.𖥔 ݁ ˖๋ ࣭ ⭑
.𖥔 ݁ ˖๋ ࣭ ⭑
Realia Londyn roku 2026 niemal nie widzi słońca. Deszcz spływa po szybach wieżowców, zalewa ulice i zbiera się w ciemnych zaułkach miasta. Neonowe światła odbijają się w mokrym asfalcie, a tłumy ludzi przesuwają się przez stacje metra, nie zwracając uwagi na twarze mijane każdego dnia. W tym samym tłumie żyją wampiry.

Wampiry od wieków funkcjonują w cieniu. Część z nich ledwo utrzymuje się przy życiu. Wygłodzone, agresywne i wyniszczone ukrywają się w opuszczonych budynkach, kanałach i podziemiach miasta. Inne należą do starych rodów posiadających ogromne wpływy. Kontrolują firmy, kluby nocne, prywatne kliniki i sieci informatorów. Ich nazwiska pojawiają się wśród elit Londynu.

Za wampirami polują łowcy. Niektórzy działają dla tajnych sekcji rządowych, które od lat ukrywają prawdę przed społeczeństwem. Inni pracują samotnie. Byli żołnierze, policjanci, ludzie szukający zemsty albo ci, którzy całe życie wychowywani byli do walki z nocnymi istotami.
Blog fabularny Londyn wampiry współczesność
highlight
administracja
Kontur; discord: @kon1ur
Aktualia Rok 2026 przyniósł londyńskiej społeczności wampirów okres napięć i politycznych zmian. Istoty nocy nadal funkcjonują w ukryciu, zachowując ostrożność wobec ludzi oraz organizacji zajmujących się tropieniem nadnaturalnych zagrożeń, jednak w ostatnich miesiącach coraz częściej mówi się o możliwym przymierzu zawartym pomiędzy trzema najpotężniejszymi rodzinami wpływającymi na życie londyńskiego podziemia. Według krążących plotek sojusz ma ustabilizować sytuację w mieście, ograniczyć konflikty pomiędzy rodami oraz umocnić ich kontrolę nad najważniejszymi dzielnicami i nocnymi interesami stolicy. Choć żadna ze stron oficjalnie nie potwierdziła tych informacji, przygotowania do wielkiego balu celebrującego zawarcie porozumienia zdają się jedynie podsycać spekulacje.
⊹ Karty Postaci ⊹

Każdy gracz musi stworzyć kartę postaci, która może bazować na gotowym kodzie do karty postaci.


Nie narzucamy treści karty, ale pamiętaj, że jest to wizytówka Twojej postaci.


Kart postaci nie numerujemy.


Wszelkie dodatki do kart postaci należy datować z datą 2020 lub wcześniejszą.


Obowiązkowe etykiety do każdej karty postaci to: imię i nazwisko postaci, wasz pseudonim z blogosfery, karta postaci.


Nie narzucamy tytułu w karcie postaci. Wpisujecie, co wam się podoba.


W treści karty znaleźć się muszą: imię i nazwisko postaci, wiek, wskazanie roli: wampir, łowca czy śmiertelnik.


Po 200 oduatorskich komentarzach pod kartą postaci należy opublikować post z nową kartą i poprosić administrację w odpowiednim dziale o podmianę linków.


Nie posiadamy limitu postaci.


Nie trzeba rezerwować wizerunków, jeśli korzysta się z pojedynczych zdjęć nieznanych osób, ale jeśli zależy ci na rezerwacji, zgłoś to w odpowiednim temacie.
⊹ Posty oraz aktywność ⊹
⊹ Pisanie wątków ⊹


Pod kartami postaci pozostawiamy jedynie komentarze odautorskie!


Aby rozpocząć rozgrywkę fabularną/wątek/fabułę z inną postacią, opublikuj post z opisem wątku. Do treści posta możesz (nie musisz) użyć gotowego kodu. Historię rozpisujecie w komentarzach pod tym właśnie postem. Obowiązujące etykiety: imiona i nazwiska postaci biorących udział oraz hasło wątek.


