągnąć zgromadzoną wodę w organizmie. Już teraz widać było wypływające różnej wielkości siniaki. Nie mówiąc o potężnym krwiaku z tyłu głowy. By nie czuł bólu, wprowadzono go w śpiączkę.
      Chirurdzy zrobili co mogli i teraz czas pokaże czy z tego wyjdzie.
      Isobel nie chciała pomocy mówiąc, że oparzenie sie samo zagoi, jednak zmieniła ubranie na świeże, bo jego krew nie pomagała w dyscyplinie. Już teraz chciała tam iść i na nim zerować, jednak któraś z jej owiec podejrzewając jej stan ducha sama przyszła. Zaczęła się posilać, tym razem gwałtowniej.
      Musieli ja potem silą z niego ściągać, aby go nie zabiła przypadkowo, mimo pory dnia nadal ja posiadała, a potem sama opadła z siły trzęsąc się nad możliwością popełnienia zgonu. Dawno tak nie straciła nad sobą panowania. Obudziła sie po paru godzinach snu, nadal był dzień i wezwała medyków. Wysłuchała a potem odprawiła.
      Westchnęła głucho. Prawie go straciła. Teraz sobie wyrzucała, iz powinna była zostać, ale mleko sie rozlało. Musiała czekać dobę, czy przeżyje - jeszcze nigdy tak jej sie nie dłużyła, gdy zdecydowano sie go powoli wybudzać. Nie było jej przy tym - ze względów bezpieczeństwa. Po domu chodziła bez celu, milcząca, ignorująca. Służba się martwiła.

      Usuń
    2. Pierwszym odczuciem towarzyszącym mu po wybudzeniu ze śpiączki było kompletne niedowierzanie, które dość szybko przeszło w strach. Nie wiedział gdzie się znajduje, za to zdawał sobie aż zanadto sprawę z faktu, że nie powinien przeżyć tej nieszczęsnej walki. Widział już podobne sceny podczas polowań zbiorowych, w dawno minionych czasach, zanim któryś z braci nie odkrył jeszcze przypadkiem jego dość bliskich relacji z niektórymi wampirami i nie doniósł o tym pozostałym, a ci nie uznali go za zagrożenie dla ciągłości trwania wszelkich zrzeszeń Łowców. Czyżby trafił na drugą stronę, jakkolwiek by jej nie nazywać ? Uchylił powoli powieki, rozglądając się uważnie dookoła. Ostre światło żarówek odbijające się od starannie wysterylizowanych płytek poraziło mu wzrok, zmuszając do gwałtownej serii mrugnięć. Potrzebował dłuższej chwili, by móc skupić go na czymkolwiek w pobliżu. I tu pojawił się kolejny problem – obrazy roztaczające się przed jego oczami posiadały nieostre kontury. Przybierały dziwaczne kształty i kolory jakby znajdował się pod wodą. Tyle że wciąż mógł oddychać. Może nie całkiem swobodnie, bo nie pozwalał mu na to okropny ból w żebrach, świadczący jak bardzo pomylił się, zakładając że wreszcie wezwał go przed swoje oblicze bóg, czy inny wytwór ludzkich wierzeń, ale jednak. Pomijając już fakt, że mimo stale pracujących wentylatorów chłodzących powietrze w pomieszczeniu, niemal dusił się z gorąca. Wniosek był prosty – nie mógł zostać ani chwili dłużej wśród tych dziwacznych istot rodem z sennych koszmarów. Za wszelką cenę musiał wydostać się na zewnątrz. Poczuć na skórze życiodajne ciężkie krople, od których obecnie oddzielały go szyby zamontowane w wysokich oknach. Uciec do swojej małej samotni pod miastem, o której istnieniu nie wiedziała nawet Tamara. Odpocząć i wyleczyć rany, by potem móc odebrać należną nagrodę. Wrócić do Newham, by móc znowu stać się jej rycerzem na znowu nie tak białym koniu. Ignorując ból szarpiący mu każdy nerw niczym wygłodniała wataha ulicznych kundli oraz wyraźne omamy, zaczął powoli podnosić się do pozycji pionowej. Niestety niemal natychmiast zacisnęły się na nim ręce potworów, uniemożliwiając postawienie choćby jednego kroku. Na nic zdały się usilne próby wyszarpania się im poparte groźbami i soczystym słownictwem. Któryś z nich najwidoczniej wstrzyknął mu jakiś zastrzyk, bo znowu pogrążył się w błogiej nicości.

