.𖥔 ݁ ˖๋ ࣭ ⭑
.𖥔 ݁ ˖๋ ࣭ ⭑
Realia Londyn roku 2026 niemal nie widzi słońca. Deszcz spływa po szybach wieżowców, zalewa ulice i zbiera się w ciemnych zaułkach miasta. Neonowe światła odbijają się w mokrym asfalcie, a tłumy ludzi przesuwają się przez stacje metra, nie zwracając uwagi na twarze mijane każdego dnia. W tym samym tłumie żyją wampiry.

Wampiry od wieków funkcjonują w cieniu. Część z nich ledwo utrzymuje się przy życiu. Wygłodzone, agresywne i wyniszczone ukrywają się w opuszczonych budynkach, kanałach i podziemiach miasta. Inne należą do starych rodów posiadających ogromne wpływy. Kontrolują firmy, kluby nocne, prywatne kliniki i sieci informatorów. Ich nazwiska pojawiają się wśród elit Londynu.

Za wampirami polują łowcy. Niektórzy działają dla tajnych sekcji rządowych, które od lat ukrywają prawdę przed społeczeństwem. Inni pracują samotnie. Byli żołnierze, policjanci, ludzie szukający zemsty albo ci, którzy całe życie wychowywani byli do walki z nocnymi istotami.
Blog fabularny Londyn wampiry współczesność
highlight
administracja
Kontur; discord: @kon1ur
Aktualia Rok 2026 przyniósł londyńskiej społeczności wampirów okres napięć i politycznych zmian. Istoty nocy nadal funkcjonują w ukryciu, zachowując ostrożność wobec ludzi oraz organizacji zajmujących się tropieniem nadnaturalnych zagrożeń, jednak w ostatnich miesiącach coraz częściej mówi się o możliwym przymierzu zawartym pomiędzy trzema najpotężniejszymi rodzinami wpływającymi na życie londyńskiego podziemia. Według krążących plotek sojusz ma ustabilizować sytuację w mieście, ograniczyć konflikty pomiędzy rodami oraz umocnić ich kontrolę nad najważniejszymi dzielnicami i nocnymi interesami stolicy. Choć żadna ze stron oficjalnie nie potwierdziła tych informacji, przygotowania do wielkiego balu celebrującego zawarcie porozumienia zdają się jedynie podsycać spekulacje.
⊹ Karty Postaci ⊹

Każdy gracz musi stworzyć kartę postaci, która może bazować na gotowym kodzie do karty postaci.


Nie narzucamy treści karty, ale pamiętaj, że jest to wizytówka Twojej postaci.


Kart postaci nie numerujemy.


Wszelkie dodatki do kart postaci należy datować z datą 2020 lub wcześniejszą.


Obowiązkowe etykiety do każdej karty postaci to: imię i nazwisko postaci, wasz pseudonim z blogosfery, karta postaci.


Nie narzucamy tytułu w karcie postaci. Wpisujecie, co wam się podoba.


W treści karty znaleźć się muszą: imię i nazwisko postaci, wiek, wskazanie roli: wampir, łowca czy śmiertelnik.


Po 200 oduatorskich komentarzach pod kartą postaci należy opublikować post z nową kartą i poprosić administrację w odpowiednim dziale o podmianę linków.


Nie posiadamy limitu postaci.


Nie trzeba rezerwować wizerunków, jeśli korzysta się z pojedynczych zdjęć nieznanych osób, ale jeśli zależy ci na rezerwacji, zgłoś to w odpowiednim temacie.
⊹ Posty oraz aktywność ⊹
⊹ Pisanie wątków ⊹


Pod kartami postaci pozostawiamy jedynie komentarze odautorskie!


Aby rozpocząć rozgrywkę fabularną/wątek/fabułę z inną postacią, opublikuj post z opisem wątku. Do treści posta możesz (nie musisz) użyć gotowego kodu. Historię rozpisujecie w komentarzach pod tym właśnie postem. Obowiązujące etykiety: imiona i nazwiska postaci biorących udział oraz hasło wątek.


Aby orientować się w prowadzonych wątkach proponujemy, nie jest to jednak obowiązkowe, aby założyć post z chronologią. Aby założyć post z chronologią możesz (nie musisz) skorzystać z gotowych kodów. Opublikuj post z chronologią z datą na 2020 rok lub wcześniejszą i podlinkuj chronologię w karcie postaci.


Stwórz post opisujący istniejące relacje Twojej postaci. Aby założyć post z relacjami możesz (nie musisz) skorzystać z gotowych kodów. Opublikuj post z relacjami z datą na 2020 rok lub wcześniejszą i podlinkuj relacje w karcie postaci.


Wskazane jest publikowanie opowiadań o Twojej postaci, ale nie są one obowiązkowe. Chcemy o twojej postaci wiedzieć jak najwięcej! Skorzystaj z wzoru na początek opowiadania. Do każdego opowiadania dodajemy następujące etykiety: imię i nazwisko, pseudonim z blogosfery, opowiadanie.


Nie musisz, ale możesz pokusić się o założenie posta z telefonem postaci. Aby założyć post z telefonem postaci możesz (nie musisz) skorzystać z gotowych kodów. Opublikuj post z telefonem z datą na 2020 rok lub wcześniejszą i podlinkuj telefon w karcie. Do każdego posta z telefonem dodajemy następujące etykiety: imię i nazwisko, pseudonim z blogosfery, telefon.

⊹ Limity czasowe ⊹


Aby nie przysłaniać zbyt często treści innych autorek i autorów, narzucamy limity czasowe.