Aby orientować się w prowadzonych wątkach proponujemy, nie jest to jednak obowiązkowe, aby założyć post z chronologią. Aby założyć post z chronologią możesz (nie musisz) skorzystać z gotowych kodów. Opublikuj post z chronologią z datą na 2020 rok lub wcześniejszą i podlinkuj chronologię w karcie postaci.


Stwórz post opisujący istniejące relacje Twojej postaci. Aby założyć post z relacjami możesz (nie musisz) skorzystać z gotowych kodów. Opublikuj post z relacjami z datą na 2020 rok lub wcześniejszą i podlinkuj relacje w karcie postaci.


Wskazane jest publikowanie opowiadań o Twojej postaci, ale nie są one obowiązkowe. Chcemy o twojej postaci wiedzieć jak najwięcej! Skorzystaj z wzoru na początek opowiadania. Do każdego opowiadania dodajemy następujące etykiety: imię i nazwisko, pseudonim z blogosfery, opowiadanie.


Nie musisz, ale możesz pokusić się o założenie posta z telefonem postaci. Aby założyć post z telefonem postaci możesz (nie musisz) skorzystać z gotowych kodów. Opublikuj post z telefonem z datą na 2020 rok lub wcześniejszą i podlinkuj telefon w karcie. Do każdego posta z telefonem dodajemy następujące etykiety: imię i nazwisko, pseudonim z blogosfery, telefon.

⊹ Limity czasowe ⊹


Aby nie przysłaniać zbyt często treści innych autorek i autorów, narzucamy limity czasowe.


Pomiędzy kartą postaci a kartą postaci — 3h oraz co najmniej 2 komentarze pod kartą.


Pomiędzy karta postaci a opowiadaniem — 24h plus minimum 2 komentarze pod opowiadaniem.


Pomiędzy karta postaci a rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią — brak limitu.


Pomiędzy rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią a kartą postaci — 1h bez limitu względem komentarzy.


Pomiędzy rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią a opowiadaniem — 1h bez limitu względem komentarzy.


Pomiędzy rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią a rozgrywką fabularną — brak limitu.


Pomiędzy opowiadaniem a opowiadaniem — 24h oraz co najmniej 2 komentarze pod opowiadaniem.


Pomiędzy opowiadaniem a kartą postaci — 3h oraz co najmniej 2 komentarze pod kartą.


Pomiędzy opowiadaniem a rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią — brak limitu.

⊹ Obecności i urlopy ⊹


Na blogu występują comiesięczne listy obecności trwające tydzień. Karty postaci osób, które nie zgłosiły obecności, zostaną przeniesione do wersji roboczych.


Aby uniknąć przesunięcia karty do wersji roboczych, należy zgłosić urlop w odpowiednim dziale. Maksymalny czas urlopu to dwa miesiące. Po tym czasie karty postaci danej osoby zostaną przeniesione do wersji roboczych.


Jeśli zniknęliście a marzy wam się powrót, chęć tę należy zgłosić w odpowiednim temacie. Cieszymy się, że do nas wracasz! No hard feelings. ☺

⊹ Wartości ⊹
Bunt Ikara powstał z potrzeby tworzenia przestrzeni, w której każdy może czuć się bezpiecznie, widziany i traktowany z szacunkiem.

Wspieramy ludzi — bez względu na płeć, tożsamość, orientację, wyznanie, pochodzenie, neurotypowość czy używane zaimki. Wierzymy, że różnorodność jest wartością samą w sobie i że to właśnie ona napędza literaturę, narrację i wspólnotę.

Nie akceptujemy treści ani postaw, które naruszają prawa człowieka, promują nienawiść lub wykluczenie.