      Usuń
  4. Mimo prób i bolącej części ciała, nie udało jej sie ponownie zasnąć. Przebrała się bez pomocy w luźną sukienkę i wychynęła głowę ze swej sypialni na korytarz. Przeklęła pod nosem widząc odkryty korytarz. Nie miała ochoty wzywać służby, tylko po to aby go zasłonili. Wróciła więc po ciemny płaszcz z kapturem i wyszła uważając na jasne miejsca. Na rogu przestraszyła służkę, która szła z naręczem świeżo wyprasowanej pościeli i ja wypuściła mając ochotę zrugać intruza, ale zamarła widząc ją.
    -..p..p...pani, ja... - zaczęła się jąkać schylając sie by podnieść pranie. Chciała stąd zniknąć, jednak Isa nie miała jej tego za złe. - nie widziałam, że pani tu jest.
    Westchnęła.
    - Jesteś tu nowa? - spojrzała na nią poprawiając kaptur na głowie.
    - tak, proszę pani.
    - Mabel rozumiem przedstawiła ci warunki?
    - tak, proszę pani.
    - Dobrze... - zaczęła, ale jej przerwała.
    - czy.. będę miała kłopoty? - zapytała cicho.
    Zmierzyła ja krótko.
    - nie, powiedz Mabel że oczekuje ja w gabinecie. - odparła - i Alice, uspokój się już. Nie wyrzucam swoich pracowników za wpadniecie na mnie. - powiedziała znużona - pozasłaniajcie okna, za jasno.
    - oczywiście moja pani, jak pani sobie życzy - dygnęła z bezładnym stosem pościeli, odwróciła się, by szybko zniknąć z pola widzenia. Do kuchni wpadła zdyszana i zaczerwieniona. Osoby pracujące w tej chwili spojrzały na nią.
    - Alice? Co się stało? Dlaczego niesiesz pranie w takim stanie?
    - ja? widziałam... widziałam...
    - wykrztuś to w końcu. - Mabel wyszła na przód, wzięła ja pod ramie i usadziła na zydelku przy stole.
    - Co się stało? - powtórzyła.
    - Szłam korytarzem z praniem, aby je zanieść do szafy, i... natknęłam się na panią?
    - CO? - zerknęła na zegar - powinna jeszcze spać. Szlag by to. Patty zostaw te garnki, idź teraz z Sebastianem na korytarze.
    - dlaczego ja...
    - A widzisz tu kogoś jeszcze?
    - ja widze... - wskazała na nową
    - idź, lepiej nie drażnić teraz panią. Alice, gdzie ja spotkałaś?
    - Chyba to było zachodnie skrzydło, na drugim piętrze. Mówiła, że chce cie widzieć w gabinecie. Ja się jej nie spodziewałam, była w płaszczu.
    Mabel westchnęła.
    - Dobrze już. Weź zaparz sobie melisy. A potem zajmij się tym kłębowiskiem. To zły czas, teraz, gdy trwa sezon towarzyski.
    Poprawiła mundur i poszła przejściem służbowym, aby dostać sie do biura, zastanawiając się w jakie konsekwencje z tego wynikną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Zapukała.
      - wejdź Mabel.
      - pani, wzywałaś? O nie, okna... - dopiero teraz zerknęła na pokój i szybkim krokiem ruszyła by je zasłonić.
      - dziękuje - odparła słabym głosem Isa.
      - pani? Dlaczego nie spicie? - podeszła do niej, by wspomóc przy siadaniu. - wezwę medyków - dodała widząc w dalszym ciągu zaczerwieniona skóre.
      - Nie trzeba. Nalej mi wina. - rzuciła się do karafki, w której była wymieszana ciecz a potem wypiła.
      Czekała.
      - Dobrze wiesz, ze mamy u nas nietypowego gościa. Macie sie nim zaopiekować na czas jego pobytu. Myślę, że parę dni rekonwalescencji mu wystarczy. - zamilkła na dłuższą chwilę wpatrując się w konkretny punkt. Czuła narosłe napięcie panujące w głębi domu. Wreszcie sie obudził. Wróciła wzrokiem do kobiety. - Wszyscy maja sie zachowywać naturalnie, zamykam do odwołania zachodnie skrzydło. - zmrużyła oczy - nie musze przypominać o zachowaniu dyskrecji.
      - A dzisiejszy bankiet u wicehrabiego?
      - odbędzie sie według spotkań towarzyskich. Przygotujcie wszystko na godzinę 23 - wstała trzymając się placu biurka. Wzrok jej sie zamazywał, czując że znowu odpływa.
      - moja pani - ruszyła się aby podtrzymać. - Martin, chodź mi pomóż - krzyknęła na lokaja, który pojawił się wchodząc do pokoju. Mabel odchyliła płaszcz i syknęła. Oparzeń było więcej. Zwłaszcza na stopach i dłoniach, które były odkryte gdy wchodziła do pokoju. Popatrzyli po sobie.
      - pójdę po medyka. - powiedział, gdy przenosili ja na sofę. Kobieta sięgnęła do szafki po woreczek krwi. Odkręciła kurek i z niemałym trudem otworzyła usta, aby wlać ciecz. Zerknęła raz jeszcze na kotary, poprawiając nieszczelności.
      - juz jestem... no nieźle. - odparł patrząc na odsłonięte miejsca.
      - podałam jej krew.
      - dobrze, ale może być za mało. - sięgnął po maść i bandaż i zaczął swoja prace, potem oboje zanieśli ja do sypialni. - Do wieczora sie zagoi
      Skinęła głową.
      - Musze rozporządzić dyspozycje. - powiedziała i oboje wrócili do swych zajęć.

      Usuń
    2. Minęło kolejnych parę nocy, które były intensywne. Dzieliła dom miedzy pracą a balami, zaliczyła też parę krótkich wyjazdów służbowych. Do domu czwartej nocy wracała całkiem wcześnie z kolejnej imprezy, po której nastąpiła aukcja. Nic nie kupowała, ale przynajmniej jej obecność została zarejestrowana i odnotowana. Rozmawiała i uśmiechała się dla pozorów, ale czuła zmęczenie.
      W samochodzie zzuła buty
      - niedługo będziemy na miejscu - odezwał się szofer znad kierownicy.
      - wysadź mnie przy altance - odparła sprawdzając w telefonie wiadomości.
      - pni, ale to kawałek drogi.
      - to nic. Przejdę się - dodała chociaż kreacja półoficjalną nie była przystosowana do powierzchni. Tej nocy padało a długa sukienka w kolorze ciemnego bursztynu zamiatała podłoże. To nic. Wrzuci się do pralni i będzie jak nowa.
      Potrzebowała ruchu a jeszcze się nie spieszyła do powrotu.
      Stanęli i wysiadła.
      - Martin, samochód już dziś nie będzie potrzebny. Masz już wolne.
      - dziękuje, pani - skinął głową i odjechał. Isobel nie oglądała sie za siebie, gdy ja minął.
      Nareszcie sama - pomyślała niespiesznie w stronę zadaszonej budowli. Usiadła na ławeczce skierowanej na sztuczne jeziorko. Lubiła tu siedzieć i patrzeć w dal. Wtedy też mogła zdjąć swoje maski, które przylegały w ciągu nocy dla większej publiki.
      Siedziała tam dobra godzinę, gdy postanowiła wrócić. Niespiesznie szła bosymi stopami podtrzymując dół sukienki, by nie zawadzała o zahaczającą roślinność. Nie spodziewała się żadnych niespodzianek, a tym bardziej stanięcia oko w oko z Orenem, który powinien jeszcze spać w swoim pokoju.