Pomiędzy kartą postaci a kartą postaci — 3h oraz co najmniej 2 komentarze pod kartą.


Pomiędzy karta postaci a opowiadaniem — 24h plus minimum 2 komentarze pod opowiadaniem.


Pomiędzy karta postaci a rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią — brak limitu.


Pomiędzy rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią a kartą postaci — 1h bez limitu względem komentarzy.


Pomiędzy rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią a opowiadaniem — 1h bez limitu względem komentarzy.


Pomiędzy rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią a rozgrywką fabularną — brak limitu.


Pomiędzy opowiadaniem a opowiadaniem — 24h oraz co najmniej 2 komentarze pod opowiadaniem.


Pomiędzy opowiadaniem a kartą postaci — 3h oraz co najmniej 2 komentarze pod kartą.


Pomiędzy opowiadaniem a rozgrywką fabularną/wątkiem/fabułą z inną postacią — brak limitu.

⊹ Obecności i urlopy ⊹


Na blogu występują comiesięczne listy obecności trwające tydzień. Karty postaci osób, które nie zgłosiły obecności, zostaną przeniesione do wersji roboczych.


Aby uniknąć przesunięcia karty do wersji roboczych, należy zgłosić urlop w odpowiednim dziale. Maksymalny czas urlopu to dwa miesiące. Po tym czasie karty postaci danej osoby zostaną przeniesione do wersji roboczych.


Jeśli zniknęliście a marzy wam się powrót, chęć tę należy zgłosić w odpowiednim temacie. Cieszymy się, że do nas wracasz! No hard feelings. ☺

⊹ Wartości ⊹
Bunt Ikara powstał z potrzeby tworzenia przestrzeni, w której każdy może czuć się bezpiecznie, widziany i traktowany z szacunkiem.

Wspieramy ludzi — bez względu na płeć, tożsamość, orientację, wyznanie, pochodzenie, neurotypowość czy używane zaimki. Wierzymy, że różnorodność jest wartością samą w sobie i że to właśnie ona napędza literaturę, narrację i wspólnotę.

Nie akceptujemy treści ani postaw, które naruszają prawa człowieka, promują nienawiść lub wykluczenie.

Jednocześnie stawiamy jasne granice: nie publikujemy ani nie promujemy tematów związanych z gwałtem, przemocą seksualną ani brutalnym, pornograficznym okrucieństwem, przemocą wobec zwierząt, torturami, gloryfikacją nadużyć, mową nienawiści, dehumanizacją, wykorzystywaniem nieletnich ani treściami służącymi szokowaniu kosztem cudzej krzywdy.

Bunt Ikara to miejsce dla osób, które chcą tworzyć treści odpowiedzialnie, z wrażliwością na innych i odwagą w eksplorowaniu świata, ale nie kosztem czyjegoś bezpieczeństwa.
Za kodowanie oraz grafikę Buntu Ikara odpowiada Kontur. Wszelkie prawa autorskie do kodów są zastrzeżone.
krok po kroku strona główna karty postaci realia FAQ zapisz się discord administracja poszukiwania

czwartek, 11 czerwca 2026

Baptiste

15.06.2026You're my family and I love you... pisane przez Salome oraz Miriam oraz Korynt oraz VazhaCo w rodzinie to nie zginie Modern Addams Family ... but you're terrible. You're all terrible.

10 komentarzy

  1. [akapit] Przyglądał się świętym, święci przyglądali się jemu. Patrzył na ich niewyraźne, poczerniałe twarze, umęczone wiszeniem w rodzinnym salonie chyba bardziej niż cierpieniami, które świadczyły o ich świętości. Ikonostas zawsze przykuwał jego uwagę i ilekroć na niego patrzył, czuł narastający niepokój. Jakby wymalowane oczy mogły dostrzec wszystkie jego grzechy i przekazać je dalej. Szeptali między sobą, szeptali jego imię.
    [akapit] – I co się gapisz – mruknął do jednego z nich pod nosem. Ofiara jego frustracji została wybrana absolutnie losowo, gdyż nadal, nawet po tak długim czasie przyglądania się pozłacanym obrazom, nie pamiętał ich wszystkich we właściwej kolejności. Musiała to być swoista porażka dla jego ukochanych sióstr.
    [akapit] Straciwszy zainteresowanie świętymi, których palące spojrzenia nadal czuł na swojej skórze, wyjął telefon z kieszeni. Było za wcześnie, żeby mógł gdziekolwiek wyjść. Salon był teraz bezpieczną ostoją, odgradzając go od bolesnego światła dnia, tuląc obronnie swoją ciemnością, niczym matka tuląca noworodka. Dobrze znane mu na co dzień zapachy potęgowały uczucie ukojenia: kadzidło, stare drewno. Mrok zalegał w kątach, mieszając się z kurzem, którego nagromadzone warstwy świadczyły o upływie czasu. Budynek starzał się… w przeciwieństwie do jego mieszkańców.
    [akapit] Usiadł na wysłużonej kanapie, zapadł się w nią. Sprężyny jęknęły głucho. Wpatrując się w ekran telefonu, który oświetlił swoim niebieskawym światłem jego twarz, jakby jeszcze potęgując naturalną bladość, wsłuchiwał się w drażniącą zmysły ciszę. Tę zalegającą ciężko w powietrzu martwotę co rusz jednak przerywały urywki krótkich filmików, które przesuwał tylko bezwiednie palcem, nie skupiając się na nich zbytnio. Włożył między przednie zęby troczek od bluzy, którą miał na sobie. Rozgniatał materiał nerwowo między zębami, pochłonięty telefonem, ostatecznie odnajdując zajęcie w sieciowej rozgrywce szachowej.
    [akapit] Był pochłonięty grą, kiedy do jego uszu dotarło skrzypnięcie na schodach, a następnie cicho zbliżające się kroki. Umiał odróżnić każdego z domowników po krokach.
    [akapit] – Czekaj, czekaj – wymamrotał niewyraźnie, wciąż maltretując kawałek materiału w ustach. Wolałby, żeby był to kawałek ludzkiej skóry. Miękkiej, ciepłej i podatnej na nacisk jego ostrych kłów. Sznurek był jedynie marnym substytutem, który koił wrodzoną nerwowość tylko połowicznie. – Właśnie niszczę jakiegoś dziadka w szachy – dodał po chwili, nie kryjąc satysfakcji z odnoszonego zwycięstwa.
    [akapit] Wykonawszy ostatni ruch, podniósł spojrzenie, żeby zaraz uśmiechnąć się szeroko na widok zobaczonej osoby. Rodzina. Wielbił poczucie przynależności, które mu dawali.
    [akapit] Jego spojrzenie prześlizgiwało się leniwie po znanej sylwetce, by ostatecznie zatrzymać się na twarzy. Obśliniony sznureczek wypadł mu spomiędzy warg, przyglądał się wampirzemu obliczu z zainteresowaniem zwierzęcia.
    [akapit] Schował telefon do kieszeni bluzy. Przesunął swoimi długimi, ostrymi palcami między blond kosmykami, rozczesując poskręcane włosy. Westchnął dramatycznie, opierając policzek o zagłówek. Czuł napływającą frustrację wynikającą z bezczynności.
    [akapit] – Strasznie mi się nudzi – jęknął, chcąc ściągnąć na siebie więcej uwagi. Jego znudzenie miało tendencję, aby nie świadczyć o niczym dobrym.