Jednocześnie stawiamy jasne granice: nie publikujemy ani nie promujemy tematów związanych z gwałtem, przemocą seksualną ani brutalnym, pornograficznym okrucieństwem, przemocą wobec zwierząt, torturami, gloryfikacją nadużyć, mową nienawiści, dehumanizacją, wykorzystywaniem nieletnich ani treściami służącymi szokowaniu kosztem cudzej krzywdy.

Bunt Ikara to miejsce dla osób, które chcą tworzyć treści odpowiedzialnie, z wrażliwością na innych i odwagą w eksplorowaniu świata, ale nie kosztem czyjegoś bezpieczeństwa.
Za kodowanie oraz grafikę Buntu Ikara odpowiada Kontur. Wszelkie prawa autorskie do kodów są zastrzeżone.
krok po kroku strona główna karty postaci realia FAQ zapisz się discord administracja poszukiwania

sobota, 13 czerwca 2026

Alastor & Vazha

12.06.2026You are the prettiest bouquet of dying flowers... pisane przez Alastor oraz VazhaBardzo brzydkie wiązanki Vazha being Vazha ... I have ever seen.

7 komentarzy


  1. [akapit] Czasami zachowywał bramy cmentarza otwarte dłużej niż przewidywał to jego pracodawca. Robił to głównie z sympatii do podobnych sobie, którzy opłakiwali swoich bliskich, nie mogących zrobić tego w świetle dnia, ale nie dla parszywców, którzy zostawiali przy granitowych płytach niegustowne wieńce i wiązanki.
    [akapit] Ostatnio znajdował coraz więcej kwiatów, które działały mu na nerwy. Zresztą wiele rzeczy działało mu na nerwy, ale te bukiety były szczególnie wysoko na prywatnej liście. Były zbyt kolorowe. Pstrokate. Odznaczały się na tle spokojnej melancholii cmentarza i kłuły go w oczy. Zmarli nie powinni mieć odpoczynku zmąconego podobnym bezguściem okraszonym świecącą wstążeczką. To niszczyło dostojeństwo rozkładu.
    [akapit] Tym razem nie mógł tego dłużej znieść. Postanowił poczekać w pobliżu wejścia do nekropolii, odnaleźć winnego.
    [akapit] Dokręcał właśnie śrubkę w podniszczonej ławce, w której dostrzegł kilka dni wcześniej wyłamaną deskę, kiedy do jego uszu dotarło lekkie skrzypnięcie kutej bramy.
    [akapit] Porzucił swoje narzędzia i dopadł w kilku długich krokach do ciemnej postaci, która niosła te same brzydkie kwiaty, zgodnie z oczekiwaniami Vazhy.
    [akapit] Wyrwał bukiet z rąk nieznajomego jedną ręką tak gwałtownie, że kilka płatków zawirowało w powietrzu. Drugą dłonią dopadł młodego mężczyznę, odnajdując drogę do jego szyi, zaciskając na niej swoje długie, szponiaste palce. Paznokcie, pod którymi tkwiła cmentarna ziemia, wbiły się w cudzą skórę. Popchnął lekko, jeszcze zmniejszając dzielącą ich przestrzeń.
    [akapit] Pod wpływem naporu plecy mężczyzny zetknęły się z żelaznymi prętami ogrodzenia. Vazha nie zostawił pomiędzy nimi zbyt wiele dystansu. Czuł na swojej twarzy ciepły oddech i jakby cień znajomego zapachu.
    [akapit] – Wepchnij sobie te kwiatki do mordy, ale nie przychodź tu z nimi więcej – wywarczał, patrząc nieznajomemu prosto w oczy. Rozluźnił nieco uścisk na jego szyi, czując puls pod swoimi palcami. Życie. Przyjrzał się niemal z lubością zaczerwienionym przypominającym ślady pazurów.
    [akapit] Uniósł wiązankę, którą ściskał w drugiej dłoni i wepchnął ją prosto w cudzą twarz, tworząc między nimi kolorową barierę pełną liściastych gałązek i delikatnych płatków. Cofnął się może tylko o krok, nadal trzymając go na wyciągnięcie ramion.
    [akapit] – Przyjrzyj im się lepiej z bliska.