      Usuń
    3. Wybudzony ponownie, zmusił się do niewariowania. Niestworzone obrazy nadal fruwały mu przed oczami, ale wiedział już że szarpanina z krążącymi w pobliżu paranormalnymi jestestwami nie mogła przenieść mu nic poza kolejną serią zastrzyków usypiających. Po prostu więc zamknął z powrotem oczy, pozwalając by robili to, co do nich należało. Myśląc. Planując. Usiłując odgadnąć gdzie właściwie go przetransportowano. Jeśli był to szpital, to z pewnością nie jeden z tych zwyczajnych dla biedaków, do których przyzwyczaił się jako nikomu niepotrzebny dzieciak ani żaden z tych publicznych dla klasy średniej, do których zdarzało mu się trafiać odkąd zaczął zarabiać na tropieniu i zabijaniu wampirów. Może w akcie zemsty postanowiono wywieźć go daleko za Londyn… Mówiło się, że w ten sposób niejednokrotnie ginęli niepokorni Łowcy, a on właśnie do nich należał. Tylko czemu ktoś, kto chciałby się go pozbyć, miałby go próbować leczyć ? Nie, to nie miało najmniejszego sensu. Musiał zdarzyć się więc cud i los w całej swej pokrętnej logice zdecydował się go znowu uratować. Po raz kolejny przeciągnąć moment zanim wreszcie zakopie go głęboko pod ziemią.
      ***
      Nie miał pojęcia po jakimś czasie przeniesiono go do innego pomieszczenia, surowo zakazując wychodzenia i zwiedzania korytarzy. O tyle dobrego, że przynajmniej oddano mu komórkę, bo w końcu mógł wysłać SMS-a do siostry, by zapewnić ją że nadal żyje, ale nie wróci przez dłuższy czas do domu. Nie miał ochoty na rozmowę. Obawiał się bowiem, że domyśli się jego obecnego stanu po subtelnych zmianach w tonie głosu i jeszcze w jego poszukiwaniu zacznie na własną rękę przetrząsać miasto. Już lepiej, żeby siedziała sama w pobliżu Newham. Może nie należało ono do najbezpieczniejszych dzielnic, lecz póki była u siebie, zawsze istniała większa szansa, że w razie czego pomoże jej ktoś z najbliższego sąsiedztwa. Dopiero po uciszeniu wyrzutów sumienia, pozwolił sobie na dokładniejsze przyjrzenie się swojemu tymczasowemu więzieniu. Chyba już miał okazję w nim kiedyś przebywać, bo zdobiące ściany obrazy i zegar, którego wskazówki przesuwały się leniwie nad drzwiami z czymś mu się kojarzyły. Wspomnienie to musiało być jednak bardzo odległe, bo mimo długotrwałych potyczek z własnym umysłem, nie potrafił określić z czym dokładnie.
      ***
      Zdążył już dawno stracić rachubę ile to dokładnie dób spędził zamknięty w tej luksusowej klatce nim wreszcie zezwolono mu na krótki spacer po okolicy. Parę dni ? Tydzień ? Może dłużej ? Mniejsza, najważniejsze że powoli zaczął odzyskiwać upragnioną wolność, bo jeszcze chwila a chyba zacząłby z nudów chodzić po ścianach. Nie interesowało go nawet, że za oknami zaczął już zapadać zmrok. Niczym dzikie zwierzę instynktownie skierował się do najbliższego wyjścia, gdy tylko medyk zniknął mu z oczu. Najchętniej rzuciłby się do niego biegiem, obawiając się że ten niedługo jednak wróci, zmieniając zdanie, lecz nie pozwalała mu na to chora noga. Nadal mocno utykał, ale przynajmniej parł naprzód, krążąc po coraz bardziej tonących w mroku ogrodach. Kilka razy po prostu zalegając w starannie przystrzyżonej trawie. Łapczywie wdychając zapachy natury, które już dawno tak go nie zachwycały. Pozwalając się im pochłonąć tak długo, dopóki nie usłyszał zbliżających się powoli kroków. Wówczas podniósł się niechętnie, wlepiając spojrzenie w drugi kraniec ścieżki.
      - Piękna noc, nieprawdaż ? – Posłał kobiecie lekki uśmiech.

      Usuń
  5. Powinna była być przygotowana do faktu, że jak nie spał, to nie pał i żadna siła by go do snu nie zmusiła. Jednakże czego innego sie po nim nie spodziewała. Westchnęła w duchu. Oczywiście czytała raporty o rekonwalescencji, wiedziała też że coraz bardziej był zirytowany zamknięciem i nie możnością ruchu. Było to naturalnie zrozumiałe, jednak nie sadziła, ze zdoła przemknąć z własnego pokoju.
    Oho trzeba będzie poważnie porozmawiać z ochroną. Tak przy okazji.
    Udało jej sie zamaskować złośliwy uśmiech, który zaczął sie pojawiać na ustach z myślą o panice jaka może wywołać.
    Westchnęła ciężko.
    - Piękna, ale też pracowicie nużącą - odezwała się w końcu nie przestając iść.
    Poruszyły się firanki w oknach parteru. Zauważyła to. Dała gest dłonią, by sie wycofali.
    Skierowała się do ławki, by zyskać na czasie. Nie wiedziała jak rozpocząć rozmowę "po latach" nawet jeśli z tego okresu miał mgliste wspomnienia. Wcale nie była na nia przygotowana.
    - słyszałam, ze ktoś tu gości. Długo tu już jesteś? - zapytała udając zaciekawienie - Co się stało z twoją nogą. Musi boleć. - zauważyła jego minę. Jakby sama tego nie wiedziała. - Nie musisz odpowiadać jak nie chcesz.
    Zasłoniła dłonią usta, by ukryć ziewniecie i swoje urocze białe jak śnieg ząbki, tak nienaturalne jak jej jasna skóra. Szczęście, że chmury zakrywały niebo i sie tak nie oznaczała w ciemności. Robiła sie głodna a jego obecność wcale nie pomagała. Zamrugała, by się opanować.
    Za nimi drzwi się otworzyły, zamknęły i usłyszała tupot stóp. Mabel.
    Zerknęła na nią krótko i ostro.
    - Panienko... jesteś. Mieliśmy cię już szukać. Późno już. Czekamy z późną kolacją - odparła kobieta narzekając - pewnie zdążyła już wystygnąć.
    - zaraz przyjdę, dziękuje, żeście poczekali.
    Popatrzyła oddalającą sie i jęknęła.
    - eh, pilnują mnie jak by mnie mieli zaraz porwać - bąknęła z udawana irytacja.
    W zasadzie było to też forma przypomnienia, iż nie powinna tu teraz być sama z nim. Tylko to i tak kiedyś miało nastąpić.