    OdpowiedzUsuń
  2. Salome weszła do salonu przyciskając do piersi niewielki tabołek, w który zwinęła niedokończoną suknię dla siostry. Wspólnie wybrały materiał kilka miesięcy temu: nie nazbyt ciężki, żeby Miriam nie namęczyła się już przy zakładaniu, ale wystarczająco strojny, aby mogła włożyć na wierzch szatę liturgiczną. Krój był może nieco staroświeckim, ale Salome nie przepadała za współczesną modą. Wierzyła, że ubrania winne być robione pod człowieka, nie zaś krępować go przy każdym ruchu: nie znosiła, gdy nierówne szwy piły ją w ramionach, a sztuczne tkaniny drażniły skórę. Miała ochotę zedrzeć ją wtedy z siebie wzorem świętego Natanaela, którego na wpół wypatroszone przedstawienie wisiało w rogu pokoju.

    Sukienka musiała leżeć na Miriam idealnie.

    Salome znała ciało siostry na pamięć, więc nietrudnym było uszyć ją akurat na miarę. Robota szybko szła jej w rękach, a gdyby nie prace wykończeniowe, suknia dawno już byłaby gotowa. Ale ozdoby były przecież najważniejsze! Salome wymarzyła sobie ornamentalne wzory przypominające rajski ogród wzdłuż kibici, spódnicę pokrytą kwiatami... Żmudna była to praca, ale lubiła szyć, zwłaszcza, gdy wokół siebie miała towarzystwo. Często pracowała w kącie salonu, który pozostawał sercem domu rodziny Baptiste. Ciągle ktoś tu wchodził albo wychodził, czasem nawiązywał rozmowę, a czasem nie, bo wszyscy domownicy mieli przecież swoje zajęcia, nie musieli zresztą wymieniać wielu słów, żeby czerpać przyjemność z przebywania, tak po prostu, obok siebie. W milczeniu weszła więc do pokoju, witając się uśmiechem z młodszym bratem, który leżał rozwalony na starej kanapie, zajęty swoim telefonem komórkowym. Vazha grał w szachy! Salome bardzo lubiła szachy, chociaż nie czerpała szczególnej przyjemności ze współzawodniczenia z innymi: dla niej najprzyjemniejszym było, gdy wszyscy bawili się dobrze, a nie skupiali na tym tylko, kto wygrywa. Ale Vazhy zależało na tym, żeby wygrać, więc nie zamierzała mu przeszkadzać. Sama nie była przecież świętą, jeżeli chodziło o marnowanie czasu na podobne rozrywki...

    Tylko że był poniedziałek, skalkulowała w głowie, kręcąc się przy starej komodzie, zastawionej pięknymi kasetkami. Więc do następnej aktualizacji candy crush zostały jeszcze dwa dni.

    Korynt jeszcze o tym nie wiedział, ale w środę znowu miał stać się czempionem w rozbijaniu kolorowych kafelków. Tak jakoś wyszło, że grała w candy crush na jego telefonie, kiedy nie patrzył. Wyłączyła nawet powiadomienia z aplikacji, żeby się nie zorientował! W życiu nie zajrzałaby do jego prywatnych wiadomości, bo to nie tak, że używała jego konta, ponieważ ukryć chciała drobne niegodziwości, jakich dopuszczała się z lenistwa, po prostu... Po prostu nie miała już miejsca na swoim telefonie, żeby dokonać kolejnych aktualizacji aplikacji. Całą pamięć zajmowały jej zdjęcia, a zdjęć Salome zawsze robiła dużo. Gdy zaczynała przeglądać galerię, rozważając, które można by usunąć, kończyła uśmiechając się do utrwalonych na nich wspomnień. A bo to przypomniała sobie o tych wszystkich ubraniach, które chciała uszyć, o pięknych obrazach i fragmentach książek wartych zapamiętania. A to znowu światło księżyca rozlało się zachwycająco na ołtarz, więc musiała uwiecznić moment fotografią... A już na pewno potrzebne były jej wszystkie fotki kwiatków, które rozkwitły tak wdzięcznie, pielęgnowane jej rękoma!