    OdpowiedzUsuń
  2. Alastor Fernheart nie pozwala sobie w życiu na dużo dziwactw. Z wielu wyrósł na wczesnym etapie dorastania, kilka z niego wypleniono i chociaż ma na głowie całą aptekę, spokoju, jaki odczuwał podczas obcowania z kwiatami, nie może porównać do niczego. Jest to jeden z wielu powodów powzięcia zadania, jakie obrał sobie na cel w te noce, kiedy sen uparcie nie chce odwiedzić jego sypialni. Stare cmentarze, klimatyczne i rzadko odwiedzane, zwłaszcza po zmroku, daje mu świetną przykrywkę do stopniowego (by nie zwrócić na siebie uwagi) podmieniania pstrokatych, zbyt obficie zdobionych wiązanek, zamawianych przez wielbicieli bezguścia oraz, nie mniej winnych, żałosnych desperatów. Nie robi tego dla nich (jednostki o tak słabym guście powinny zostać wyśmiane za swoje wybory), a własnego spokoju ducha. Ale nie to jest najgorsze. Nie potrafi bowiem pojąć, jak pokręcony umysł zdolny jest do stworzenia tak paskudnie kiczowatych, dziadowskich i przekolorowanych wiązanek na płytę nagrobną. Lokalna moda rozprzestrzeniła się po Londynie jak plaga, przyprawiając go o zawroty głowy. Tak więc, wraz z upływem kolejnych dni wyrabia sobie zwyczaj oczyszczania pobliskiego cmentarza i podmieniania tego chłamu na prawdziwe kwiaty, gustownie obleczone jedynie paroma liśćmi i będące ozdobą i upamiętnieniem samym w sobie.
    Tej nocy powietrze jest rześkie i nic nie zapowiada nadchodzącej spotkania. Z lekką odrazą podnosi obleczony w plastik twór z nagrobka niejakiej Annabelle Wright, zmarłej jedenaście lat temu i zanosi go w stronę najbliższego śmietnika. Świeży bukiet spleciony z białych lilii leży już obok na trawie, ukryty w czerni nocy. Szansa ozdobienia nim miejscu spoczynku jednak znika. Badziewna wiązanka nie trafia tam, gdzie jej miejsce - do odpadów. Obce dłonie wyrywają go z letargu tak nagle i brutalnie, że po jego gardle spływa zduszone sapnięcie. Nie widzi wiele. Czuje za to ostrość paznokci na swojej szyi, kątem oka wyłapuje szamoczący się ruch, a uszy rejestrują słowa, które biją na alarm w jego głowie.
    Jest w autentycznym szoku.
    On, cholerny Fernheart.
    Dębieje na kilka cennych sekund, pozwalając traktować się jak kawałek szmaty. Powaga i absurd sytuacji wreszcie do niego dociera, a język odzyskuje sprawność.
    — Oszalałeś, bęcwale? — grzmi, a jego dłoń rozbija tę podłość, która opada na cmentarną pożółkłą trawę w płatkach, liściach, połamanych gałęziach i podartych ozdobach. Burzy przy tym tę barierę między nimi i wreszcie może posłać napastnikowi twarde spojrzenie, za którym kryje się uśpiona furia. Sięga wolną ręką do skrytej pod swetrem pochwy na sztylet (noszony ilekroć opuszcza dom) i błyskawicznie — szybciej niż normalnie, zasługa adrenaliny — dociska końcówkę srebrnego ostrza do gardła. Metal nie przecina skóry, prawdopodobnie w tym ułożeniu by go nie zabiło, ale trudno się łazi po grobach z rozpłatanym gardłem.
    — Jeden, kurwa, ruch. — ostrzega go, nie kończąc groźby. Wygląda dość komicznie w miękkim, słabym świetle pobliskiej latarni: z potarganymi włosami w wyciągniętym golfie, z pamiątkami po czyjejś felernej kwiecistej pracy na ubraniu, przy wilgotnej skórze i w czuprynie. A jednak, to on trzyma nóż. Dopiero teraz przygląda się temu osobnikowi i układa w głowie podejrzenia.