    OdpowiedzUsuń
  6. Irytowało go nie tylko samo zamknięcie w obcym, zdecydowanie zbyt luksusowym jak na jego gust, miejscu. Choć nie był obecnie w najlepszej kondycji, nie uważał, by tutejsza służba musiała niańczyć go codziennie niczym nieporadne dziecko. Być może ciało nie służyło mu teraz tak jakby tego sobie życzył, ale nie oznaczało to też, że gdyby tylko mu na to pozwolono, nie znalazłby samodzielnie drogi chociażby do kuchni. Przecież nie był sparaliżowany. Wkurzał się więc za każdym razem, gdy przynosili mu te nieszczęsne posiłki. Parę razy nawet odmawiał ich zjedzenia aż do późnego wieczora, kiedy to głód okazywał się wreszcie silniejszy od urażonej dumy. Zresztą bądźmy szczerzy, potrzebował sił, by zakończyć tą jebaną rekonwalescencję i wreszcie się stąd wydostać. Wrócić do własnych czterech ścian. Upewnić się, że u Tamy wszystko gra. Przepłoszyć ewentualnych patałachów, którzy z całą pewnością zdążyli już opracować co najmniej dziesięć sposobów na dobranie się do jej delikatnej rączki. Co gorsza mógł ukrywać się pomiędzy nimi jakiś wampir. Na samą już myśl, że jego młodsza siostrzyczka mogłaby ulec takiemu capowi z piekielnych czeluści czuł na ciele zimne ciarki. Nie wyobrażał sobie, by kiedyś stała się jedną z nich i inni Łowcy mieliby zacząć na nią polować. Już prędzej sam by ją wtedy zamordował, bo przynajmniej mógłby być wówczas pewien, że zrobi to w miarę etycznie. Zresztą tego sukinsyna, który by ją przemienił też posłałby prosto z powrotem do grobu. Z tym, że nie pozwoliłby mu zbyt szybko umrzeć. Nie zasługiwałby aż na taką łaskę. Tego jednego był pewien jak niczego innego.
    - Wypadek na motorze. – Skłamał bez mrugnięcia okiem, wlokąc się za właścicielką przybytku. Wielokrotnie łgał już w ten sposób małej, więc miał tę i podobne uspakajacie gadki dawno doskonale opanowane. – Wpadłem w poślizg i spadłem z urwiska prosto na skały. A właściwie się sturlałem. Powinienem jechać wolniej po tych okropnych wiecznie wilgotnych uliczkach, ale śpieszyłem się do pracy. Nie ma o czym mówić. – Dodał, siadając obok niej na ławce. – W każdym razie dziękuję za uratowanie. – Obdarzył ją wdzięcznym spojrzeniem, zdrową ręką odgarniając z oczu lekko przydługą grzywkę. Najwyższy czas wreszcie zrobić coś z tym buszem na głowie. – Wiesz może… - Miał już sformułować pytanie dotyczące dnia, w którym wreszcie pozwolą mu odejść, lecz na widok zbliżającej się pośpiesznie służki, natychmiast ugryzł się w język. Jeszcze znowu dowiedziałby się, że nie powinien się nad sobą rozczulać. Tak jakby nie informował ich już chyba miliard razy, że musi zajrzeć do Tamary. – Mówisz jakbyś też chciała się stąd wyrwać. – Zauważył ze śmiechem, gdy Mabel zniknęła z powrotem w otchłani posiadłości.

    OdpowiedzUsuń
  7. Rzuciła mu przeciągłe spojrzenie acz kąciki ust mimowolnie uniosły się w górę. Słuchanie jego wyjaśnień było interesujące. Kłamczuszek- podsumowała z wiedzy, że żadnego wypadku nie było. Motor owszem, stał sobie grzecznie w garażu, trochę odrestaurowany u mechanika, który stwierdził, ze parę rzeczy jest zatartych, parę do wymiany i ma kilka wgnieceń. Nad cena naprawy nawet nie mrugnęła.
    Pokiwała ze zrozumieniem "kupując" jego historię.
    - cóż - zaczęła - to nie do końca tak, że tu mieszkam. Czasem tu przyjeżdżam do mej ciotki - odparła w połowicznej prawdzie, która wyglądała inaczej, o czym nie wiedział. Jeszcze. Dom przechodził przez hrabiów de Kant przez pokolenia, który został opuszczony około 100 lat temu. Jakoś 50 lat temu przejęła go i wyremontowała go na swoje potrzeby.
    - Nie ma sprawy. Pewnie już masz dosyć siedzenia tutaj? - uniosła brew - Wcale sie nie dziwię. Sprowadzono cię do obcego domu i trzymają. Każdy by oszalał. Mogę cię zapewnić, że to nie jest więzienie. Po prostu chcą się upewnić - wskazała na budynek - że naprawdę wszystko z tobą w porządku - rzuciła mu lekkie spojrzenie ubawiona myślą jak im powie o jego odczuciach. Czytała relacje na jego temat od pracowników: były one bardzo zajmującą lekturą - A czy sprawdzałeś nasza bibliotekę? Jestem pewna, ze coś by cię zainteresowało. - powiedziała z nuta wesołości, której nie mogła ukryć a teraz sama wypływała - Jak chcesz już iść to zapytam lekarza, czy sie zgadza na powrót do domu. Jak myślisz?
    Podniosła się z ławki odwrócona plecami, gdzie światła z latarni oświetlały jej blada skórę.
    - Chciałabym się wyrwać z własnego istnienia - powiedziała cicho - Nie jest to jednak takie proste - uśmiech, który był chwile temu: znikł, zastąpiony posępnością. - potrzasnęła głową, by napięcie opadło - Moje zdrowie nigdy nie było dobre, gdzie zawsze mi to przypominano. Przed przemianą bąknęła w myślach - Zatem - odwróciła się z przyklejonym uśmiechem - jest nas dwoje. - ziewnęła w swoja dłoń, by ukryć swoje perłowe delikatne kiełki. - Wybacz, zmęczenie mnie bierze a i myślę, że jak mnie zaraz w środku nie zobaczą, to będę wysłuchiwać kazania przez tydzień. - zauważyła przekornie.
    - Jak potrzebujesz jeszcze spaceru to się nie krępuj, ale i sie nie forsuj. Wypadek motocyklem brzmiał poważnie - zamrugała ruszając do drzwi.
    Nie czekała na niego. Była ciekawa co zrobi. Była już na szczecie schodów, gdy się odwróciła by na niego spojrzeć.
    - A i zapomniałam, ochrona mówiła iż, twój motocykl czeka na ciebie grzecznie w garażu.
    Była to jawna prowokacja jak nic. Nie byłaby jego pierwsza - za dzieciaka potrafił doprowadzić ja do dzikiej furii swoimi wybrykami. Jednak zawsze mu wybaczała widząc w nim obraz samej siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weszła do holu, gdzie już czekała Mabel. Uśmiech zszedł jej z ust.
      - moja pani, panicz... - uniosła rękę do góry.
      - Mam jeszcze trochę czasu nim nastanie dzień. Niech Dymitr przyjdzie do mego gabinetu i poproszę cie o relacje z dni, w których mnie nie było.
      - oczywiście - odparła odprowadzając ja wzrokiem, gdy Isa szła niespiesznym krokiem do pokoju, w którym rozpalono już kominek i na stole czekała już mieszanka krwi i czerwonego wina.
      Ściągnęła biżuterię i była w połowie zdejmowania sukienki, gdy usłyszała pukanie.
      - wejść
      Mężczyzna odchrząknął widząc ja półnago. Rzuciła mu nieodgadnione spojrzenie.
      - doszło do złamania protokołu ochronnego. - zaczęła cicho - chce wiedzieć jak to wyjaśnisz? - zapytała zimno upuszczając resztę materiału na ziemie, przez który przeszła i stanęła nad nim z dzikim blaskiem w oczach.
      - ja.. - przełknął ślinę zauważalnie unikając jej spojrzenia. Chwyciła go za podbródek unieruchamiając.
      - Słucham - zaczęła aksamitnie - nie masz mi nic do powiedzenia?
      - moja pani. Moja wina..
      - oczywiście, że twoja, bo kogoż innego - dostał w policzek, aż odskoczył do tyłu. Chwyciła go ponownie. - Jestem z ciebie niezadowolona.
      - pani, proszę.. daj mi szanse.
      - Dymitr, dobrze wiesz, że już raz podpadłeś seniorowi. Powinnam cię odesłać. Ale mam lepsze pomysł. Oprócz odcięcia ci premii w tym miesiącu - odeszła do ściany, gdzie trzymała "zabawki", sięgnęła po bicz i wróciła - myślę, że 100 razów bardzo dobrze wbije ci się do głowy - śmignęła koło jego ucha a potem zaczęła odmierzać jego kare, aż w końcu leżał na podłodze z masakrowanymi plecami, brudząc jej cenny perski dywan. Zapachowi krwi nie mogła się oprzeć, wiec jak skończyła przywarła do jego ciała żerując nad nim. Trwało by to jeszcze długo, gdyby nie weszła Mabel.
      - moja pani - zaczęła drżąco. Spojrzała na nią zirytowana, gdy jej przerwano, jednak po chwili oponowała sie na tyle, że wstała cała ubabrana posoką. - raport zostawię na biurku.
      - posprzątajcie tutaj a jego do ambulatorium - powiedziała obojętnie przechodząc nad jeszcze dychającym ciałem i wyszła na korytarz do sypialni, która była już przygotowana na odpoczynek. Gestem powiedziała wszystkim w pokoju, by wyszli, nawet zabawce w łóżku. Sama się umyła na szybkim prysznicu i nie kłopocząc sie śladami wody na posadzce weszła do lóżka zaciągając szczelnie kotary. Po chwili zasnęła i tym razem sie nie obudziła do wczesnego wieczoru. Ubrała się w spodnie od dresu i bluzkę na ramiączkach.
      Zrobiła sobie jeszcze jeden dzień wolnego, zanim się weźmie do pracy, udając się do pokoju muzycznego, gdzie zachciało jej się zagrać jakieś melancholijne melodie w sam raz odpowiadające na jej stan ducha. Nie spodziewała się towarzystwa.