    Miała nadzieję, że tym razem candy crush dostanie nieco większą aktualizację, bo czterdzieści pięć poziomów na tydzień to było tyle, co nic.

    OdpowiedzUsuń
  3. Motki kolorowych nici mieniły się w oczach jak witraże, gdy odkrywała pokrywki kolejnych, suto zdobionych puzderek, służących do przechowywania przyborów do szycia. Niektóre z nich bardziej niż szkatułki przypominały relikwiarze — takim było zresztą pierwotne ich przeznaczenie — jednak wolą Salome, zamiast wypreparowanych tkanek świętych, w środku znaleźć można było akcesoria krawieckie. Zamiast kości, ścięgien i mięśni — nicie na szpulkach, kordonki, ręcznie wyszywane borty. Zamiast krwi — pasma koronek i taśm, których używała jako lamówek. Zamiast organów — resztki włóczek pozwijane w kłębki. Wszystko było potrzebne. Salome lubiła siadać w swoim kącie salonu, na kanapie okrytej starym arrasem, zbytnio nadjadłym mole, żeby zawiesić go z powrotem na ścianie. Blisko kominka, na którym zawsze płonął ogień. Zamocowano nad nim małą, mosiężną kadzielnicę wypełnioną oleistymi wonnościami: kiedyś wieko pokrywały piękne detale, teraz cała misa poczerniała była od łechcących ją od spodu płomieni. Pod wpływem bijącego z ogniska żaru opary kadzidła pełzały po pokoju razem z ciepłem — lepkie, klejące się do włosów i podniebienia — smużące okna, których zwyczajnie nie dało się domyć.

    Salome siadywała daleko od okien.

    Czasem nawet rzut okiem na świat zewnętrzny przyprawiał ją o zawroty głowy. Słońce już zachodziło, ale zamiast światła dziennego, któremu przystępu do pokoju broniły ciężkie, lejące się zasłony, Salome miała świece w zaśniedziałych lichtarzach. Blask ich wystarczył, aby szybko odnalazła to, czego potrzebowała. Urnę. Jedną z tych, które zdobiły salon, wystawione obok sreber mszalnych, bo nawet w bibelotach w tym domu mieszkała świętość. Tylko że urna, zamiast prochów błogosławionych, zawierała... Guziczki. Inne pełne były paciorków wszelkiej maści i kształu, perłowych koraliczków, cekinów, i jeszcze innych cudowności, od których aż kręciło się w głowie. A gdyby któraś z urn się rozbiła? Bo i to się przecież zdarzało. Od tamtego czasu Salome zwykła mówić, że prochy łatwiej zebrać z podłogi salonu niż rozsypany brokat. Milczała jednak jak zaklęta, gdy pytano ją, jaka historia kryje się za tymi słowami: Matce wciąż drgała powieka, gdy sobie o tym przypominała, lepiej więc było milczeć. Akcesoria pasmanteryjne składowane były od tamtej pory w urnach o najbardziej wytrzymałych zawiasach, aby zapobiec podobnym wypadkom w przyszłości.

    Ledwie Salome zdążyła usiąść, już podniosła głowę znad roboty: Vazha poskarżył się, że mu się nudzi, a jej serce czułym było przecież na ton wybrzmiewający skargą, zwłaszcza, gdy chodziło o bliskich. Uśmiech przeistoczył się na twarzy wampirzycy w wyraz łagodnego namysłu. Niestety, Vazha nie był dzieckiem, któremu można było poradzić żartobliwie, ażeby przemieniło się w nietoperza, a potem zawisło u pułapu, pilnując swoich szat. Nie, na takie żarty nie dało się nabrać dwustuletniego niemal wampira. Już nie. W przeciwieństwie do Matki nie odesłała go jednak do lektury żywotów świętych. Nie zaczęła też, wzorem Ojca, wymyślać żadnych zadań natury bojowej, chociaż przez głowę przemknęło jej, że Vazha mógłby pomóc jej w powiększeniu ogródka. Nie, Salome przechyliła delikatnie głowę, zamrugawszy powoli: ruchy jej zawsze były miękkie i powolne, jak u rozespanego kota, który przeciąga się po drzemce.

    A może zaczaja na ofiarę.

    — A cóż to znaczy, że się nudzisz, najdroższy bracie? — zapytała, szczerze zatroskana. — Czy aniołowie twoi nie szepczą ci nad uchem, nie mienią ci się w oczach możliwościami, gdy patrzysz na świat? Ja jakoś tak się czasem zamyślam, że sama nie wiem, gdzie ucieka mi czas.