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Po pierwsze. — zaczyna i odpycha się od barierki, by pozbyć się jego przewagi. Naturalną koleją rzeczy, napiera na niego, ponieważ, a jakże, nie podoba mu się bycie zakleszczonym pomiędzy metalowym ogrodzeniem, a obcym wariatem. Chwyta go jednak za przód odzienia, nie pozwalając mu się odsunąć z zasięgu broni. — Miejsce bezdomnych jest pod mostem, nie na cholernym cmentarzu. — mówi, a jakiekolwiek ślady zaskoczenia, które pojawiły się wcześniej na jego twarzy, znikają. Z niesmakiem ogląda ubranie mężczyzny oraz jego brudne, o zgrozo, od ziemi palce. — Po drugie, nie przypuszczam, bym wyglądał na kogoś, kto produkuje taką ohydną tandetę. — prawie się wzdryga. Lodowate nocne powietrze chłosta jego odsłonięty kark i porysowaną szyję. Ignoruje jednak pieczenie, do reszty oddany tej niedorzecznej sytuacji. — Jeśli więc masz zażalenia, trafiłeś pod zły pieprzony adres. — trąca nogą leżącą pod ich stopami pomiętą wstążkę w kolorze intensywnej fuksji. — I po trzecie, jeśli jeszcze raz mnie w ten sposób napadniesz, to już niedługo na stałe zamieszkasz w jednym z wykopanych tu dołów, baranie. — mówi tak beznamiętnie, jakby groził mu zniszczeniem ogródka przy kaplicy. Nie widzi sensu, by specjalnie tłumaczyć się tej niezrównoważonej jednostce, stawia więc sprawę dostatecznie jasno, by chłopak zrozumiał. — Co robisz w takim miejscu? Chyba nie liczysz na przekąskę?

      Usuń
  3. [akapit] Spojrzał kątem oka na rękojeść ostrza, które trzymane było tuż przy jego skórze. Srebro? Więc najprawdopodobniej miał do czynienia z łowcą, na dodatek florystą i był niemal przekonany, że podczas ponad dwustu lat swojego istnienia nie słyszał o podobnej mieszance. Byli tropiciele, którzy potrafili odnaleźć ślad po tygodniach. Byli specjaliści od trucizn, alchemicy, fanatycy religijni i najemnicy wykonujący brudną robotę za odpowiednią sumę. Ale łowca-florysta?
    [akapit] – Ale z ciebie drama queen – stwierdził po prostu, przewracając oczami na ten wywód.
    [akapit] Vazha zmrużył oczy, przyglądając się mu uważniej. Potargane włosy, sweter upstrzony płatkami, ślady po szarpaninie na szyi i mina człowieka śmiertelnie obrażonego samym faktem istnienia tandetnych dekoracji. Im dłużej patrzył, tym mniej pasował mu do obrazu bezwzględnego tropiciela wampirów.
    [akapit] – Poza tym sam się nie prezentujesz teraz jakoś wybitnie.
    [akapit] Gdyby łowca chciał zrobić mu krzywdę, już by to zrobił, więc Vazha postanowił niezbyt przejmować się srebrzącym w świetle księżyca sztyletem.
    [akapit] – Pracuję tu, kretynie, i bardzo mnie biją po oczach ostatnio te brzydkie kwiatki. Sam chciałem je wyrzucić, ale nie wypada, bo ktoś to tu przyniósł i pamiętał o zmarłym – powiedział spokojnie, patrząc nieznajomemu w oczy nienawistnie, jakby chciał go przebić swoim spojrzeniem na wylot i wypalić mu dziurę w czaszce. Jednego łowcę mniej przysłużyłoby się wampirzemu społeczeństwu.
    [akapit] Łowcy oznaczali kłopoty. Niektórzy stanowili wyjątki oderwane od swojej bandy oświeconych wariatów. Ten tutaj nie wyglądał na wyjątek, skoro nawet na cmentarz szedł ze sztyletem. Jakby szukał między płytami nagrobnymi czegoś więcej niż spokoju ducha.
    [akapit] Vazha zamilkł na chwilę, jakby się nad czymś zastanawiał. Czy przypadkiem łowcy nie byli szkoleni tak, żeby z łatwością móc coś znaleźć?
    [akapit] – A ty to nie jesteś jakiś, wiesz, szkolony? Może umiesz wywęszyć, czy co wy tam robicie, skąd pochodzą te kwiatki? Wyglądają, jakby wszystkie były z jednego miejsca, przysięgam, to jakaś plaga – mówił szybko, bo w zasadzie nie potrzebował robić zbyt częstych przerw na oddech. – Chętnie zamienię kilka słów z kimś, kto jest za to odpowiedzialny – powiedział, powstrzymując się przed posłaniem młodemu mężczyźnie drapieżnego uśmiechu, który wpełzał na usta. – Jeśli to faktycznie nie ty, mógłbyś kłamać – zawyrokował jeszcze, mrużąc przy tym lekko oczy.
    [akapit] Przyglądał się nieznajomemu z wyraźną podejrzliwością, bo choć coraz mniej wierzył, że stał przed sprawcą całego tego kwiatowego koszmaru, nadal nie był gotów całkowicie skreślić tej możliwości.