      Usuń
    2. Przekrzywił nieznacznie głowę, by obdarzyć kobietę przeciągłym spojrzeniem spod przymrużonych rzęs. Jednym z tych ostrzegających, że właśnie poczuł się urażony. Czy ona sobie z niego jawnie kpiła ? Za młodzieńca bywał wystarczająco dużo razy na tzw. dołku, by wyrobić sobie należyte spojrzenie na definicję więzienia. Owszem, pałac w którym przyszło mu przebywać przez ostatnie kilkanaście dni z pewnością należał do najbardziej luksusowych miejsc, w których kiedykolwiek miał niewątpliwy zaszczyt przebywać, ale dopóki stanowczo nie pozwalano mu opuścić przyległych do niego ziem wciąż się do nich zaliczał.
      - Powinienem jak najszybciej zajrzeć do siostry. Wielokrotnie powtarzałem to twojej służbie, ale nie chcieli mnie słuchać. – Odparł wyraźnie poirytowanym tonem, ignorując jej pytanie o skorzystanie z biblioteki.
      Faktycznie znalazł tam kilka interesujących tytułów, ale nie chciał o tym teraz dyskutować. Zwłaszcza, że postawiłby dziesięć do jednego, że w tej kwestii posiadała od niego zdecydowanie bardziej wyrafinowany gust. Podobnie zresztą jak w wielu innych aspektach życia. W końcu jako pani na włościach otrzymała z pewnością doskonałe wykształcenie, podczas gdy on z ledwością przecisnął się przez obowiązkowe lata oficjalnego toku nauczania. Tak naprawdę, dopóki nie zainteresowali się nim Łowcy, nawet jego angielski był mocno ograniczony. Wstyd się przyznać, ale to młodsza Tamara niejednokrotnie pomagała mu odrabiać wypracowania. Ba, nieraz zdarzało się wręcz, że je nawet pisała.
      - To by wyjaśniało czemu się tak o ciebie troszczą. – Podsumował, nie dopytując jednak, co dokładnie miała na myśli, wspominając o złym stanie zdrowia. Trafił tu właściwie przez przypadek, więc nie miała najmniejszego prawa, by wtrącać się w jej prywatne życie. – Nie pierwszy i najprawdopodobniej nie ostatni. – Mruknął jedynie, gdy wspomniała o jego rzekomym wypadku.
      Nie poszedł jednak za nią. Wolał nacieszyć się jak najdłużej tą minimalną wolnością, którą wreszcie udało mu się odzyskać. Wypadałoby też sprawdzić jak bardzo przez to wszystko poobijał się pojazd, któremu niejednokrotnie zawdzięczał już dosłownie uratowanie życia. Nie spodziewał się, że zdecydowała się odrestaurować go na własny koszt, więc gdy otworzył drzwi garażu, przez dłuższą chwilę nie mógł uwierzyć własnym oczom. Motor, który planował wymienić za góra półtora roku, wyglądał prawie jak nowy. Będzie jej musiał za to później podziękować. Najchętniej natychmiast zrobiłby krótką rundkę po tutejszych ścieżkach. Gdyby tylko tak bardzo nie bolała go ta nieszczęsna noga…. Cóż, będzie musiał na to jeszcze trochę poczekać. Położył się dopiero nad ranem, śpiąc głęboko aż do południa. Kiedy wreszcie otworzył powieki, śniadanie czekało już na stole, a że po wczorajszym spacerze był bardziej głodny niż zwykle, dla odmiany zjadł je bez najmniejszego namysłu. Następnie udał się na zgłębianie kolejnych zakamarków tej olbrzymiej posiadłości. Swoją drogą ciekawe jak długo musiałby tu zostać, by poznać je wszystkie ? W pewnym momencie do jego uszu doszły dźwięki melancholijnej melodii. Wiedziony ciekawością, skręcił w tamtą stronę, po czym łagodnie otworzył odrzwia, opierając się plecami o framugę, by przypadkiem nie rozproszyć artystki.