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiedzieć, że Miriam miała przejebane to powiedzieć za mało.
    Otóż. Nudząc się pewnej nocy i scrollując beznamiętnie po tik toku odkryła w przestrzeni amerykańskiego (a jakże) świata mediów społecznościowych coś co się nazywało “loaded bible” (nie mylić z równie popularnym w tamtych stronach przepisem kulinarnym na loaded nachos, które nomen omen wyglądały obrzydliwie). Nie było w tym nic dziwnego, bowiem algorytm miała wypracowany od lat i w końcu gdzieś pomiędzy nagraniami z pielgrzymek, reklamami zakładów pogrzebowych, outfitami na nabożeństwo i religijnym podcastem przezabawnych sióstr zakonnych, przewinęło jej się jedno czy dwa nagrania ze zdobienia pisma świętego.
    Potem było ich więcej… i jeszcze więcej… Aż w końcu całe FYP Miriam zawalone było dziewuszkami ozdabiającymi swoje święte księgi w przeróżny sposób. A to przyklejały specjalne zakładki, a to używały nakreślaczy a to takiej zabawnej taśmy papierowej.
    W pierwszej chwili była oburzona. Bo jak to tak! Księgę świętą niszczyć. W kolejnej - już nieco rozbawiona. Oczywiście. Typical american core. Potem zaczęła się zastanawiać. Bo skoro dzięki temu młodzi ludzie są zaangażowani w życie swojej wspólnoty i boże dzieło, to może w tym szaleństwie była metoda. Na koniec otworzyła aplikację amazona, co by tylko i wyłącznie się w temacie rozeznać.
    A teraz jak to mówi poeta… “do brzegu”.

    Otóż kurier zamiast jak każdy względnie inteligentny człowiek przeczytać dopisany komentarz z adresem dostawy do kościoła (oczywiście, że zamówiła absolutnie wszystko na fakturę, co by podpiąć to pod wydatki kościelne) lub chociaż pomyśleć coś w stylu “hej ta notka co by nie pukać do drzwi tylko zadzwonić pod numer telefonu, co tam laska wjebała jakieś milion wykrzykników może coś znaczyć”, to nie. Jak ostatni debil zadzwonił do drzwi. Mirka niestety nie zdążyła otworzyć i zastała na progu Matkę z przekomicznie wielką niebiesko-białą paką w ramionach i nieco mniej komiczną miną.
    Nie był to pierwszy raz, kiedy zaskarbiła sobie strofowanie za nieprzemyślane zakupy. Zupełnie jak małe dziecko, które wydaje kieszonkowe na pierdoły, chociaż wydawała swoje własne ciężko zarobione pieniądze.
    W dodatku chyba nieświadomie przewróciła oczami słuchając Matki, co już w ogóle przypieczętowało jej los. Trudno. Najwyżej zostanie nową męczennicą Kościoła.

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety było zbyt wcześnie, żeby uciec na plebanię, choć prawdę powiedziawszy rozważała to. Dla pewności nawet wystawiła nos przez ciężką zasłonę w swoim pokoju… tylko na parę sekund! ale to wystarczyło, żeby teraz miała na bladym nosie różową plamę.
    Może dlatego właśnie weszła do salonu wściekła jak osa. Nie, nie miała ze sobą paczki - tą odłożyła bezpiecznie do pokoju, nawet nie zaglądając do środka. Uznała, że później obejrzy rzeczy razem z Salome. W sumie tak po prawdzie to przyszła tutaj, bo szukała siostry…
    Znalazła ją, a i owszem. Razem z rozwalonym na kanapie Vazhą. Czy on nie miał nic do roboty?
    Dla postronnych Miriam zawsze bardziej przypominała snującą się gdzieś na granicy wzroku marę. Smukłą, smutną, niemal niematerialną. Zupełnie jak gdyby ktoś upchnął ją w ciało zdecydowanie zbyt małe dla wielkiej, przepełnionej wiarą i bólem duszy. Na ile to była gra, na ile rzeczywiście taką była - to już pozostawało dla większości świata nieodgadnionym.
    Ale w zaciszu domu rodzinnego wampirzyca była zdecydowanie bardziej przyziemna. Krew z krwi. Ciało z ciała.
    Czy trzasnęła drzwiami dając upust swojej złości?
    A i owszem.
    Czy zamarła zaraz potem na długich kilka sekund, ewidentnie modląc się i nasłuchując czy nie słyszy któregoś z rodziców na schodach?
    Niezaprzeczalnie. Kiedy jednak odpowiedziała jej tylko cisza, odetchnęła wreszcie z ulgą. Bardziej nawyk niż rzeczywista potrzeba ciała i serca.
    - Słyszałeś, że umarła stara Madame Pompadour?- Zagadnęła brata, swoje kroki kierując jednak w stronę starszej siostry, zajętej haftowaniem czegoś co wyglądało na jej nową szatę.
    Co ciekawe Madame Pompadour nazywała się Milicenta Paddington, ale swoje mało chwalebne przezwisko otrzymała przez swoją fryzurę, która zrobiłaby furorę w latach 30, ale XVIII wieku i fakt, że wyszła za pana Paddingtona po blisko trzydziestu latach romansu, gdy serce pierwszej pani Paddington wreszcie nie wytrzymało.- Chcą ją pogrzebać jutro wieczorem przy pierwszej żonie, więc może być afera na pogrzebie.
    Przysiadła obok Salome na kanapie. Wzięła do ręki materiał jednego z gotowych rękawów przez moment podziwiając kunszt wykonania.
    - Ponoć zmarła przed południem, już ją zanieśli do kaplicy.- Kontynuowała, nie odrywając jednak wzroku od haftów i kolorowych nici.- Salome będę cię potrzebować tam dziś po zmroku.
    Dziwnym był ton Miriam, gdy zwracała się do starszej siostry. Bo choć wiele w nim było czułości, to za nic nie brzmiało to jak prośba - bardziej jak miękkie polecenie wydane przez osobę, która nie spodziewa się usłyszeć “nie”.