    OdpowiedzUsuń
  4. Rejestruje oczywiste sygnały, kiedy jego ręka zbliża się do cudzego gardła, mimowolnie go dotykając. Od dziecka karmił się teorią, a później również wiedzą zdobytą w praktyce. Nie jest wybitnym wojownikiem, nie ma drygu do walki wręcz ani bronią białą, ale dwie rzeczy zawsze mu wychodziły: obserwacja i podtruwanie. Wiele szczegółów dociera do jego świadomości, z irytującym opóźnieniem, bo powinien poznać krwiopijcę przy pierwszym zerknięciu: spowolniony puls, szpiczaste końcówki na pozór zwykłych kłów, chłodnawa, bledsza od karnacji przeciętnego człowieka skóra. Sama jego bytność na cmentarzu o tej porze powinna nasunąć podejrzenia.
    Wpatruje się w niego bez namiętności, irytacji czy cienia zaskoczenia. Emocje, pobudzone nagłością sytuacji, powoli dogasają w jego trzewiach. Zostaje po nich ledwie obłok, niewyraźny i rozmyty.
    — To nie używam paskudnej wiązanki jako kary za wchodzenie na teren cmentarza oraz naprawiania szkód wyrządzonych przez przygłupów. — oznajmia, gdyż daleko mu do dramatycznego człowieka. Ignoruje komentarz dotyczący swojego wyglądu. Prezencja nie góruje na liście priorytetów podczas nocnych przechadzek pośród mogił.
    Nie ma ochoty na walkę, a jeszcze bardziej, na zmywanie ciemnej posoki ze swoich ubrań (trudno usunąć te ohydne zaschnięte plamy), ale pod naciskiem sytuacji ofensywnie odpowie na ewentualny atak. Naturalnie, nie ma przy sobie żadnego specyfiku, który mógłby zaszkodzić cmentarnemu wampirowi, a i wysuszona ziemia obleczona grobami nie stanowi idealnego środowiska do takich roślin. Musi więc opierać się na instynkcie. Nie cofa ostrza, ale również nie wzmacnia siły naporu na gardło krwiopijcy. Nie musi zerkać w dół, by zlokalizować serce trzepoczące nieśpiesznie w jego piersi: ośrodek omdlałego życia, które dałoby się zakończyć jednym celnym ciosem. Traktuje to jednak jak ostateczność.
    Mruga powoli, a dłoń ściskająca rękojeść ostrza drga nieznacznie. Natychmiast dopatruje się śladów ironii w tych pytaniach, bo chyba wampiry powinny posiadać co najmniej elementarną wiedzę na temat ewentualnej działalności łowców, jeśli nie z wyciągniętych wniosków, to doświadczenia. Nie marnuje więc sił na precyzowanie tego absurdu.
    — Oczywiście. Kwiaciarnia Roses of London. — skrzywiła się, ponieważ nazwa przybytku smakowała na języku równie obrzydliwie, co wiązanka wciśnięta mu w twarz. — Nie potrzeba wyostrzonych zmysłów, by dotrzeć do tej informacji. Wystarczy rozsądek. — mruczy, choć w istocie, osobniki wychylające nos z domu bądź krypty dopiero po zmroku zapewne mają utrudnione warunki tak wnikliwego researchu. Przyznaje również w duchu, chociaż niechętnie, że on i ten szalony grabarz mają wspólny cel. Drga, a jego oczy ponownie skupiają się na twarzy wampira. — Natomiast to Ty jesteś w pozycji, by zaczaić się na klientów inwestujących w to paskudztwo. — powiedział powoli i przesunął ostrze bardziej na przód, końcówką ostrza lekko łaskocząc jego krtań. Nie ufa mu jeszcze na tyle, by schować broń. — Mógłbym. Ale nie chce mi się. — oznajmia obojętnie. — Zresztą, dowód masz pod nosem, wampirze. Leży przy grobie w szóstej alejce. Pani Wright. Przyniosłem prawdziwe kwiaty, by uczcić je pamięć. Sprawdź, zachęcam. — mówi i sunie nożem niżej, w okolice torsu, pozwalając mu się obrócić bezpiecznie, lecz wciąż pod nadzorem.