      Usuń
  8. Szybki cień uśmiechu przebiegł przez jej twarz.
    - służba ma konkretne zalecenia. Czasem i mnie one ograniczają. - odparła ignorując skargi i protesty, które słyszała od chwili, gdy tylko zgarnęła go z tamtej ulicy. Jednym uchem wpuszczała je a drugim wypuszczała hasełka typu "ze jego obecności destabilizuje funkcjonowanie domu. Potem kazała im sie zamknąć. Zachichotała pod nosem.
    A teraz, gdy utwory przemykały przez jej palce jeden po drugim i myśli przemykały sobie gdzieś poza domem, przez otwarte okno wleciał Artemis i usiadł na żerdzi koło swej pani.
    Zakrakał słysząc hałas, ale sama też go słyszała.
    - wejdź do środka jak chcesz. Nie musisz stać w progu - odezwała sie cicho nie przestając grać.
    Kra, kra - oburzył sie kruk potrząsając lekko piórami. Popatrzyła na niego.
    - ah poznajcie sie. To jest Artemis. - wskazała palcem poprawiającego pióra - a to... sam wiesz kto - mruknęła pod nosem.
    Zakończyła utwór i zamknęła górę klawiszy.
    Artemis rozłożył skrzydła i podleciał do niego. Przechylając głowę na bok, jakby go oceniał.
    - chyba cie polubił. - zauważyła wstając. Podeszła do barku by nalać sobie wino. - Spragniony? Kawy, herbaty, coli, wina, wody? - zaczęła wymieniać - twoje wyniki sa dobre. - dodała - Noga to inna kwestia. Będziesz żył, ale musisz ograniczyć sie do minimum.
    Usiadła na kanapie i wskazała fotel obok. Minimalna odległość od nich dawała wątpliwą "ochronę" przed jej kłami. Ale można było trzymać iluzje.
    - Możesz jeszcze zostać jeśli chcesz, ale też możesz wrócić do domu / życia - oba wyrazy nałożyły sie na siebie jako jedno. - Miło było cię było gościć - podniosła widząc Victorię wchodząc do pokoju z taca. Dygnęła podchodząc.
    Wziela listy. Listy... ktos mógłby powiedzieć, że czas sie zatrzymał gdzieś w poprzednim stuleciu a nie teraz w dobie smsow i glosówek, gdy ludzie zapominali że cos takiego istniało. Rzuciła okiem na pieczecie i westchnęła.
    - później sie tym zajmę - machnęła ręka by wyszła. Kilka zaproszeń na wieczorny bal, zaproszenie, które zawsze było rozkazem od głowy rodu, którego lubiła doprowadzać do szewskiej pasji równie tak często jak on ja i nowa lista zleceń do likwidacji z logiem organizacji. - Masz ochotę na spacer, - zapytała kładąc listy na oprawie stolika. Niedbale. - zanim opuścisz dworek? - popijała wino.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy odwróciła ku niemu wzrok, instynktownie ochrzanił się w myślach jakby już sam fakt, że został zauważony przez kogokolwiek stanowiło wystarczający dowód na to, iż nagle zatracił gdzieś swoją długo pielęgnowaną umiejętność podkradania się do żywych istot. Czyżby to wciąż boląca noga w kontakcie z podłogą powodowała aż taki hałas ? Jeśli tak, jak będzie polował za murami i to w dodatku nocą, kiedy większość mieszkańców Londynu pogrążona jest od dawna w głębokim śnie, więc miasto z reguły ogarnia wreszcie upragniona cisza, w której każdy dźwięk wydaje się dziesięć razy głośniejszy niż w ciągu dnia ? Przecież nie może tak po prostu zawiesić zleceń na nie wiadomo jak długo. Już tydzień zwłoki w ich wypełnianiu, który pozwolił sobie kiedyś zrobić ze względu na chorobę siostry mocno nadszarpnął zaufanie góry, więc co tu dopiero mówić o znacznie dłuższych terminach. Będzie musiał wymyślić jakieś wyjście z tej jakże patowej sytuacji. Może dla odmiany zaproponować im trenowanie młodszych roczników albo wziąć sobie jednego z tych szczeniaków jako pomocnika ? Tyle że nie był pewien, czy w ogóle wykazuje cechy przypisane mentorowi. Nigdy nie próbował bowiem uczyć ani dzieciaków, ani tym bardziej dorosłych. Musiałby w jakiś cudowny sposób przekonać starszyznę, by dali mu szansę. Ech, a było za młodu znaleźć sobie bezpieczniejsze zajęcie…
      - Dziękuję. – Uśmiechnął się lekko, idąc za jej słowami. Pogrążony w posępnych myślach, moment w którym Artemis usiadł mu na ramieniu zarejestrował dopiero po kilku sekundach. – Na to wygląda. – Kiwnął nieznacznie głową, powstrzymując się jednak od zbytniego spoufalania z ciekawskim ptaszyskiem. – Czarna herbata wystarczy. – Odparł po chwili zastanowienia. Tak naprawdę miał ochotę na wino, ale obawiał się że polegnie na pytaniu o gatunek, więc postanowił postawić na zdecydowanie lepiej znaną opcję. – Ograniczyć się do minimum, powiadasz… - Uciekł spojrzenie gdzieś w dal. – To raczej będzie trudne. – Dodał szeptem.
      Służąca wkroczyła akurat w momencie, w którym podchodził do wskazanego fotela, więc niechcący kątem oka zauważył logo kilku organizacji widniejących na przyniesionych przez nią kopertach. Jedno z nich wydawało mu się wyjątkowo znajome, ale musiał się pomylić w jego identyfikacji. Prawie niemożliwym przecież było, by tutejsza milady miała kontakty z wampirzą radą, której znaczenia miał okazję widzieć parokrotnie na papeterii w rękach najbardziej szanowanych Łowców. Mimo otumanienia lekami przeciwbólowymi musiałby przecież rozpoznać zachowania jednej z tych istot.
      - Chyba jestem to winien tobie i temu pałacowi. – Odparł, podziwiając wspaniałe freski zdobiące ściany i sufit.