    OdpowiedzUsuń
  6. Drzwi ustępują jego płochym dłoniom, palcom leniwie haczącym drewno; leniwie, ale wciąż z siłą nienaturalną ludzkiej. Ustępują przeciągłym westchnieniem jakby trzymały w sobie każdą z przepitych tutaj dusz. Wchodzi bez pośpiechu, wolno, szurając stopami i nie wznosząc spojrzenia ponad trzymaną w dłoniach książkę.

    [akapit]Papier szeleszczący pod opuszkami palców jest miękki od wielokrotnego przewracania stron. Trzyma wolumin otwarty jedną dłonią, nie odrywając od niej wzroku przez pierwszych kilka kroków. Zaschnięty na pergaminie atrament starych drukarni ma charakterystyczny zapach — kwaśny, lekko metaliczny — wymieszany z kurzem zalegającym między kartkami i wilgocią starych grzbietów. Lubi tę woń bardziej od perfum; nieświadomie zaciąga się nią pod naporem nozdrzy. Te z niechęcią ciągną powietrze, namiastki dawnego, aktywniejszego oddechu. Tęskni za życiem.

    [akapit]Materiał ubrania faluje wokół sylwetki przy każdym jego kroku. Długa koszula, zmięta jakby od dawna pozostawiona na dnie kufra, opiera się leniwie o zbyt krótkie spodnie, odsłaniające kostki. Na mankietach zaschnięte zagniecenia układają się w ostre grzbiety. Poły płaszcza ciągną za sobą chłód ich domostwa i zapach deszczu, które jeszcze dzisiejszego wieczora, osiadł na grubym splocie włókien. Sznurowadła pozostają rozwiązane, końcówki obijają się o skórę butów głuchym, jednostajnym stukaniem.

    [akapit]Przelotnie zatrzymuje wzrok na każdym z obecnych. Nie na tyle długo, by naruszyć ich spokój, lecz wystarczająco, żeby zaznaczyć swoją skromną, ulotną na ten moment obecność.

    [akapit]Dopiero przy Salome podnosi głowę całkowicie.

    [akapit]Skinienie jest niewielkie, niemal ceremonialne. Pełne szacunku, którego nie sili się ukrywać. Jej postać pachnie nicią rozgrzaną od ludzkich dłoni, woskiem świec i świeżo przeciętą tkaniną. Zapach miękki, uporządkowany. Kojarzy mu się z cierpliwością. Bez słowa rusza dalej.

    [akapit]Fotel przyjmuje go niechętnie. Sprężyny odzywają się niskim jękiem, a wysiedziane obicie oddaje pod ciężarem ciała kurz, który przez chwilę unosi się w świetle świec cienką mgłą. Odkłada książkę na kolana i zamyka ją ostrożnie. Gruby grzbiet wydaje głuchy trzask, papier zatrzymuje pomiędzy stronami resztkę ciepła męskich dłoni.

    [akapit]Uniesione wtem spojrzenie przechodzi po twarzach powoli, bez ciekawości, raczej z przyzwyczajenia. Sprawdza, czy wszyscy nadal znajdują się na swoich miejscach.

    [akapit]— Pompadour? Myślałem, że chowałaś ją dwa miesiące temu — mruczy na nowo sięgając zapomnianych stron czytanej książki. — Niesamowite, że i tak trzymała się przy życiu tak długo. Jej serce było ledwie wyczuwalne już miesiące temu.