    OdpowiedzUsuń
  5. [akapit] – Już? Pomacałeś sobie? I co, jaka diagnoza? Będę żył? – prychnął urażony, chociaż na jego ustach wciąż błąkał się lekki uśmiech, gdy łowca upewniał się, z kim ma do czynienia, badając jego puls. Nie wyglądał na szczególnie przejętego.
    [akapit] Wymamrotał pod nosem ciche gruzińskie przekleństwo. Trafił mu się jakiś łowca z odzysku. Kto normalny spędzałby wieczory na cmentarzu, wymieniając bukiety i prowadząc prywatną krucjatę przeciwko tandetnym sztucznym kwiatom? Brzmiało to niedorzecznie nawet jak na standardy Londynu – miasta, które od dawna przestało go czymkolwiek dziwić. Mimo wszystko Vazha nie zamierzał narzekać. Jeśli nawet taki ekscentryk potrafił wskazać źródło jego ostatniego utrapienia, warto było zacisnąć zęby i wysłuchać go do końca. Ostatecznie liczył się efekt, nie metody.
    [akapit] – Skąd mogłem wiedzieć, że to nie ty jesteś przygłupem? Wyglądasz jak przygłup – odpowiedział bez cienia skruchy, jakby fakt, że mężczyzna trzymał srebrny nóż przy jego gardle, całkowicie mu umykał. Jego myśli błądziły gdzieś obok napięcia tej chwili, zaczepiając się raczej o ton głosu rozmówcy i absurd całej sytuacji niż o ostrze muskające skórę. Najważniejsze były przeklęte wiązanki, nie piekące srebro zostawiające cienką, czerwoną linię na jego szyi. Nie cofnął się ani o krok. Wręcz przeciwnie – zrobił demonstracyjny krok naprzód, zmniejszając i tak niewielki dystans między nimi. Czuł, jak metal mocniej przyciska się do skóry, ale nie zamierzał dać po sobie poznać, że sprawia mu to jakikolwiek dyskomfort.
    [akapit] Jego oczy błysnęły żywym zainteresowaniem. Uśmiech poszerzył się, nabierając drapieżności. Kąciki ust uniosły się wyżej, odsłaniając ostre kły, a na krótką chwilę twarz Vazhy przybrała niemal okrutny wyraz.
    [akapit] – Co za beznadziejna nazwa – powiedział, parskając śmiechem, jakby przed momentem nie wyglądał jak gotowy rzucić się komuś do gardła. Ostrze nieprzyjemnie prześlizgnęło się po jego poruszającej się grdyce, zostawiając kolejne piekące zadrapanie. – Sugerujesz, że ty masz ten rozsądek? – zapytał z wyraźnym powątpiewaniem. – Jakby... Stoisz w środku nocy na cmentarzu i gadasz z wampirem. Bardzo rozsądne. To jakaś łowiecka taktyka czy po prostu masz dziwne hobby?