      Usuń
  9. - Zatem herbata - potwierdziła podchodząc do stolika. Nie musiał jej mówić, jaka pijał. Przygotowała ja sama a potem jemu podała.
    Artemis odleciał do jej łokietnika i usiadł domagając sie pieszczot. Prawie mechanicznie dłoń wystrzeliła do piór i zaczęła głaskać. Zmrużył oczy w zachwycie i jakby mógł mruczeć to by to zrobił.
    Przez długą chwilę nikt nic nie mówił.
    - cóż. Nie mniej noga musi sie w pełni zagoić, jeśli nie chcesz powrotu do swoich bolączek - zauważyła pogodnie bawiąc sie kieliszkiem. - nic ci sie nie stanie jeśli przez parę dni nie będziesz jej przeciążał. Nie żebym ci w jakiś sposób matkowała - dodała pospiesznie maskując uśmiech kolejnym łykiem, co po części było prawda, ale był zbyt młody by pamiętać swój krótki pobyt w dworku. O ile jego umysł w ogóle to zarejestrował.
    - Ależ nic nie jesteś mi winien - oznajmiła - a ten dom... cóż do pałacu to mu jeszcze daleko. Sam dworek sięga kilka pokoleń wstecz i zawsze jakiś de Kant tu mieszkał, acz przez 50 lat był on opuszczony. - odstawiła pusty już kieliszek na stolik i wstała - chodź, oprowadzę cię po nim jak rasowy przewodnik wycieczek - zaproponowała. Artemis zakrakał niezadowolony, ze go opuszcza. Popatrzyła na niego. - Możesz iść z nami albo iść zapolować. - zaproponowała. Kraaa - odparł siadając na jej ramieniu.
    Wyprowadziła ich na korytarz. Pusty jeszcze, gdyż dopiero za parę godzin służba sie uaktywni do całonocnych zajęć. A będzie intensywnie, gdyż dziś był bankiet.
    W drodze opowiadała skrócona "łagodną" wersje tego domu i terenów przyległych. Typowe ogólniki, żeby nie przynudzać dostosując tez swoje kroki do jego chodu, który próbował udawać, że jest okey, ale ciało co innego mówiło. Taktownie wiec przypasowała sie do niego. Ominęli następny korytarz, skrzętnie omijając słońce, gdy se pokazało przez chmury, aby znaleźć sie w galerii, w której oprócz wiszących obrazów, stały też rzeźby z różnych epok.
    - Nie zdążyłam jeszcze ich odrestaurować, co zresztą widać po nich samych. Dlatego ten korytarz jest na razie "zamknięty" - popatrzyła na niego uważnie - Oren, wyglądasz na zmęczonego - zauważyła - potrzebujesz przerwy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odprowadzając wzrokiem kruka, złapał się na melancholijnych wspomnieniach z czasów, gdy ich matka wciąż żyła, a po domu kręcił się wiecznie skołtuniony średniej wielkości długowłosy kundel. Nikt go nie zapraszał. Po prostu pewnego wyjątkowo deszczowego wieczoru, jakich w Londynie przecież pełno, przyszedł za dzieciakami i, mimo okropnych wyzwisk ojca, został z nimi aż do późnej starości. Skubany, dokładnie wyczuwał kiedy facet jest akurat w dobrym humorze, co jednak zdarzało się równie rzadko jak ulewa na Sahelu, a kiedy lepiej zleźć mu z drogi i towarzyszyć Orenowi w łajzach. W sumie to chyba mógłby nawet nadszarpnąć trochę swój skromny budżet i podarować małej następnego futrzaka. Co prawda nigdy nie wspomniała mu choćby słowem, że chciałaby znów takowego posiadać, ale widział to w jej spojrzeniu, gdy pod oknami przemykał akurat jakiś psiak. Szczególnie samotny, bo przecież w ten właśnie sposób kiedyś w ich życiu pojawił się Cień. W dodatku miałaby wówczas godnego obrońcę, gdy on wymyka się na kolejne misje. Dodajmy, misje z których kiedyś może zwyczajnie nie wrócić na tarczy. Dajmy na to ta ostatnia. Gdyby nie pomoc tutejszej milady już teraz leżałby martwy w tym przeklętym parku, a ptaki rozszarpywałyby tak długo jego ciało aż któryś z zabłąkanych przechodniów w końcu przypadkiem by się na nie nie natknął. Tym razem miał więcej szczęścia niż rozumu, ale jak będzie następnym razem któż to wie…
      - Mimo wszystko zawdzięczam ci życie. Dziękuję. – Wstał i ukłonił się lekko. Przynajmniej próbował, bo gdy tylko nieznacznie się schylił, w żebrach poczuł niemal ognisty ból, więc natychmiast się wyprostował, sycząc. Pięknie, czyli nie tylko noga nadal ma więcej do powiedzenia niż on sam.
      Niezrażony jednak tym zaskakującym odkryciem, zdecydował się skorzystać z propozycji oprowadzenia po dworku, jak sama go nazywała. On sam nadzwyczaj rzadko miał zaszczyt przebywać w tego typu miejscach, więc w kwestii jego rozmiarów i związanej z tym prawidłowej nomenklatury musiał uwierzyć jej na słowo. Zresztą dworek czy pałac, cóż za różnica, skoro w obu można się było tak samo łatwo zgubić… Dobrze że tym razem miał osobistego przewodnika, bo inaczej wyjście z tego labiryntu starych korytarzy zajęłoby mu chyba całą wieczność.
      - I bez tego są wyjątkowo piękne. – Stwierdził, przystając na chwilę przy mijanych rzeźbach, by móc się im lepiej przyjrzeć. Najwidoczniej ten mimowolny gest został przez nią błędnie odczytany, ponieważ prawie od razu zaproponowała mu odpoczynek. – Nie, wciąż jestem w pełni sił. – Zawahał się widząc jej krytyczną minę. – No dobrze, prawie… - Burknął, instynktownie chowając ręce w kieszeniach bluzy.