    OdpowiedzUsuń
  7. [akapit] Vazha ożywił się na tyle, na ile mógł ożywić się ktoś martwy, gdy Salome zwróciła się do niego swoim śpiewnym głosem. Lubił jej głos, nie był z rodzaju tych irytujących i piskliwych, a łagodnych, choć zdecydowanych, może czasami cichych, choć on nie musiał narzekać na problemy ze słuchem w zasadzie już nigdy.
    [akapit] Większość ludzi uznałaby jej pytanie za dziwne, niedorzeczne. Kto normalny pytał o aniołów? Dla niego brzmiało to jak zwyczajny czwartek. Zaraz, czy to był czwartek?
    [akapit] – To bardzo ciekawe, że poruszasz ten temat, ale w zasadzie ostatnio nie słyszałem żadnych głosów – powiedział po chwili zastanowienia tonem, którym rozmawiało się o pogodzie. Nie do końca wiedział, czy brak głośnych myśli w jego głowie, które nie brzmiały jak jego własny wewnętrzny głos, był czymś dobrym, czy nie. Może właśnie przez tę ciszę się nudził. – Masz jakiś sposób na to, żeby aniołowie wrócili? – zapytał z zaciekawieniem, przysuwając się do siostry i przyglądając się jej obliczu.
    [akapit] Byli do siebie podobni. Przynajmniej tak podobni, jak mógł pamiętać swoją własną twarz. Czasami wydawało mu się, że widział w Salome odbicie zamazanych w pamięci rysów.
    [akapit] Ożywił się nieco, gdy przysiadła się do nich Miriam. Choć aura zdenerwowania ciągnęła się za nią długą wstęgą, to i tak spojrzał na nią z zaciekawieniem. Czasami trochę go przerażała, szczególnie, gdy mówiła do Salome w TEN sposób.
    [akapit] Pogrzeby fascynowały go nie tylko ze względu na wybraną profesję, choć ludzie często dziwili się, że ktoś tak młody wybierał nocną pracę na cmentarzu, gdy powinien korzystać z młodości. Miały w sobie coś magicznego, kiedy wiedział, że jego żaden nie czekał. Robaki dobierały się do ciała i puf! – pozostawały nagie, białe kości, które z czasem również miały obrócić się w proch. Gęsty, szary proch, który brudził palce jak węgiel. Było to niemal jak magiczna sztuczka, wpisana w naturę śmiertelnego ciała.
    [akapit] – Och, moglibyśmy pójść na pogrzeb całą rodziną. Lubię pogrzeby – powiedział niemal marzycielsko, podciągając kolana pod brodę i przebierając nagimi, niemal sinymi palcami u stóp. Owinął swoje nogi ramionami i zakiwał się lekko.
    [akapit] Nie za bardzo wiedział, o kim mowa. Nigdy nie miał pamięci do imion, nazwisk i przezwisk. Niewiele z nich miało zresztą dla niego znaczenie. Końcowo łatwiej było zapamiętać je w momencie, w którym zostały uwiecznione na nagrobnej płycie. W obliczu nadchodzącego pogrzebu jakiejś kobiety imieniem Madame dla niego liczyła się sama ofiara złożona do ziemi w postaci ciała i możliwość spędzenia czasu ze swoją ukochaną rodziną. Wyobraził sobie, jak przyjemnie byłoby uczestniczyć w nabożeństwie, niemal nie zwracając uwagi na fakt, że w pomieszczeniu pojawił się również Korynt. Śmiertelnie poważny. Jak zwykle.
    [akapit] Vazha przyjrzał się bratu z zaciekawieniem, przechylając głowę i chcąc przeczytać tytuł czytanej przez niego książki. Litery były zatarte, stare, a zlewając się z wiekową oprawą, która pachniała zwierzęcym truchłem, były niemal niemożliwe do odgadnięcia.
    [akapit] – Co czytasz, braciszku? – zapytał z typową dla siebie ciekawością, pochylając się nieco w stronę fotela, który zajmował ponury młodzieniec. Przyglądał się bratu uważnie. Vazha czasami zastanawiał się, co dokładnie kryło się za tym poważnym spojrzeniem i ciszą, którą Korynt nosił przy sobie niczym drugą skórę. – Wygląda na coś ważnego.
    [akapit] Tam, gdzie inni widzieli starą książkę, Vazha widział tajemnicę zamkniętą między stronami. Tam, gdzie inni mijali opuszczony cmentarz, on dostrzegał tysiące opowieści czekających na wysłuchanie. Zastanawiał się, kto trzymał dany przedmiot przed nim, jakie dłonie przewracały te same kartki i jakie myśli towarzyszyły ludziom, którzy dawno już przestali istnieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [akapit] Ludzie go fascynowali, choć przez wzgląd na ich ulotność, wolał trzymać się od nich z daleka. Strasznie ciężko znosił śmierć ostatniego kota. Kto by pomyślał, że żyły tak krótko i nie dało się ich przemienić w wiecznie żyjące stworzenia, żeby stały się towarzyszami wampira na całą wieczność. Bo choć miał swoje rodzeństwo, to przydałby mu się też taki kot.

      Usuń
  8. Salome odpowiedziała na skinienie Korynta uśmiechem przeznaczonym specjalnie dla niego: tym wyzbytym ze zwyczajowej senności. Tym, w którym obnażała zęby. Jakże wiele dało się wyczytać z tego uśmiechu! Nie chowaj się, mówiło jej spojrzenie, które ukradkiem prześlizgnęło się po zagnieceniach braterskiej koszuli. Obiecałeś, że nie będziesz się chował. Łączyła ich nie tylko pociąg do samotności, ale i natarczywość, z jaką kochali. Przedłużające się spojrzenia, które sprawiały dyskomfort swoją intensywnością. Korynt patrzył na świat pożądliwie, prowokując do odwrócenia wzroku. Nieco podobny był w tym do Miriam, która patrzyła na świat tak, jak patrzyły wielkie królowie — a może wielkie męczennice. Nieco podobny był w tym do Vazhy. Oboje byli przecież głodni świata, głodni miłości; chciwi doznań bardziej niż krwi. Salome była intensywna na inny sposób. Przypominała wolno tlące się kadzidło, które najpierw zachwyca zapachem, a potem otumania zmysły: włosy jej pachniały olejkiem makowym, oblepiającym powieki sennością po to tylko, aby ostatecznie sprowadzić szaleństwo.