    [akapit] Przyglądał się uważnie męskiej twarzy, czując, jak ostrze zjeżdża niżej, zatrzymując się niepokojąco blisko serca. Mimo to nie odwrócił wzroku. Szukał najmniejszego drgnięcia mięśni, śladu zawahania albo zwykłego blefu. Nic. Twarz łowcy pozostawała niemal niewzruszona, a to budziło w nim więcej ciekawości niż ostrożności. Ludzie zazwyczaj zdradzali strach znacznie szybciej.
    [akapit] – Schowaj to. Jakbym chciał, już dawno bym ci coś zrobił. – W jego głosie nie było przechwałek, raczej zwykłe stwierdzenie faktu. Nawet jeśli łowca reagował szybciej, Vazha doskonale wiedział, jak walczy. Chaotycznie, brutalnie i całkowicie instynktownie. Sam nie potrafił przewidzieć własnych ruchów, a to czyniło go niebezpiecznym. Wyglądał młodo, niemal niewinnie, lecz pozory od dawna przestały mieć z nim cokolwiek wspólnego. Próbował nauczyć się opanowania, wyciszyć odruchy, które przez dziesięciolecia ratowały mu życie, instynkty wciąż wygrywały z rozsądkiem.
    [akapit] Obrócił się do łowcy plecami i ruszył we wskazanym kierunku. Doskonale znał każdą alejkę tego cmentarza. Wiedział, gdzie ziemia zapadała się najmocniej po ulewach, gdzie korzenie starych cisów przebijały się pod nagrobkami i gdzie dżdżownice wraz z innymi stworzeniami najintensywniej spulchniały glebę nad ludzkimi szczątkami. Lubił to miejsce. Odnajdywał tu spokój większy niż gdziekolwiek indziej, dlatego traktował cmentarz z niemal obsesyjnym szacunkiem. Paradoksalnie właśnie dlatego gotów był zakłócić ciszę zmarłych, jeśli miało to ich ochronić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [akapit] Kiedy zatrzymali się przy wskazanym nagrobku, jego spojrzenie natychmiast padło na świeże kwiaty. Milczał przez kilka sekund, porównując je z porzuconymi niedaleko bramy.
      [akapit] – Niech będzie. Nie kłamałeś, co oznacza, że możesz mi pomóc i... – zawahał się, szukając odpowiednich słów. Te, jak zwykle, uciekały mu przed językiem, przeganiane przez zbyt szybkie myśli. Westchnął cicho, nie odrywając wzroku od wiązanki. – Bardzo ostrożnie wyedukować kogoś, kto jest za to odpowiedzialny? – dokończył.

      Usuń

Aktywni: 0

Cieszymy się, że tu jesteś. Trafił_ś na blog fabularny Bunt Ikara, gdzie możesz wcielić się w wampira, łowcę wampirów albo zwykłego śmiertelnika.

Wiemy, że nasza oprawa wizualna może różnić się od klasycznych blogów fabularnych, dlatego przygotowaliśmy krótki poradnik, który pomoże Ci odnaleźć się na start.

Przejdź do poradnika