      Usuń
  10. Przyjrzała mu sie z nieodgadnioną miną przez długi czas.
    "Ah.. gdybyś tylko wiedział..." westchnęła w duchu i skwitowała to wzruszeniem ramion. Wróciła do opowieści zatrzymując sie na chwile, przy dosyć dużym obrazem, do którego żywiła osobistym sentymentem. Była to akwarela przedstawiającą mała dziewczynkę na pomoście sztucznego jeziorka w trakcie wschodu słońca. Postać była odwrócona tyłem, wiec nie było widać twarzy, jednak przemawiało do niej bardziej niż pozostałe obrazy w galerii na górnym piętrze.
    - cóż osobiście mi tam nie przeszkadza upływ czasu jakie przedstawiają, no ale jak nic nie zrobię to sie rozpadną.
    Spojrzała na niego i sie uśmiechnęła kącikami ust.
    - Nie musisz udawać stale, że jesteś silny - powiedziała a raczej powtórzyła takie same słowa, które kiedyś wypowiedziała do niego jak był młodszy. Wlazł na drzewo i podczas schodzenia tak niefortunnie zahaczył sie o wystającą gałąź, która w rezultacie sie oderwała od jego ciężaru i z nią spadł. Próbował wtedy udawać, ze nic go nie boli... gdy w rzeczywistości było inaczej. Przytuliła go wtedy, choć twierdził, iż był już na to za duży i padły wtedy tenże słowa jak i jedne szczególne, na które wtedy nie odpowiedziała.
    - Oprowadzam Ciebie już dobra godzinę a to i tak już długo jak na "oszczędzanie" nogi - zauważyła unosząc palce w zawiasach. - Wejdźmy tutaj - odparła otwierając drzwi do małej bawialni, w której płonął wesoło ogień, który nijak sie miał do miana opuszczonego. Nacisnęła mały przycisk interkomu: Mabel, galeria na parterze, bawialnia, herbata - rzuciła podchodząc do ognia - zimno.. - odparła podchodząc do niego raczej z nawyku nizby rzeczywistej potrzeby. - rozgość się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uśmiechnął się smutno słysząc jej słowa. Nie miała racji – od dnia śmierci matki jego życie polegało głównie na udawaniu. Dla wiecznie pijanego ojca on i jego młodsza siostrzyczka mogliby równie dobrze nie istnieć. Stanowili tylko kolejne graty na jego coraz bardziej wydłużającej się liście rzeczy do omijania każdego cholernego dnia. Co gorsza jedne z nielicznych, których miał się nigdy nie pozbyć z własnego otoczenia i wiecznie czegoś chcące lub sprawiające problemy. Te ostatnie pogłębiły się jeszcze bardziej, odkąd Oren dorósł na tyle, by zacząć kraść forsę niezbędną chociażby do zakupu podstawowych domowych środków lub ubrań. Zresztą Pan Walsh nie był głupi – zdawał sobie doskonale sprawę, że jego syn nie przynosi do chałupy wszystkich zarobionych pieniędzy i wiecznie robił mu o to okropne awantury, nazywając niewdzięcznym bachorem wyłącznie dlatego, że znowu nie miał za co kupić kolejnej flaszki. I tak w kółko. Dołączenie chłopaka do Łowców zmieniło ten stan jedynie na chwilę, bo nagle okazało się, że przynajmniej nie zalegają już z podstawowymi rachunkami, więc senior ma trochę mniej powodów do zrzędzenia, ale wciąż chętnie stosuje na swoich pociechach zarówno przemoc psychiczną, jak i fizyczną. Kolejnym momentem przełomowym w życiu rodzeństwa okazała się zaś jego śmierć. Tyle że po tylu długich latach ciągłego nakładania maski niewzruszonego wojownika Oren nie potrafił jej tak po prostu zdjąć. Przyrosła do jego twarzy niczym druga skóra, pod którą umiała zajrzeć wyłącznie Tama. Przynajmniej tak mu się wydawało aż do chwili, w której kobieta zbliżyła się do niego na tyle, by niespodziewanie poczuł niemal zapomnianą woń perfum. Zaciągnął się nimi głęboko jeszcze raz, przytulając się do niej rzekomo wyłącznie po to, by się szybciej ogrzać. W rzeczywistości jednak im dłużej wtulał się w jej pierś, tym więcej wspomnień z dawnych lat stawało mu przed oczami. Nie wiedząc jednak jak się do nich odwołać, milczał aż do momentu wejścia do pokoju Mabel.
      - Dziękuję. – Wymruczał wciąż zamyślonym tonem, przejmując od niej filiżankę z herbatą i kierując się z nią w stronę kanapy. Z tej odległości przyglądał się lekko melancholijnie ruchom milady. Czyżby możliwym faktycznie było, że spotkał już ją za młodu… ?

      Usuń
  11. Pokiwała automatycznie głową, gdy siadała na kanapie, do którego później podeszła. Zastygła na dłuższą chwilę wpatrując się w jakiś odległy nieruchomy punkt za oknem. Milczenie trwało do czasu, gdy Mabel przyszła z asystą.
    - wejść - mruknęła na pukanie.
    - panienko - podała jej filiżankę, w której nie było herbaty, tylko sok pomidorowy pomieszany z krwią. Kolory się ładnie wymieszały a wcześniej nie miała okazji się pożywić. W zasadzie czekała na kolacje albo śniadanie, zależy jak na nie spojrzeć, na bankiecie w późniejszej godzinie.
    - paniczu - podała filiżankę herbaty jaśminowej Orenowi i ponownie podeszła z taca do stolika dziennego, gdzie położyła tacę. Wzięła od innej służki papiery z podkładka i podała ja Isobel, która to zerknęła na nią na chwilę, przejechała wzrokiem, napisała cos na marginesie pustego miejsca, podpisała i oddała znowu.
    - garderoba na ten wieczór czeka na panią w pani pokojach, ostatnie przygotowania do bankietu są zakończone a catering czeka w kuchni.
    - dobrze - odparła znudzona sącząc swój napój. Unikała spojrzenia na chłopaka, by nie dostrzegł jej oczu - Niech Mary czeka w sypialni.
    - przekaże - skłoniła się i wyszła zostawiając ich milczących.
    Czuła na sobie jego ukradkowe spojrzenia, gdy konsumowała swój napój nie roniąc przy tym ani jednej kropli.
    - czy mam cos na twarzy? - zapytała w końcu chusteczką wycierając kąciki ust - dosyć długo mi się przyglądasz...

    OdpowiedzUsuń

Aktywni: 0

Cieszymy się, że tu jesteś. Trafił_ś na blog fabularny Bunt Ikara, gdzie możesz wcielić się w wampira, łowcę wampirów albo zwykłego śmiertelnika.

Wiemy, że nasza oprawa wizualna może różnić się od klasycznych blogów fabularnych, dlatego przygotowaliśmy krótki poradnik, który pomoże Ci odnaleźć się na start.

Przejdź do poradnika