    — Gdzie indziej miałabym być po zmroku, najdroższa? — Zaskakującą była uległość, z jaką poddawała się prośbom Miriam. Prośbom, a może żądaniom — nie było dla niej różnicy. Ze strony Salome nie padło nigdy bowiem choćby słowo sprzeciwu.
    Jej głos brzmiał łagodnie, niemal sennie, jak gdyby dochodził gdzieś z daleka — z wnętrza jaskini, której echo wygładzało każde słowo padające z ust wampirzycy. Korynt wiedział jednak najlepiej, że za tą łagodnością tkwiła przepaść. Przepaść dzielącego ich czasu. W oczach Salome wszyscy byli przecież dziećmi. Rzadko pozwalała im odczuć dystans wieku w ten sam sposób, w jaki robili to rodzice. Okazywała to inaczej. W miękkości ruchów i spojrzenia. W spokoju, jaki ją otaczał. W tym, jak starała się wyprzedzać potrzeby wszystkich. Jak nikt inny wiedziała więc, jak ukoić siostrzaną zapalczywość. — Arka Przymierza nie powinna przecież opuszczać pieczy tych, którzy przysięgali jej strzec, a ty jesteś moim Kiriat-Jearim. Moją Jerozolimą. — Na krótką chwilę oparła głowę o ramię siostry, zmuszając, aby wyzbyła się tkwiącego w nich napięcia.
    Nie przerywała pracy.
    Syciła materiał sukni sobą, wiedząc, że gdy Miriam wdzieje ją na siebie, to niemal tak, jak gdyby przyoblekała się w jej miłość. Miłość Salome przypominała kwietny ogród, pączkowała bowiem żywo, niczym kwiat, którego płatki całowały promienie wiosennego słońca. Już misterne hafty oplatały rozpinane rękawy niby bluszcz. Złotą nicią wyszywała kwiaty drzew migdałowych, chcąc odwzorowywać zdobienia biblijnej Arki Przymierza. Plątała pręciki kwiatów ałyczy, tych, które rozkwitały, zanim jeszcze stopniał śnieg na gruzińskich stokach. Wiosna kwitła w dolinach, podczas gdy zima jeszcze nie zeszła z gór. Wszystkie kwiaty wyrastały jednak z ziemi. Ziemia — ciemna, wilgotna, nie ciesząca wzroku, a jednak warunkująca istnienie — gdy Salome zanurzała w niej palce, wtedy żyła naprawdę. Oto dotykała utkania świata. Zagłębiała się w pierwocinę, po którą sięgnał Bóg, aby stworzyć człowieka. Z prochu jesteś, w proch się obrócisz, myślała, im głębiej jednak kopała, tym więcej znajdowała gliny. W górach warstwa próchnicy była cieńszą. Zbocza były ubogie, kamieniste, trudne w uprawie. Wracało do niej niejasne wspomnienie rąk pokaleczonych o skały. Londyńska ziemia była miękka, plastyczna... Młodsza. Salome rozgarniała więc rozkopaną niwę, patrząc, jak pożądliwie wciska się pod paznokcie. Miłość Salome była jako i ta ziemia. Lubiła zostawiać po sobie ślad. Tłusta była żyznością, oczekiwaniem na życie, obfitość upraw. Zapach miała ciężki, gnilnie wręcz słodki. Słodkie gotowa była dać owoce, jeżeli czułe ręce rozgarnęły jej podwoje... Nawet teraz Miriam zbierała plon tej miłości. Czuła była to zależność: tak jak ziemia należała do niej, tak ona należała do ziemi.

    OdpowiedzUsuń
  9. Po twarzy Vazhy spojrzenie Salome prześlizgnęło się po miękko, z czułością. Twarzy tak podobnej do jej własnej, co zawsze stwierdzała z zachwytem, choć nie pamiętała już, jak wygląda jej odbicie. Nie kierowała nią w tym wszystkim próżność. Nie, grzech Salome był dalece gorszym. Nie umiała powiedzieć, co czuła, gdy po raz pierwszy raz wzięła go w objęcia. Wyobrażała sobie jednak, że tak właśnie musiały czuć się matki, kiedy następowało rozwiązanie. Nie zapomniała przecież dnia, kiedy Irakli przywiódł go do domu. Tak długo była samotna... Nie była samotna, karciła się na samą myśl, bo miała przecież obok siebie Matkę, miała obok siebie Ojca. Trwała wiernie u ich boku od lat, posłuszna aż do bólu. Nie chciała nigdy odłączyć się od tych, którym zawdzięczała wszystko. Dziękowała więc Ojcu za życie. Dziękowała Matce za imię.
    A potem wyobrażała sobie, że sama jest Ojcem. Sama jest Matką.
    Rozgarniała rękoma ziemię. Hodowała winorośl. Patrzyła jak rozkwita pod jej czułą opieką. Patrzyła jak daje owoce. Mówiła do pnących się w górę pędów. Płakała, gdy obumierały. Na wzór świętej Nino całowała obcinane liście winorośli, splatając ze sobą pędy własnymi włosami. Oto były jej pokutne krzyże. Jedyne owoce, jakie mogło wydać jej martwe łono. Grzebała je potem w ziemi, w napięciu czekając, czy jej dzieci odrodzą się na nowo. Tak oto upłynęły jej wieki: nie rodziła, lecz hodowała. Nie wydawała na świat, lecz pielęgnowała. Nie dawała życia własnym ciałem, lecz próbowała wywołać je z ziemi.
    Czasem spędzała całe noce na wpatrywaniu się w rozkopany ogród. Ojciec przysiadł pewnego dnia obok. Przestraszyła go, gdy nie skryła się w domu na noc, pogrążona w otępieniu.
    Gdy przyprowadził Vazhę… Nie, nie chciała o tym myśleć. Nie chciała myśleć o tym, jaki był do niej podobny. Nie chciała myśleć o nieprzeniknionym obliczu Ojca, który wymownie zatrzymał na niej swe spojrzenie.
    Ojciec lubił usprawiedliwiać swój głód.
    Salome nie znajdowała dla siebie usprawiedliwienia, a jednak nie szukała nigdy go zbyt intensywnie. Oto było jej fiat: gdy Vazha zbliżył się do kanapy, igłę z przewleczoną nitką wbiła na chwilę w leżący obok motek, przerywając pracę.

    — Przyjdź — odpowiedziała prosto na jego pytanie. — Przyjdź, to pokażę.

    OdpowiedzUsuń

Aktywni: 0

Cieszymy się, że tu jesteś. Trafił_ś na blog fabularny Bunt Ikara, gdzie możesz wcielić się w wampira, łowcę wampirów albo zwykłego śmiertelnika.

Wiemy, że nasza oprawa wizualna może różnić się od klasycznych blogów fabularnych, dlatego przygotowaliśmy krótki poradnik, który pomoże Ci odnaleźć się na start.

Przejdź do poradnika